sobota, 20 czerwca 2015

Steven Universe, czyli TV-PG kontra widz 20+

(źródło: Wikipedia)
Ponieważ od bardzo dawna kijem nie tykałam Cartoon Network, o nowej ramówce dowiadywałam się jedynie za pośrednictwem mediów społecznościowych. Seriale animowane lubiłam i lubię nadal, ale w pewnym momencie jakość programów serwowanych przez stacje telewizyjne zjechała tak bardzo, że nie byłam w stanie na nie patrzeć. Zatem dzięki tumblr dowiedziałam się, że Nick wyświetla kontynuację Avatara. Oraz, że Cartoon Network zamierza przerwać emisję serialu "Steven Universe". Serialu podobno doskonałego, przełomowego, inteligentnego, wciągającego, i tak dalej, i tak dalej. Dzięki tumblr mogłam śledzić na bieżąco rozpacz i protesty fanów i apele do stacji o nie wycofanie serialu z ramówki, a potem radość, gdy okazało się, że serial jednak zostaje.
Ostatecznie, zachęcona screenshotami z odcinków i jednym anonimem (dzięki!), postanowiłam przyjrzeć się bliżej tej serii. Doświadczenie okazało się ciekawe: z jednej strony naprawdę dobry serial animowany, z drugiej zaś kilka fandomowych kontrowersji.
"Steven Universe" to seria stworzona przez Rebeccę Sugar. Jak głosi oficjalny opis produkcji:

 (...) to klasyczny w formie serial przygodowy przedstawiający perypetie Stevena – chłopca, którym opiekują się trzy magiczne wojowniczki zwane Kryształowymi Klejnotami. Dziewczyny odpowiadają za bezpieczeństwo ludzkości. Dzięki magicznym kamieniom osadzonym w ich ciałach, mogą korzystać z potężnej broni – Perła ma czarodziejską włócznię, Granat – rękawice, a Ametyst – bat. Steven jest w połowie Kryształowym Klejnotem. Swoją moc odziedziczył po mamie. Chociaż jeszcze nie umie korzystać z kryształu znajdującego się w jego pępku, bardzo chce pomagać Granat, Ametyst i Perle w ratowaniu świata. Jego zapał często wpędza ekipę w zabawne tarapaty. Tam, gdzie nie starcza mu umiejętności, chłopak stara się nadrabiać humorem i żartami (żródło: Filmweb).

Serial otrzymał rating TV-PG. Polecany jest zatem raczej widzom w wieku 10-13 lat, aniżeli młodszym dzieciom. Na dzień dzisiejszy wyprodukowano 62 jedenastominutowe odcinki (stan na 19 czerwca tego roku, aktualnie serial ma przerwę do 13 lipca).

Jeśli zaś chodzi o mnie... powiedzmy, że do wszystkiego, czym zachwycają się media społecznościowe, podchodzę z dużym, bardzo dużym dystansem. Ot, efekt kilku rozczarowań tym, co niby miało być rewelacyjne, a w moich oczach okazało się co najwyżej przeciętne. Zatem z odpowiednią dozą dystansu, gotowa na rozczarowanie, przyjrzałam się kolejnej produkcji opiewanej przez tumblr... i ku mojemu zaskoczeniu, od razu trafiła ona w moje gusta. Ładna animacja, przyjemna dla oka kolorystyka, świetna muzyka, różnorodni, ciekawi bohaterowie i doskonały humor sytuacyjny; brzmi to jak banał, ale prawda jest taka, że w przypadku filmów i seriali, nieważne czy fabularnych czy animowanych, najważniejsze jest pierwsze wrażenie.

