sobota, 27 grudnia 2014

Legenda Korry

The Legend of Korra
Autorzy: Michael Dante DiMartino, Bryan Konietzko
Rok: 2012 - 2014
Odcinków: 52 (4 serie)


źródło: Filmweb
Kilka lat temu dzięki telewizji Nickelodeon polskim widzom dane było poznać świat Awatara. Przez
trzy lata emisji mogli śledzić przygody Aanga, młodego maga powietrza, i jego przyjaciół w fantastycznym świecie ludzi, niezwykłych zwierząt i duchów. Mamy cztery narody (Plemię Wody, Nomadów Powietrza, Królestwo Ziemi i Naród Ognia), magię wywodzącą się z naturalnych żywiołów (typowych dla każdego narodu) a także magów potrafiących nią władać. Całkiem nowe ogromne uniwersum z własną historią.
Aang, będący tytułowym Awatarem (magiem zdolnym władać wszystkimi czterema żywiołami) wypełnił swoją misję, przeżył przygody i poznał miłość życia. Seria zakończyła się w 2008 roku (w Polsce w 2011), zaś na 2012 zapowiedziano emisję sequela. "Legenda Korry", bo o niej mowa, opowiadać miała o losach kolejnego Awatara - Korry z Plemienia Wody.
Serial wzbudzał emocje jeszcze przed premierą. W końcu seria o takiej popularności otrzymała nowego głównego bohatera, dość nietypowego jak na współczesne serie animowane. Emocje zaś wzbudzane były bez ustanku, czy to przez twórców serialu czy przez stację telewizyjną, na której "Legenda Korry" była emitowana. I wzbudzane są bez ustanku, mimo iż serial oficjalne zakończył się dosłownie kilka dni temu (19 grudnia wyemitowany został ostatni odcinek), być może na zawsze zmieniając oblicze seriali animowanych skierowanych do dzieci i młodzieży.

Zacznijmy od początku. Akcja "Legendy Korry" rozgrywa się 70 lat po wydarzeniach znanych z "Legendy Aanga". Samego Aanga nie ma już wśród żywych. Cykl Awatara rozpoczął się zatem na nowo - i zgodnie z nim, kolejny Awatar poszukiwany jest wśród przedstawicieli Plemienia Wody.
Korra pochodzi z południowego Plemienia Wody. W wieku 17 lat opanowała magię trzech żywiołów: wody, ognia i ziemi. Pozostała jej jeszcze nauka magii powietrza. Aby poznać ten rodzaj magii, Korra udaje się do Miasta Republiki, gdzie przebywa jedyny żyjący mistrz magii powietrza: Syn Aanga, Tenzin.
Tak zaczyna się pierwsza z czterech ksiąg tworzących serial: "Powietrze". Po niej następują kolejno "Duchy", "Zmiana" i "Równowaga". W przeciwieństwie do "Legendy Aanga" tutaj każda księga stanowi osobną historię. Każda przedstawia również własnego antagonistę (kolejno: Amon, Unalaq, Zaheer i Kuvira).
Ze względu na taki podział nawet pobieżne streszczenie "Legendy Korry" staje się zadaniem niełatwym. Nie temu jednak chciałabym poświęcić ten wywód.

