wtorek, 9 czerwca 2015

W poszukiwaniu granic równości

Zawsze, gdy myślę, że zaoceaniczni SJW pokazali już wszystkie dziwactwa, do jakich są zdolni, któryś z nich robi "aha!" i udowadnia, jak bardzo się myliłam. Tym razem sprawa dotknęła mnie, powiedziałabym, osobiście, bo przedmiot ataku jest produkcji polskiej: chodzi o trzecią odsłonę gry "Wiedźmin", która niedawno miała swoją głośną premierę. Świetny polski produkt eksportowy, udowadniający, że Polak potrafi, i tak dalej. Okazało się jednak, że chociaż spotkała się ze świetnym odbiorem w mediach, gra posiada przeogromną wadę, której nic nie będzie w stanie usprawiedliwić: nie ma w niej postaci ras innych niż biała.
Tak jest: rasizm, rasizm, a poza tym seksizm, ponieważ jedyna nie-biała postać kobieca, która pojawia się w grze, bo bardzo seksowny sukub. Mamy tu zatem do czynienia z przedstawieniem ciemnoskórych kobiet jako egzotycznych, nieziemskich stworzeń. CD Project RED, grupa składająca się z prostych białych ludzi z podrzędnego kraju białych ludzi, stworzyła zatem grę o białych ludziach, najpewniej wyłącznie dla białych ludzi - bo oczywiste jest, że bez nie-białych postaci, nie-biały człowiek nie zdoła wczuć się w rozgrywkę i dobrze bawić. I co z tego, że "mitologia" czy "poprawność historyczna". To się nie liczy. Nie - najwyraźniej dal SJW zaczął się obecnie liczyć tylko i wyłącznie tokenizm.
O SJW już kiedyś pisałam. Social Justice Warriors, osobnicy wybitnie równościowi, walczący w Internecie o dobra mniejszości, zazwyczaj bardzo agresywnie atakując przypadkowych ludzi, których domniemane nie-feministyczne (czy raczej ogólnie pełne uprzedzeń wszelakich) poglądy bazują zwykle na jednej wypowiedzi, nierzadko wyrwanej z kontekstu.
Bywa, że pod SJW podszywa się zwykły troll internetowy. Mimo to, naprawdę nietrudno wpaść na hardkorowego bojownika o równość i sprawiedliwość, zwłaszcza w mediach społecznościowych (szczególnie na tumblr).
Osobiście jestem bardzo przeciwna zrównywaniu SJW z osobami posiadającymi poglądy feministyczne. Różnicę między przedstawicielami obu frakcji można było zobaczyć wyraźnie, jeśli przeglądało się opinie dotyczące ostatniego filmu spod szyldu "Mad Max". Feminiści zachwycili się sposobem, w jaki twórcy "Mad Max: The Fury Road" ukazali postacie kobiece. Tymczasem SJW, szukając okazji do zaczepki, zapytywali, dlaczego w tym filmie nie ma postaci nie-białych. (Wskazówka: akcja dzieje się w Australii).

Niesławny sukub (zdjęcia stąd).
Podobną sytuację mamy w przypadku gry "Wiedźmin 3: dziki gon": internetowi SJW przeszukują grę, próbując namierzyć problematyczne treści. Zarzut "brak kobiet" nie miał, co prawda, racji bytu, ale "brak kolorowych kobiet" już tak. Dodajmy do tego potencjalną "kolorową kobietę" w postaci wspomnianego wcześniej sukuba - mocno seksualną, stylizowaną na egzotyczną - i otrzymamy podłoże do zarzucenia twórcom rasizmu.