W miarę oglądania przekonujemy się, iż twórcy postanowili zająć się schematami innymi, niż można znaleźć w przeciętnej serii animowanej. Główna grupa bohaterów, drużyna Kryształowych Klejnotów, prezentuje inny od tradycyjnego model drużyny superbohaterów: mamy w nim trzy postacie żeńskie i tylko jedną męską. Układ ten stał się przedmiotem pewnych kontrowersji wśród pewnej części fanów serialu. Wśród Klejnotów (zarówno w głównej drużynie, jak i poza nią) nie ma mężczyzn. Jest jedynie Steven, pół-klejnot, lecz on najwyraźniej nie jest postacią dostatecznie atrakcyjną dla wspomnianej części odbiorców. Ponadto perspektywa oglądania tylko jednej postaci, która ma tle grupy ma reprezentować całą płeć, najwyraźniej nie każdemu jest w smak. (Internetowa Loża Szyderców w piękny sposób ustosunkowała się do tego problemu, dostarczając screenshoty z wielu, naprawdę wielu produkcji, w których jedyna kobieta w grupie facetów musiała godnie reprezentować płeć piękną. Weźmy chociażby film "Avengers" i jedną Czarną Wdowę na bodajże pięciu męskich superbohaterów).
Twórcy zadbali też o różnorodność. W serialu znajdziemy zatem postacie o różnej budowie ciała, sytuacji rodzinnej i pochodzeniu. I co ważniejsze, postacie te nie są pisane jedynie według utartych stereotypów. Na szczególną uwagę zasługuje główny bohater. Steven, bo o nim mowa, to dość nietypowy przypadek: jest dziecinny (owszem, jest dzieckiem - ale w kreskówkach nie zawsze "bycie dzieckiem" równa się z "byciem dziecinny"), naiwny i bardzo wrażliwy. Uzdolniony muzycznie (jak jego ojciec), a do tego gruby, mimo iż mieszka przy plaży i większość dnia spędza na dworze. Nie jest typowym leniem czy łobuzem, nie kombinuje, jak by tu czerpać korzyści ze swojego magicznego pochodzenia, w żadnym razie nie uważa się za lepszego od innych. W moim odczuciu Steven należy do tych postaci, które bardzo często ignorowane są przez pisarzy i producentów kreskówek, z racji potencjalnie niskiej atrakcyjności. Więcej: wydaje mi się, że gdyby serial ten napisał mężczyzna, Steven niemal na pewno dostałby inną osobowość. W końcu nie przejawia on jedynie cech, które stereotypowo przypisuje się do chłopców.
Pod względem treści serial jest bardzo współczesny. Poza aktualnymi tematami społecznymi, pojawiają się też żarty obrazujące słynną "przepaść międzypokoleniową" (w końcu czym innym jest kaseta VHS jak DVD w kształcie pudełka?).

Od lewej; Perła, Granat, Steven i Ametyst (źródło).
Seria porusza jednak również poważniejsze wątki, jak choćby motyw śmierci, którego chyba współczesna telewizja ukierunkowana na młodszych widzów się boi. Co prawda śmierć pokazana w "Steven Universe" nie jest ani efektowna, ani przesadnie dramatyczna. Więcej, w przypadku jednej z głównych bohaterek (Perły) nie jest nawet ostateczna (jak się dowiadujemy, Klejnoty nie umierają od ran fizycznych, potrzebują jednak czasu na regenerację. W tym celu porzucają na pewien czas fizyczną formę i zamykają się wewnątrz swojego klejnotu). Nie pozostaje jednak bez wpływu na Stevena, który bardzo mocno przeżywa chwilową poważną niedyspozycję jednej z Klejnotów.
Warto również dodać, że Steven od początku wychowuje się bez biologicznej mamy: Rose Kwarc, Klejnot, porzuciła fizyczną formę, aby jej syn mógł się urodzić.