Jak już wspomniałam, "Legenda Korry" może zmienić oblicze seriali produkowanych dla dziecięco-nastoletniej widowni. Jej twórcy odważyli się bowiem złamać obowiązującą w ostatnich latach modę na ugrzecznianie produkcji dla młodszego widza, oraz kreowanie światów z użyciem wciąż tych samych archetypów postaci.
Fani serii o Awatarze otrzymali zatem interesującą główną bohaterkę, która zdecydowanie wyłamywała się z popularnego stereotypu "silnej postaci żeńskiej". Korra jest starszą nastolatką (a w ostatniej serii młodą kobietą), chłopczycą, której sylwetka raczej nie pasuje do klasycznych kanonów piękna (wysportowana o wyraźnie zarysowanych mięśniach). Z początku narwana i dość naiwna, w trakcie serii nabiera ogłady i uczy empatii. Musi przecież stać się dobrym Awatarem, a umówmy się: to nie jest rola, którą można opanować czytając podręcznik, czy też słuchając nauk mistrza. Najważniejsze jest doświadczenie - a te Korra zdobywa nierzadko w bardzo bolesny sposób.
Awatarowi obowiązkowo towarzyszy silna grupa sprawdzonych przyjaciół. W przypadku Korry są to: Mako (mag ognia), Bolin (młodszy brat Mako, mag ziemi) i Asami Sato (przedstawicielka niemagicznej części społeczeństwa). Taki skład grupy powoduje, iż nawet osobie nieobeznanej z serialem zapali się zapewne w głowie lampka z napisem "afera i trójkąt miłosny". I owszem, pierwszy sezon po części kręcił się wokół życia uczuciowego Korry. Ona zakochana w Mako, w niej zaś zakochany Bolin, z kolei Mako z pewną taką nieśmiałością zerka w stronę Asami. Pamiętam, że przez pewien czas nawet fandom narzekał, że "Legenda Korry" to nic, tylko trójkąty miłosne - ewidentnie zabieg kuszący fanów nastoletnich. W dalszych sezonach wszelakie trójkąty miłosne stopniowo się jednak wypaliły, ustępując miejsca innym relacjom. Chociażby dojrzałej przyjaźni. Duża w tym zasługa wieku postaci: w pierwszym sezonie Korra ma lat 17, w czwartym zaś 21. Mijający czas ma to do siebie, że zmienia nasz stosunek do ludzi, których zwykliśmy uważać za najbliższych. Za jego sprawą dobrzy przyjaciele mogą stać się parą, by potem zmienić się w zwykłą dwójkę szanujących się znajomych. Nie wspominając o tym, że przyjaźnie zawarte w wieku późno nastoletnim z reguły różnią się o tych, które zawieramy jako dzieci. Głęboka przyjaźń i niewinna miłość to nie jedyne pozytywne relacje międzyludzkie, jakie istnieją - oczywiście w świecie realnym, gdyż rzeczywistość z filmów i seriali dla dzieci i młodzieży nierzadko podaje tę tezę w wątpliwość.
Zarówno drużyna Awatara, jak i pozostałe postacie stanowią świetny przykład niebanalnych i interesujących indywidualności. Twórcy dostarczyli przede wszystkim wielu doskonale napisanych postaci kobiecych. Nie są to typowe "silne kobiety", które autorzy lubią wstawiać w ramach uzupełniania braków (tak zwane token characters). Wszystkie mają wyraźnie zarysowane charaktery, oraz role do spełnienia. Nie ma wśród nich ładnie wyglądających wypełniaczy. Są za to zarówno wojowniczki, jak i kobiety biznesu; są zdolne asystentki oraz urodzone liderki, kobiety pałające się zajęciami kojarzonymi z kobiecością, jak i panie działające sprawnie na typowo męskich polach. Są matki, babcie, córki. Słowem: pełny przekrój.
Należy również podkreślić, iż twórcom pięknie udało się uniknąć tworzenia bohaterów jednowymiarowych. Nikt nie jest do cna zepsuty, nikt nie jest krystaliczny. Skrajny egoista potrafi przyznać się do uczuć względem drugiej osoby, chodzący ideał okazuje się na tyle nieudolny, że posuwa się do kłamstwa, najbardziej zgorzkniała kobieta świata tak naprawdę nosi w sobie żal, którego długo nie potrafiła wylać. Podobnie antagoniści nie chcą po prostu podbić całego świata, bo są najpotężniejsi. Ich pobudkami z reguły kieruje chęć... zmiany świata na lepsze.

I am certainly proud to add Korra to the pantheon of TV characters, which is perpetually sorely lacking in multifaceted female characters who aren’t sidekicks, subordinates or mere trophies for male characters. - Bryan Konietzko (x)