Niestety, jak wskazuje ten artykuł, ekipa CD Project RED to po prostu grupa białych ludzi, żyjąca w kraju białych ludzi, oglądająca w telewizji tylko białych ludzi i w konsekwencji - robiąca grę wyłącznie o białych ludziach, bo o innych nie pamiętają. Celowo i z premedytacją pomijają inne kolory skóry, chociaż Polska była przecież ogromna, jak powiada przysłowie, "od morza do morza" (oczywiście nieważne, że nie w czasach przed średniowieczem, nieważne). Ponad to bazują uniwersum na tak zwanej "mitologii słowiańskiej", która przecież nie istnieje w taki sposób, jak mitologia grecka czy nordycka: nie można o niej mówić w identyczny sposób, gdyż nie istnieje w formie opowieści. Niestety, biały team z białego kraju (bardzo białego - nie da się zaprzeczyć, że zdecydowana większość społeczeństwa jest biała) tworzy grę na podstawie opowieści białych ludzi... i ma z tego powodu czuć się źle. Nie jest istotne, że oto właśnie przedstawiona została historia bazująca na folklorze często ignorowanego europejskiego kraju. Nie. Istotne jest to, że developerzy nie umieścili w grze postaci o innych kolorach skóry.
Przyznam, że smutno mi czytać tego rodzaju opinie. W tym momencie zalety danego działa (tutaj: polski folklor) przestają się liczyć. Najważniejszy staje się brak postaci nie-białych, należy zatem skupić się na wyszukaniu sposobów, do jakich twórcy gry mogli - i powinni byli - się uciec, by takież postacie wprowadzić. I nie jest istotne, że, jak udowadnia ten artykuł, mnóstwo ludzi różnych narodowości nie ma najmniejszego problemu z owym rażącym brakiem różnorodności rasowej w "Wiedźminie". Najmniejszego.

Skąd zatem cała opisana tu afera? Jak w przypadku większości podobnych sytuacji, podłoża szukać należy w amerykocentryzmie. Autor pierwszego artykułu, mieszkaniec USA, przesiąknięty tamtejszym sposobem myślenia, nie bierze pod uwagę, iż rzeczywistość europejska jest zupełnie inna, niż amerykańska. Ten rodzaj ignorancji jest jednym z głównych grzechów SJW, i przyczyną najgorszych internetowych kłótni na linii Europa-Ameryka. Dobrym przykładem są reakcje Amerykanów na tegoroczną katastrofę lotniczą w Alpach: europejscy śledczy uznali ów akt za samobójstwo pilota Andreasa Lubitza, zaś amerykańscy internauci uparcie twierdzili, że był to zamach, ale white privillage pilota sprawia, że media mówią o "samobójstwie" - gdyż jasnym jest, że według "białych ludzi" zamachu terrorystycznego dokonać może tylko i wyłącznie osoba pochodząca z jednego z krajów muzułmańskich.
Podobnie rzecz się ma w przypadku amerykańskiego postrzegania podziałów i konfliktów społecznych w Europie. W Ameryce odbywają się one zawsze na tle rasowym - w Europie zaś, na tle etnicznym.

Wujek Google dementuje: mitologia słowiańska
istnieje i są nawet o niej książki!
(Źródło: Amazon).
Jeśli zaś chodzi o kwestię koloru skóry, tak uwielbianą przez Amerykanów, należałoby wskazać radośnie ignorowany przez SJW fakt, iż biały kolor skóry występuje w różnych odcieniach. W Europie mieszkaniec okolic Morza Śródziemnego, człowiek o oliwkowej skórze, czarnych włosach i ciemnych oczach będzie równie biały, jak blond-włosy i niebieskooki Skandynaw. W Ameryce zaś ten pierwszy zapewne zostałby uznany za person of colour (PoC) i najpewniej przestałby go dotyczyć white privillage. Niestety, w oczach przeciętego zaoceanicznego SJW "biały" to po prostu biały; zwykły członek zbitej białej masy.