Wrócę jeszcze do fandomowych kontrowersji, o których wspomniałam na początku wpisu. Pierwszą jest wymienione już niezadowolenie części fanów z faktu, iż Steven jest jedynym męskim Klejnotem w drużynie - i najwyraźniej w całym uniwersum. Druga zaś wynika z rzeczywistego wieku odbiorców serii.
"Steven Universe" docelowo przeznaczony był dla widzów w wieku 10-13 lat. Faktycznie jednak, jak to zwykle bywa, dane demograficzne nieco się różnią. Oczywiście nie jest niespodzianką, iż mnóstwo osób w wieku powyżej lat 20 lubi filmy i seriale animowane, i się tego nie wstydzi. Wydaje mi się nawet, że wraz z rozwojem mediów społecznościowych osoby te wstydzą się coraz mniej. I nic w tym dziwnego, ot w nerdowskiej społeczności tumblr spotykamy osoby o zainteresowaniach podobnych do naszych, i w wieku do naszego zbliżonym, dzięki czemu nabieramy pewności siebie. Owszem, produkcje animowane nie mają górnej granicy wieku, ale brak tolerancji ze strony środowiska może na pewnym etapie zrobić swoje.
Zatem osoby w wieku powyżej 20 lat są miłośnikami serii animowanych. I świetnie. Problem zaczyna się jednak w chwili, gdy widz w tymże wieku stwierdza, że dana produkcja animowana jest za dobra, a zatem nie może być "dla dzieci", szczególnie że podoba się osobie dorosłej. Dochodzi wtedy do zjawiska przejęcia całej fan-strefy związanej z konkretną produkcją, i przeistoczenia jej w środowisko niekoniecznie przyjazne młodszym odbiorcom (tj. tym, do których owa produkcja jest kierowana). Przejęcie fan-strefy miało miejsce w przypadku "My Little Pony: Friendship is Magic". Z jakiegoś powodu ten właśnie serial, którego docelowymi odbiorcami miały być małe dziewczynki, został pokochany przez mężczyzn w wieku 15-30 lat. Ta właśnie grupa fanów, nazywająca siebie bronies, zaczęła głośno domagać się zmian w serialu, wprowadzenia większej ilości męskich bohaterów, i zaprzestania koncentracji twórców serii na tematyce dotyczącej dziewcząt (dochodziło nawet do oskarżania twórców serialu o mizandrię). Warto też dodać, że sytuacja, kiedy twórcy ulegają prośbom starszych fanów i wprowadzają do serialu animowanego wątki, których ci się domagali, jest zwykle szkodliwa dla samego serialu. Owszem, treści przeznaczone dla młodszych widzów mogą podobać się starszym - ale to niekoniecznie działa w drugą stronę.

W moim odczuciu "Steven Universe" to dowód na to, że produkcje dla młodszej widowni idą w doskonałym kierunku. Jeszcze kilka lat temu męczyło mnie nieprzyjemne poczucie, że seriale animowane emitowane przez stacje młodzieżowe, stają się coraz bardziej ogłupiające. Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości stacje telewizyjne utrzymają taki właśnie poziom. Poważnie: to, że widz jest młodszy, nie oznacza, że nie zdoła zrozumieć przekazu innego niż żart toaletowy.
Serię oceniłabym wysoko: 9/10. Nie dam jej dziesiątki jedynie z racji tego, że wciąż nie jest zakończona.


P.s.: Powyższy post nie pokrywa w stu procentach moich przemyśleń na temat tego serialu. One chyba zaowocują osobnym wpisem, acz za pewien czas.

2 komentarze:

  1. Obejrzałam w końcu wszystkie odcinki, jakie wyszły do tej pory. I też racja, że dawno nie było takiej bajki, która byłaby ciekawa i przystępna w odbiorze. Początkowo moje srajdki ją oglądały, a ja się nie mogłam przekonać, ale posty na tumblrze i w ogóle sprawiły, że spróbowałam. I jednak SU chyba uzupełnia to, czego ogólnie brakuje dzisiaj w bajkach - jest zabawnie, ale przy tym porusza dość ważne tematy, o które dzisiaj ciężko w kreskówkach, jak właśnie śmierć, radzenie sobie z uczuciami (w tym z nieodwzajemnioną miłością), czy radzenie sobie z przeszłością i własnymi lękami. Nie wiem, dlaczego ludzie się czepiają o Stevena. Miał być zwykłym dzieciakiem, no i nim jest. Jedna z lepszych wykreowanych postaci dziecięcych, jakie widziałam. Może momentami irytujący i naiwny, ale cóż, takie są dzieci. No i główne postacie nie są bez wad, co liczy się na wielki plus. Czekam na dalsze odcinki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i SU ma odpowiednią ilość mhroku jednak. Jestem zdecydowanie przeciwna zasypywaniu dzieciaków wyłącznie opowieściami, których bohaterowi jedzą tęczę i kupkają motylkami.

      Usuń