"Legenda Korry" porusza również tematy nietypowe dla serii animowanych. Mamy tu przede wszystkim politykę. Dużo polityki. Jak rządzić państwem, jak kierować ludźmi o różnych interesach, co należy traktować priorytetowo. Oraz... czy Awatar w ogóle jest potrzebny w dzisiejszym świecie? Mamy przecież pokój...
Polityka pozostaje jednak rzeczą lekką i zdecydowanie nieszokującą. Szczególnie gdy zestawimy ją z innymi pomysłami twórców "Korry". Pomysłami odważnymi i co tu kryć, dość brutalnymi. Chociażby pod koniec pierwszej serii mamy scenę samobójczej śmierci jednej z postaci. W seriach dalszych pojawia się zaś okrutna egzekucja poprzez uduszenie (konkretnie wyciągnięcie powietrza z płuc ofiary). To właśnie pierwsza z opisanych scen doprowadziła do konfliktu ze stacją Nickelodeon, i w efekcie zmiany dnia i godziny nadawania serialu (z soboty wieczór na piątek rano), i ostatecznie, pod koniec serii trzeciej, do całkowitego usunięcia "Legendy Korry" z ramówki telewizji. Resztę serialu można było oglądać tylko w Internecie. Stacja przestała zwracać uwagę na "Korrę" do tego stopnia, że jej przedstawiciele wrzucili na oficjalnego twittera fanowską edycję screenu z odcinka, opisując go jako faktyczny screen. Przypuszczam jednak, że ignorowanie serii przez Nickelodeon przysłużyło się twórcom: dzięki emisji serii w Internecie mogli pozwolić sobie stworzyć zakończenie, które zapewne nie mogłoby zostać wyświetlone w telewizji. Nie było to oczywiście nic zdrożnego: ot, Awatar Korra razem z Asami udają się na wycieczkę do świata duchów. Trzymają się przy tym za ręce, co samo w sobie mogło sugerować (potwierdzony później przez twórców) związek romantyczny. Taka sugestia wystarczyłaby zapewne do niedopuszczenia odcinka na ekrany telewizorów. Cenzura obyczajowa jest obecnie tak silna, że kiedy człowiek porówna to, co sam oglądał za młodu (w latach 90 i na początku XXI wieku), zaczyna się zastanawiać, jakim cudem wyrósł na spokojnego obywatela. Obecnie zaś stacje telewizyjne nie mają oporów przed puszczeniem kreskówki pełnej pokręconych maszkaronów, narysowanej niechlujną kreską lub przodującą w dowcipie na poziomie toaletowym, a boją się pokazać rzeczy które... mają przełożenie na rzeczywistość.
Nickelodeon był zbulwersowany sceną samobójstwa - rzeczy strasznej, acz często spotykanej w naszym świecie. Nie spotykanej jednak w animowanych produkcjach telewizyjnych. Podobnie niespotykane są pozytywne sposoby ukazania niepełnosprawności, na które również postawiła "Legenda Korry". Idąc w ślady swego poprzednika serial udowadnia, że postać niepełnosprawna nie musi być bezradna i słaba. Dodatkowo pokazuje, że niepełnosprawność może niestety dotknąć każdego - w serialu Korra przez pewien czas zmuszona jest poruszać się na wózku.
Pozostaje jeszcze dodać kilka słów o wyjątkowym uniwersum Awatara wykreowanym przez twórców. Świat, w którym rozgrywają się seriale o Aangu i Korrze stworzony został w oparciu o kultury krajów azjatyckich. Cztery Narody to nikt inny jak: mnisi tybetańscy (Nomadowie Powietrza), Inuici (Plemiona Wody), Japonia (Naród Ognia) oraz Chiny (Królestwo Ziemi). Magia Żywiołów bazuje zaś na azjatyckich sztukach walki.
Dzięki tym źródłom inspiracji próżno wśród bohaterów szukać postaci... konwencjonalnie białej. Jeżeli ktoś wydaje się biały, to zapewne jest tak biały, jak typowy bohater serialu anime. Korra zaś, jako przedstawicielka Plemienia Wody, ma ciemną skórę. Oto kolejna cecha fizyczna wyróżniająca nowego Awatara: kobieta, chłopczyca, muskularna, a do tego ciemnoskóra. Przerażające. Przecież takie postacie w ogóle się nie przyjmują, prawda?
Ponieważ Korra jest Awatarem kolejnego pokolenia, jasne jest, że poznany w "Legendzie Aanga" świat zdążył się rozwinąć. Minęło przecież 70 lat, a na mapie świata pojawiło się Miasto Republiki: twór powstały z połączenia kultur, w którym mieszkać mogą przedstawiciele wszystkich nacji, zarówno magowie jak i nie-magowie. Wygląd miasta wyraźnie wskazuje, jak wiele lat minęło odkąd Aang zaprowadził pokój: widzimy w nim ulice, samochody, na niebie unoszą się sterowce. Technologia pomknęła do przodu i wprowadziła do świata Awatara erę podobną do steampunka. Miasto jest estetyczne i dopracowane w szczegółach, podobnie jak reszta świata Awatara. To samo tyczy się Świata Duchów. Nie uświadczymy niechlujnie narysowanych elementów, niepotrzebnych maszkaronów czy dziwadeł wprowadzonych tylko po to, żeby było "fajnie". Świat przedstawiony nie musi wyglądać jak psychodeliczna fantazja, żeby się spodobać.