Oczywiście jestem w stanie zrozumieć, dlaczego coraz więcej odbiorców zarówno gier, jak i innych produktów kultury masowej i nie tylko, nawołuje twórców do dbałości o różnorodność (diversity). Współcześnie społeczeństwa stają się coraz bardziej zróżnicowane - nawet Polska, która należy do najbardziej jednolitych etnicznie krajów, posiada pewien odsetek mieszkańców o kolorze skóry innym niż biały. Co prawda, do różnorodności panującej w Stanach Zjednoczonych, czyli do tej, którą SJW zwykle przyjmują za wzór, jest naszemu społeczeństwu bardzo daleko, ale nie możemy już nazwać się krajem absolutnie białym. Zatem gdyby CD Project RED wydał grę, której akcja dzieje się we współczesnej Polsce, pretensje o brak postaci nie-białych byłyby uzasadnione. Mówimy jednak o historii czerpiącej z inspirację z mitów dawnych Słowian (konkretnie Słowian zachodnich). Te zaś nie powstały w okresie Rzeczpospolitej Obojga Narodów, czyli podanego w pierwszym z artykułów okresie, kiedy to Polska sięgała "od morza do morza", a zatem nietrudno było na jej ziemiach znaleźć osoby, które spokojnie uszłyby za PoC.
Dla porównania: być może część z czytających ten tekst osób pamięta pełne oburzenia reakcje internautów, towarzyszące premierze filmu Ridleya Scotta z 2014 roku: "Exodus: Gods and Kings" to film zainspirowany biblijną Księgą Wyjścia. Opowiada historię Mojżesza, który uwolnił Izraelitów z niewoli egipskiej i poprowadził do Ziemi Obiecanej. Akcja rozgrywa się w starożytnym Egipcie, bohaterami są Egipcjanie i Izraelici, a główne role, ku ogromnemu niezadowoleniu dużej części internautów, powierzono białym aktorom. Ciemnoskórzy obsadzeni zostali zaś w rolach służby, bądź bezimiennych żołnierzy.
Z historycznego punktu widzenia, taki zabieg podważa wiarygodność opowieści. Egipski faraon z całą pewnością nie był tak biały, jak obsadzony w jego roli aktor. Pojawiły się zatem zarzuty wybielania postaci i nawoływania do zachowania poprawności. Nawoływania całkiem zrozumiałe, dodam, gdyż w dzisiejszych czasach naprawdę nie powinno być trudno znaleźć nie-białych aktorów do roli Egipcjan i Izraelitów. Pretensje o niezachowanie zgodności historycznej mają najwyraźniej rację bytu tylko w przypadku, gdy mówimy o historiach z rejonów, które mogą być uznane za zamieszkane (bądź kiedyś zamieszkiwane) przez PoC. Bo jeśli chodzi o "Wiedźmina", jak już wspomniała,, argument o "zachowaniu poprawności historycznej" stracił rację bytu. W oczach SJW różnice etniczne przegrywają, niestety, z rasowymi.

W moim przekonaniu, SJW tak bardzo zakręcili się na punkcie "poprawności politycznej", że dość często sami popadają w rasizm. Oczywiście nie zdając sobie z tego sprawy, bo najważniejsza pozostaje czystość ich intencji - bo owszem, wola uwzględnienia różnych mniejszości w danym dziele, jest intencją dobrą. Sęk w tym, że, tak jak w przypadku "Wiedźmina", żądanie wprowadzenia postaci nie-białej dla samej reprezentacji rasowej, zakrawa na tokenizm. Czy tak zwany token black character w grze sprawi, że nagle wszyscy ciemnoskórzy świata zachodniego poczują się dowartościowani? Poza tym zastanawia mnie, czy zdaniem SJW gracze o ciemniejszym kolorze skóry są tak bardzo inni od graczy białych, że koniecznie potrzebują ciemnoskórych postaci w świecie gry, bo inaczej nie zdołają się w nią wczuć?

Z artykułu.
Zabrzmię zapewne jak gderająca, mocno uprzedzona stara ciotka, jednak jestem zdania, że jeżeli faktycznie (i na poważnie) chcemy zadbać o różnorodność w świecie kultury popularnej, powinniśmy po pierwsze przestać na siłę upychać reprezentantów różnych grup w danym dziele, jeśli łamie to zasadę prawdopodobieństwa (pierwszy z brzegu przykład: biały heros w filmie o samurajach), a po drugie, zacząć domagać się od twórców sięgania po materiał źródłowy pochodzenia innego, niż dziedzictwo wyłącznie "białych ludzi". Przypuszczam, że wielu chętnie obejrzałoby film Disneya zainspirowany legendami plemion afrykańskich.

