niedziela, 28 grudnia 2014

Doctor Who: Last Christmas

źródło: BBC
W kalendarzu przeciętnego Whoviana znajduje się zapewne jedna data, rok w rok zaznaczana na czerwono: 25 grudnia, święta Bożego Narodzenia. Zaznaczana bynajmniej nie z powodu samych świąt, a ze względu na świąteczny odcinek Doktora. Obecny rok ze schematu się nie wyłamał, i tradycyjnie w ów dzień świąteczny BBC wyemitowało specjalny godzinny odcinek zatytułowany Last Christmas. Zgodnie z zapowiedziami dostaliśmy Świętego Mikołaja (w tej roli Nick Frost), Clarę w szlafroku i kapciach, oraz tajemniczą ekipę z równie tajemniczą misją na biegunie północnym. Do tego parę pyskatych elfów. No i oczywiście Doktora, który z jakiegoś powodu znów pojawił się w życiu Clary. Pozostaje jednak pytanie, czy mimo zgodności z zapowiedzią Last Christmas było odcinkiem dobrym.
Mimo mojej niesłabnącej niechęci do wielu pomysłów Stevena Moffata, muszę przyznać jedno: odcinki świąteczne robił porządne. No właśnie: robił. Czas przeszły, dotyczący jeszcze odcinka zeszłorocznego, acz niekoniecznie obejmujący odcinek tegoroczny. W dodatku odcinek, który byłabym przegapiła. Nie umiem jednak stwierdzić, czy mój brak zainteresowania wywołała dość słaba promocja tego odcinka (w obserwowanych przeze mnie źródłach - tych samych co rok temu - pojawiało się o wiele mniej przypomnień i świeżych informacji), czy też wciąż ciągnie się za mną rozczarowanie po ostatnim sezonie serialu.
Ogólnie rzecz biorąc, Last Christmas oceniłabym jako odcinek... średni. Czy raczej: sam w sobie był całkiem dobry, acz jako odcinek świąteczny wypada co najmniej kiepsko (co po zsumowaniu daje wynik średni). W moim odczuciu zabrakło mu świątecznej atmosfery. Niestety, ale Mikołaj, choinka i kilkakrotne powtórzenie słowa "Christmas" świąt nie czynią. Brak atmosfery mnie zaskoczył - podobnie jak wcześniej brak mocnej promocji. Miałam wrażenie, że skoro nie zapowiadało się na żadną większą zmianę (jak przy okazji ostatnich dwóch świąt: nowa towarzyszka i nowy Doktor), twórcy postanowili sobie odpuścić, i zwyczajnie wstawić do normalnego odcinka Mikołaja i nazwać całość "bożonarodzeniowy".
Ogólny pomysł na odcinek przypadł mi do gustu. Podobnie potwory, z którymi mierzył się Doktor: krabopodobne stwory, jednoznacznie kojarzące się z facehuggerami z filmu "Obcy" pasożyty wprowadzające ofiarę w stan snu. Generowane przez nie sny są tak dobre, że ofiara nie jest w stanie odróżnić go od rzeczywistości (przykładowo może jej się wydawać, że się obudziła, choć faktycznie śpi dalej). Nie sądzę jednak, żeby było to motyw dobry na świąteczny wieczór. Przeciwnie: stwory wydały mi się zbyt straszne jak na ten czas, a sam pomysł ze snami (chwilami miałam wręcz skojarzenia z "Incepcją") nijak mi tu nie pasował. Last Christmas zdecydowanie lepiej sprawdziłoby się jako wstęp do nowego sezonu, nie zaś osobny odciek na specjalną okazję.
W Last Christmas pojawiła się jednak scena, która absolutnie mnie zachwyciła. Wystąpiła oczywiście pod koniec, a zaczęła się w momencie, gdy w trakcie prób obudzenia Clary Doktor odkrył, że towarzyszka się... postarzała. Przyznaję, że w tym momencie przeżyłam niemały szok. Ten na szczęście ustąpił zaraz uldze, kiedy okazało się, że podstarzała Clara to nic innego jak kolejny sen. Następne próby, w końcu Clara się budzi i dosłownie w ostatnich minutach wraca na pokład TARDIS. Jest zachwycona - przyznaje, że nie wiedziała, jak bardzo brakowało jej charakterystycznego dźwięku maszyny. Miałam różne teorie dotyczące dalszych losów Clary, ale powrotu do TARDIS się nie spodziewałam. I to nawet lepiej. Twórcom udało się mnie zaskoczyć, za co jestem bardzo wdzięczna.
Last Christmas pozostawił mnie z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony bolesny brak atmosfery i ogólne poczucie, że obejrzałam odcinek byle jaki, jedynie wystylizowany tak, by mógł udawać świąteczny (nawet do potęgi kiczowaty odcinek z Titanikiem z czasów Daviesa był bardziej świąteczny). Z drugiej strony niespodziewane zakończenie, jedna dość szokująca scena (Clara-babcia), przerażające potwory... i spore nadzieje na przyszły sezon. Końcówka pokazała, że Clara i Doktor najwyraźniej dotarli do etapu, na którym są w stanie się dogadać. Wcześniej też zdołali wyjaśnić sobie to i owo (kłamstwo Clary o Dannym i kłamstwo Doktora o odnalezieniu Gallifrey). I chociaż Clara zapewne nigdy nie pogodzi się ze śmiercią Danny'ego (co jest jak najbardziej zrozumiałe), pozostaje mieć nadzieję, że twórcy wreszcie pogodzą się z jej rolą w życiu Dwunastego Doktora. Clara nie jest już "niemożliwą dziewczyną". Jest towarzyszką i jako taka powinna się rozwijać. Tak jak w fenomenalnym Flatline powinna móc działać i aktywnie pomagać Doktorowi. Dlatego też mam nadzieję, że na przyszły sezon twórcy oszczędzą jej przyjemności posiadania kolejnego chłopaka.

2 komentarze:

  1. Właśnie mam podobne odczucia. I szczerze, dziwi mnie jakiś brak promocji, czy nawet brak zainteresowania. Wcześniej na dashu na tumblrze widywałam mnóstwo podekscytowanych postów. Tutaj? Prawie bym sama zapomniała, że to dzisiaj odcinek.
    I wprawdzie odcinek daje nadzieję, że nowy sezon będzie lepszy, ale wolę trzymać dystans i się nie zawieść. A tak to mam wrażenie, że Moffat się po prostu wypalił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak promocji był mocno widoczny - przecież oficjalny doktorowy tumblr co roku szaleje. Może ekipa z BBC zapomniała, że promocja nie oznacza ciągłego trąbienia o tym, że będzie "och" i "ach" i "omg"? Pamiętasz odcinek, w którym odchodziły Pondy? Wtedy "promocja" polegała na trąbieniu o Pondach przez miesiąc (albo i dwa) i na wspominaniu, jacy byli wspaniali.
      Wypalił, ale ja się boję, że gdyby on miał odejść, zabrałby ze sobą Petera Capaldi i Jennę :/

      Usuń