Mam wielką nadzieję, że "Legenda Korry" zapoczątkuje zmiany w standardzie tworzenia serii animowanych. Czy raczej: rozprawi się ze standardami obowiązującymi aktualnie. Jeśli śledzicie to, co na przestrzeni lat wyświetlały duże stacje dziecięce i młodzieżowe, zauważyliście zapewne znaczny spadek jakości produkowanych serii, a także zniszczenie pewnej różnorodności, która kiedyś w nich panowała. Tyczy się do zarówno seriali animowanych, jak i aktorskich. Brakuje obecnie historii, w których znalazłoby się miejsce zarówno dla wartkiej akcji i efektownych walk, jak i dla wiarygodnie przedstawionych relacji międzyludzkich i niepozbawionych wad bohaterów, z którymi bez problemu można się utożsamiać.
Należy jednak podkreślić, że "Legenda Korry" z całą pewnością nie jest serialem dla najmłodszych widzów. Podkreślić, zapamiętać, a najlepiej wyrzucić z głowy przekonanie, że to, co animowane, jest z całą pewnością przeznaczone dla dzieci. O ile "Legendy Aanga" nie bałabym się pokazać 7-8 latkowi, tak "Legendę Korry" zostawiłabym dla widza trochę starszego; od 12 lat wzwyż. A górnej granicy wieku animacja przecież nie ma.
Jak zatem widać, jestem "Legendą Korry" zachwycona. Za jedyną wadę serialu uważam jego długość - serial mógł być spokojnie tak długi, jak jego poprzednik. Acz rozumiem, że twórcy mogli być zmuszeni skrócić pomysł z powodu afery ze stacją.
W mojej ocenie "Korra" zasługuje na ocenę 9/10.
Liczę, że będzie nam jeszcze kiedyś dane obejrzeć serię osadzoną w uniwersum Awatara. Szkoda by było zostawić świat z tak wielkim potencjałem.

7 komentarzy:

  1. notka świetna, ale wkradło się kilka błędów:
    - Korra pochodzi z Południowego, nie Północnego Plemienia Wody,
    - jej żywiołem przeciwnym jest ogień, nie powietrze (i yay dla twórców, że nie poszli w oczywystym kierunku!),
    - emisja została przesunięta nie z piątkowego wieczoru na sobotni poranek, a na odwrót.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uh, i tak dobrze, że tylko tyle =_=;
      Przepraszam i dziękuję za zwrócenie uwagi.

      Usuń
  2. Fajna recenzja :3 Jak dla mnie Korra ma kilka wad - m.in. troszkę byłam nieusatysfakcjonowana wątkiem z Kuvirą, mogli to jakoś lepiej rozwinąć, pociągnąć. Ale rozumiem - oni też mieli pewne ograniczenia.
    Ale również liczę na to, że Korra zmieni coś w mediach, że pokaże, że jednak można pewne rzeczy poruszać i ujmować w fajny sposób. A ukazanie wątku odmiennej seksualności nie musi być nachalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak lepiej rozwinąć? Bo moim zdaniem był okej - gdyby dodali więcej rozwalania i przeciągnęli walkę, byłoby słabo.
      Ogólnie żadna seksualność nie musi być nachalna - bo umówmy się, czy para hetero musi od razu lecieć w ślinę na ekranie, żeby widz wiedział, że są razem?

      Usuń
    2. Nie, nie chodzi mi o mordobicie, ale chciałabym wiedzieć coś więcej o niej i o tym, co potem się z nią działo.
      No pewnie, że nie. Tylko szkoda, że dla wielu to nie jest oczywiste. :/

      Usuń
    3. O niej samej były flashbacki, ale fakt, dobrze by było wiedzieć, co z nią się stało. Może autorzy wydadzą jakiś komiks o dalszych losach? Poprzednia seria miała komiksy.

      Usuń
    4. Właśnie mam też sporą nadzieję na te komiksy ;)

      Usuń