Ogólnie rzecz ujmując, podejście SJW do kwestii dbania o różnorodność w grach, serialach, filmach i innych dobrach kultury popularnej, nieprzerwanie mnie zadziwia. Z jednej strony mamy pytania, dlaczego tu i tu nie ma postaci innych niż białe - i zero zrozumienia dla wyjaśnień popartych rzeczowymi argumentami (przypominam: tak zwana mitologia słowiańska, oraz poprawność historyczna, nie jest argumentem). Z drugiej zaś strony mamy zjawisko wyjątkowo fascynujące, polegające na ignorowaniu, lub niedostatecznym wspieraniu tych produktów kultury, które różnorodności dostarczają (pierwszym, co mi się nasuwa, jest tendencja do ignorowania filmu "Księżniczka i żaba", i pytanie, kiedy wreszcie doczekamy się czarnoskórej księżniczki w animowanej produkcji Disneya). Do tego dochodzi zamiłowanie do przerabiania postaci z mitów czy legend "białych kultur" na własną, odpowiednio różnorodną modłę. Oczywiście, wolność artystyczna jest ważna i świetnie jest widzieć eksperymentujących twórców. Czasem jednak spotykamy się z sytuacją, gdy ktoś zaczyna ostentacyjnie ignorować źródło owych mitów i legend, na rzecz własnych idei, i promuje je jako jedyne i słuszne interpretacje. Paradoksalnie, zawłaszcza w ten sposób obcą kulturę - a zawłaszczanie (cultural appropriation), jak wiadomo, SJW traktują jako jeden z największych grzechów białych, i niekwestionowany przejaw rasizmu.

Osobiście bardzo bym chciała, aby amerykańscy bojownicy o równość społeczną w pierwszej kolejności powalczyli o wyleczenie własnej krótkowzroczności. Reszta świata nie wygląda jak Ameryka, a pewien średniej wielkości kraj w centrum Europy nie wypuścił na rynek międzynarodowy gry wyłącznie o białych ludziach dlatego, by pokazać, jak bardzo nienawidzi czarnych. Być może pewnego pięknego dnia zorientują się, że krytykowanie europejskich krajów z powodu zbytniej jednolitości etnicznej w produktach kultury, nie jest dobrym sposobem na walkę z własnymi kompleksami. Być może dostrzegą nawet pewne mało subtelne różnice między Stanami Zjednoczonymi a Europą.
Być może. W końcu zawsze warto mieć nadzieję.


P.s.: Polecam Waszej uwadze ten komentarz. Walka o reprezentację różnych grup społecznych jest świetna, ale czasami mam wrażenie, że walczący zaczynają popadać w drugą skrajność, tj. starają się zadowolić zbyt wiele grup na raz. W konsekwencji praktycznie żadne dzieło nie może być dość dobre (jak wspomniany "Mad Max": co z tego, że ma świetne kobiety, przedstawione inaczej niż w typowym filmie akcji, skoro nie ma w nim ciemnoskórych?). 

9 komentarzy:

  1. Myślałam, właśnie dzisiaj o rasizmie, jego przejawach, oraz fakcie, że bardzo często rasizm dotyczy osób białych. Ludzie jakby zaprzestali pojmować jak ma działać tolerancja i teraz atakują tych, których było więcej. A teraz trzeba na tym cierpieć.
    Niemniej bezmyślność niektórych ludzi mnie i tak poraża... jak można mówić o czymś nie znając się na tym, a jeśli ma się za słabe pojęcie to i tak się wykłócać. Dla mnie to jest niepojęte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ludzie jakby zaprzestali pojmować jak ma działać tolerancja i teraz atakują tych, których było więcej" - masz rację, ale to zjawisko jest aż śmieszne, gdy zaczynają je promować Amerykanie, bo oni są święcie przekonani, że w każdym miejscu na świecie biali stanowią większość. (Oczywiście nie wszyscy Amerykanie, ale SJW prezentują, niestety, taką postawę).

      "jak można mówić o czymś nie znając się na tym, a jeśli ma się za słabe pojęcie to i tak się wykłócać" - dla mnie też. A najsmutniejsze jest to, że tych osób nie sposób przekonać, że nie mają racji.

