![]() |
| źródło: BBC |
Mimo mojej niesłabnącej niechęci do wielu pomysłów Stevena Moffata, muszę przyznać jedno: odcinki świąteczne robił porządne. No właśnie: robił. Czas przeszły, dotyczący jeszcze odcinka zeszłorocznego, acz niekoniecznie obejmujący odcinek tegoroczny. W dodatku odcinek, który byłabym przegapiła. Nie umiem jednak stwierdzić, czy mój brak zainteresowania wywołała dość słaba promocja tego odcinka (w obserwowanych przeze mnie źródłach - tych samych co rok temu - pojawiało się o wiele mniej przypomnień i świeżych informacji), czy też wciąż ciągnie się za mną rozczarowanie po ostatnim sezonie serialu.
Ogólnie rzecz biorąc, Last Christmas oceniłabym jako odcinek... średni. Czy raczej: sam w sobie był całkiem dobry, acz jako odcinek świąteczny wypada co najmniej kiepsko (co po zsumowaniu daje wynik średni). W moim odczuciu zabrakło mu świątecznej atmosfery. Niestety, ale Mikołaj, choinka i kilkakrotne powtórzenie słowa "Christmas" świąt nie czynią. Brak atmosfery mnie zaskoczył - podobnie jak wcześniej brak mocnej promocji. Miałam wrażenie, że skoro nie zapowiadało się na żadną większą zmianę (jak przy okazji ostatnich dwóch świąt: nowa towarzyszka i nowy Doktor), twórcy postanowili sobie odpuścić, i zwyczajnie wstawić do normalnego odcinka Mikołaja i nazwać całość "bożonarodzeniowy".
Ogólny pomysł na odcinek przypadł mi do gustu. Podobnie potwory, z którymi mierzył się Doktor: krabopodobne stwory, jednoznacznie kojarzące się z facehuggerami z filmu "Obcy" pasożyty wprowadzające ofiarę w stan snu. Generowane przez nie sny są tak dobre, że ofiara nie jest w stanie odróżnić go od rzeczywistości (przykładowo może jej się wydawać, że się obudziła, choć faktycznie śpi dalej). Nie sądzę jednak, żeby było to motyw dobry na świąteczny wieczór. Przeciwnie: stwory wydały mi się zbyt straszne jak na ten czas, a sam pomysł ze snami (chwilami miałam wręcz skojarzenia z "Incepcją") nijak mi tu nie pasował. Last Christmas zdecydowanie lepiej sprawdziłoby się jako wstęp do nowego sezonu, nie zaś osobny odciek na specjalną okazję.
W Last Christmas pojawiła się jednak scena, która absolutnie mnie zachwyciła. Wystąpiła oczywiście pod koniec, a zaczęła się w momencie, gdy w trakcie prób obudzenia Clary Doktor odkrył, że towarzyszka się... postarzała. Przyznaję, że w tym momencie przeżyłam niemały szok. Ten na szczęście ustąpił zaraz uldze, kiedy okazało się, że podstarzała Clara to nic innego jak kolejny sen. Następne próby, w końcu Clara się budzi i dosłownie w ostatnich minutach wraca na pokład TARDIS. Jest zachwycona - przyznaje, że nie wiedziała, jak bardzo brakowało jej charakterystycznego dźwięku maszyny. Miałam różne teorie dotyczące dalszych losów Clary, ale powrotu do TARDIS się nie spodziewałam. I to nawet lepiej. Twórcom udało się mnie zaskoczyć, za co jestem bardzo wdzięczna.
Last Christmas pozostawił mnie z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony bolesny brak atmosfery i ogólne poczucie, że obejrzałam odcinek byle jaki, jedynie wystylizowany tak, by mógł udawać świąteczny (nawet do potęgi kiczowaty odcinek z Titanikiem z czasów Daviesa był bardziej świąteczny). Z drugiej strony niespodziewane zakończenie, jedna dość szokująca scena (Clara-babcia), przerażające potwory... i spore nadzieje na przyszły sezon. Końcówka pokazała, że Clara i Doktor najwyraźniej dotarli do etapu, na którym są w stanie się dogadać. Wcześniej też zdołali wyjaśnić sobie to i owo (kłamstwo Clary o Dannym i kłamstwo Doktora o odnalezieniu Gallifrey). I chociaż Clara zapewne nigdy nie pogodzi się ze śmiercią Danny'ego (co jest jak najbardziej zrozumiałe), pozostaje mieć nadzieję, że twórcy wreszcie pogodzą się z jej rolą w życiu Dwunastego Doktora. Clara nie jest już "niemożliwą dziewczyną". Jest towarzyszką i jako taka powinna się rozwijać. Tak jak w fenomenalnym Flatline powinna móc działać i aktywnie pomagać Doktorowi. Dlatego też mam nadzieję, że na przyszły sezon twórcy oszczędzą jej przyjemności posiadania kolejnego chłopaka.

Właśnie mam podobne odczucia. I szczerze, dziwi mnie jakiś brak promocji, czy nawet brak zainteresowania. Wcześniej na dashu na tumblrze widywałam mnóstwo podekscytowanych postów. Tutaj? Prawie bym sama zapomniała, że to dzisiaj odcinek.
OdpowiedzUsuńI wprawdzie odcinek daje nadzieję, że nowy sezon będzie lepszy, ale wolę trzymać dystans i się nie zawieść. A tak to mam wrażenie, że Moffat się po prostu wypalił.
Brak promocji był mocno widoczny - przecież oficjalny doktorowy tumblr co roku szaleje. Może ekipa z BBC zapomniała, że promocja nie oznacza ciągłego trąbienia o tym, że będzie "och" i "ach" i "omg"? Pamiętasz odcinek, w którym odchodziły Pondy? Wtedy "promocja" polegała na trąbieniu o Pondach przez miesiąc (albo i dwa) i na wspominaniu, jacy byli wspaniali.
UsuńWypalił, ale ja się boję, że gdyby on miał odejść, zabrałby ze sobą Petera Capaldi i Jennę :/