      Usuń
  2. Mnie najbardziej rozwalało to, że koleś, który tak się naprodukował z tym wpisem o rasizmie, że on uważa się za Polaka, nawet tweeta po polsku napisał, ale przy tym siedzi w USA... To jest druga kwestia, czy takie osoby można uważać za Polaków, czy nie. Bo moim zdaniem sama znajomość języka Polakiem nie czyni. Ale nieważne. W każdym razie wychodzi tu głęboka nieznajomość realiów polskich. Nie twierdzę, że osób ciemnoskórych nie było w przeszłości w naszym kraju, ale problem jest tego typu, że kto je widział? Czy przeciętny człowiek miał szansę zobaczyć kogoś takiego na własne oczy? Raczej nie, to byli jak już kupcy, podróżnicy, którzy byli przejazdem. Do lat 80./90. XX wieku przeciętny Polak widział murzyna co najwyżej w telewizji. Ja sama miałam okazję rozmawiać z osobą ciemnoskórą... Dopiero rok albo dwa lata temu? I to też był przypadek, facet mnie pytał, gdzie w okolicy jest sklep. xD Ale w każdym razie nie ma tych osób na tyle, by zapisały się jakoś w naszej kulturze albo żeby coś do niej wniosły - bo w USA murzyni wytworzyli swoją własną kulturę, dużo wnieśli do ogólnie rozumianej kultury amerykańskiej. Temu nikt nie zaprzecza. Tylko właśnie ten amerykocentryzm wkurza - bo w Europie musi być tak samo, jak w Ameryce. Właśnie nie musi. Europę trapią zupełnie inne problemy i obawiam się, że przeciętny Amerykanin nie jest w stanie ich pojąć. Rozmawiałam z Amerykanami i dla nich np. niespotykane jest wiele rzeczy, które w Europie są normalne, jak chociażby darmowa służba zdrowia. A jeśli tego nie są w stanie pojąć, to jak mogą pojąć problem ksenofobii, który wrzucają do worka razem z rasizmem?
    Tekst jest moim zdaniem bardzo trafny. I nie oznacza, że każdy, kto się buntuje przeciwko takiemu gadaniu jest biały i jest zły. Tak samo protestowałabym, gdyby w filmie o Azjatach mieli grać biali, dlaczego więc w filmach o Europie mają być koniecznie czarni? (pomijając fakt, że w Europie Wschodniej bardziej do krajobrazu pasowaliby właśnie Azjaci)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On niby napisał, że urodził się w Polsce, ale jeśli dorastał w Stanach, to miejsce urodzenia jednak się nie liczy, bo przesiąkł innym sposobem myślenia. Ale wiesz sama, jak do kwestii korzeni podchodzą Amerykanie, nie? Tacy już z dziada-pradziada? Mają manię wyszukiwania, skąd pochodzili przodkowie. Nie dziwi mnie zatem, że ten koleś też podkreśla swoją polskość.
      Na dobrą sprawę, nawet teraz, w XXI wieku, czarnoskórych jest w Polsce mniej, niż Azjatów czy przyjezdnych o śniadej skórze. I chyba zawsze tak było. Sęk w tym, że Amerykanie mają świra na punkcie "reprezentacji", ale z amerykańskiego punktu widzenia - a przy okazji ostatnich Avengersów przewinęło się kilka dobrych wypowiedzi dotyczących ukochanych przez Amerykanów PoC: ktoś, kto w Stanach jest uznany z PoC, w Europie będzie "po prostu" biały. Czyli SJW domagają się "reprezentacji", będąc święcie przekonani, że PoC w polskich realiach muszą się wyraźnie różnić. A jaka mniejszość, która w Stanach jest PoC, miała swoją rolę w historii Polski? Żydzi. I teraz pytanie: czy polski Żyd aby na pewno jest tak bardzo nie-biały? Hm?
      Heh, gdyby jakiś polski developer wstawił do gry postacie pochodzenia żydowskiego, też byłby krzyk SJW, że wybieliliśmy PoC.

      Usuń
    2. Taką manią mają szczególnie biali Amerykanie właśnie. Myślę, że to trochę wynika z kompleksów i szukania własnych korzeni.
      Właśnie oni tego nie rozumieją, że mniejszości narodowe w krajach europejskich niekoniecznie są PoC. Mogą, ale najczęściej nie muszą. I często właśnie Żydzi nie przypominają tych z Palestyny. Jakby im się chciało wgłębić, to by znaleźli, że wśród Żydów są biali, ale też i czarnoskórzy. Ale po co się wgłębiać, no nie?

      Usuń
  3. Mnie najbardziej bawi to domniemane założenie, że twórcy Wieśka to sami biali, heteroseksualni mężczyźni, bo pracuję obok nich i widzę i wiem, że są bardzo zróżnicowanym tłumem.
    Ale ten mechanizm jest znany, bo ostatnio podczas E3 odpowiednie osoby wjechały na Fallouta 4 i Dooma za przemoc. Bo chodzi tylko o zwrócenie na siebie uwagi, wywołanie kontrowersji i zarobienie na tym - no i udaje się, bo wszędzie o tym rozmawiają. Nawet my teraz, choć staram się jak najmniej, bo po co :)
    Te osoby i tak wiedzą swoje - w Wiedźminie jest grywalna silna lesbijka? Co z tego, żądajmy kolorowych! W GTAV grasz samymi facetami, ale ten czarnoskóry jest najbardziej sympatyczny i ogarnięty? Żądajmy kobiet! A potem widzę na tumblerze posty o tym, jak Free! jest pełne białych ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, a wiesz, że nie dalej jak wczoraj widziałam komentarz użytkownika z zagranicy, który grał z zadowoleniem w Wiedźmina 2, ale dziwił się, że chociaż postacie rozmawiają o rasizmie, w grze nie ma żadnych PoC. Polka wyjaśniła, że "rasizm" ma miejsce na linii ludzie-elfy-krasnoludy, a PoC w grze nie będzie. Jej przedmówca wydał z siebie demonstracyjne "aha", ale i tak stwierdził, że nie rozumie, czemu nie ma PoC, skoro mówią o rasizmie. Tja. Bo w świecie fantasy (lub sci-fi) rasizm też powinien koniecznie być między białymi ludźmi a nie-białymi ludźmi. W innych formach nie istnieje. Smutne to, moim zdaniem, bo świadczy o braku wyobraźni.
      No, chyba trafiłaś w sedno ;) Bardzo rzadko mamy sytuację, w której wszyscy są zadowoleni. Raczej prawie zawsze pojawia się grupa krzykaczy, która wyciąga to, czego w grze (czy czymkolwiek innym) nie ma. Chyba najbardziej pokręcona argumentacja pojawiła się w fandomie Dragon Age po premierze Inkwizycji...
      O tym, że Free! jest pełne białych ludzi, słyszę po raz pierwszy :D Ale widziałam już opinie, że Shinji z Evangeliona to typowy "pokrzywdzony biały protagonista".

      Usuń
    2. Bawi mnie, że mainstreamowy i uwielbiany Pratchett stosował ten sam chwyt, że w Świecie Dysku nie było rasizmu, tylko właśnie gatunkizm i nagle wszyscy są zdziwieni, gdy dokładnie to samo występuje u Sapka/CDPu :) Ciekawe, czy nieuważnie czytali Pratchetta, czy może na więcej mu pozwalali, bo znany?
      Och tak, krzykacze będą zawsze, ja też czasem narzekam i się oburzam, a najgorsze, że czasem faktycznie się swoim dziełem zrobi coś nie tak i trzeba przynajmniej przeprosić.
      No ja czasem widzę, że jak bohaterowie "wyglądają biało" to są biali, nieważne, że są japońskimi uczniami z japońskiej szkoły w Japonii. Albo że Sailor Moon propagowało white supremacy, bo BLACK Moon Kingdom było villainami. Albo że czarnoskóra bohaterka Lolirocka to "pierwsza PoC magical girl", mimo że nawet nie była pierwszą czarną. Takie tam, absurdy :)

      Usuń
    3. Być może wybaczali - lub nie zauważali tego i owego - dlatego, że mówimy o Pratchettcie. Jego popularność osiągnęła poziom takiego uwielbienia wręcz, więc podejrzewam, że gdyby wytknąć podobieństwo w jego prozie i w dziełach Sapkowskiego, co niektórzy by się oburzyli na zasadzie "za kogo Polska się uważa?". To, albo prozę Pratchetta ratuje fakt, że w Świecie Dysku są PoC, a w Wiedźminie - oceniając po grze - nie ma, i to skandal jest.
      Sailor Moon promowało black supremacy, a w Sailor Moon Crystal masz queer erasure (bo Zoisite nie jest zakochany w Kunzite) i heteronormatywność (Sailorki nie są w związkach ze sobą nawzajem), a poza tym Sailor Pluto została wybielona. W ogóle zabawne jest to, jak fani z zachodu dorabiają sobie headcanony i teorie do produkcji japońskich, ale bazując wyłącznie na zachodnim sposobie myślenia. I potem człowiek czyta, że przecież Sailor Moon to anime feministyczne - a japońskie feministki mają kompletnie inne zdanie :)

      Usuń