czwartek, 25 września 2014

Free! - Eternal Summer

Free! - Eternal Summer
Studio: Kyoto Animation
Rok: 2014
Odcinków: 13

[x]
Kontynuacja zeszłorocznego, teoretycznie sportowego anime o klubie pływackim z liceum Iwatobi, o którym było głośno bynajmniej nie ze względu na samo przedstawienie dyscypliny sportowej.
Nowy rok szkolny. Klub pływacki z liceum Iwatobi stara się zwerbować nowych członków. Niestety, brak realnych sukcesów sportowych nie zachęca uczniów do zasilenia szeregów klubu. By to zmienić, liczący aż czterech członków klub (znani z pierwszej serii: Haruka Nanase, Makoto Tachibana, Nagisa Hazuki i Rei Ryuugazaki) postanawia wysławić się jakimś osiągnięciem. W tym celu rozpoczyna przygotowania do regionalnych zawodów pływackich. Zwycięzca będzie mógł wystartować w kolejnym etapie - tym razem na szczeblu krajowym.
Tymczasem w akademii Samezuka nastąpiły zmiany: dotychczasowy główny rywal Haruki, Rin Matsuoka, zostaje kapitanem drużyny pływackiej. Powodem jest zakończenie edukacji przez dotychczasowego kapitana. Przed Rinem ważne zadanie: musi przygotować drużynę do zawodów regionalnych, a także wybrać grupę, z którą popłynie w sztafecie. Ponadto czeka go dość znaczące starcie z przeszłością, która pojawia się niespodziewanie w murach akademii, pod postacią dawnego przyjaciela, Sousuke Yamazakiego.
Przyznam, że miałam względem tej serii wysokie oczekiwania. Poprzednia mnie zachwyciła, zarówno pod względem animacji i muzyki, jak i treści - poza naprawdę dobrym przedstawieniem sportu jako takiego, dostaliśmy też dużą dawkę przyjemnego, skierowanego do żeńskiej części widowni, fanservicu. Serię oglądałam z przyjemnością i świetnie się przy tym bawiłam. Kontynuacja mnie jednak - ku mojemu zdziwieniu - trochę rozczarowała.

Zrozumiałym jest, że duży sukces pierwszej serii stawia twórców w trudnej sytuacji: co zrobić, żeby stworzyć coś lepszego i jednocześnie uniknąć powtarzalności? Ciężka sprawa. Nie niewykonalna, ale ciężka mimo wszystko.
Z nowości otrzymujemy: dwójkę uczniów w akademii Samezuka (wspomniany Sousuke, oraz Momotaro Mikoshiba, młodszy brat poprzedniego kapitana - z czego ten pierwszy miał dodać dramaturgii, a ten drugi humoru), nowe rozterki (kończący szkołę rozważają, co robić dalej), nowe fakty o przeszłości jednych bohaterów, oraz o aktualnych problemach innych. Z elementów dobrze znanych pozostaje oczywiście niesławny fanservice, zachwyt Gou nad pływakami (dodajmy, że niekoniecznie ze względu na ich umiejętności), humor sytuacyjny (zwykle związany z dziwactwami bohaterów) oraz próby podbicia serca Gou przez tym razem młodszego Mikoshibę; a także rewelacyjna muzyka i animacja na bardzo wysokim poziomie.
Same nowości nie są złe - przeciwnie, zawsze miło jest dowiadywać się nowych faktów o postaciach, których perypetie śledzimy. Problemem, moim zdaniem, jest to, jak owe nowości zostały wprowadzone do serii.

Mamy zatem przyjaciela Rina z dzieciństwa, Sousuke, o którym z jakiegoś powodu nie było nic wiadomo wcześniej, a przyjaciółmi z dzieciństwa  - tymi najbliższymi - pozostawali Haruka, Makoto i Nagisa. Razem z tajemniczym przyjacielem pojawiają się wątki dawnych rywalizacji i niespełnionych obietnic. Jest to również, jak sądzę, ukłon w stronę fanek - mamy teraz sześciu przystojnych pływaków, z których otrzymujemy trzy oficjalne bliskie, hm, przyjaźnie. Wszystko wspaniale, ale śledząc wątek Rina i Sousuke czułam pewien niedosyt. Wydawało mi się, że został on źle rozplanowany. Ciągnął się przez kilka odcinków, by ostatecznie przyspieszyć i poukładać się w końcówce. Sam Sousuke został, moim zdaniem, przedstawiony dziwnie. Oto mamy postać, która pojawia się znikąd, wie wszystko o Rinie i odpędza od niego jego starych przyjaciół. Niczym męczennik decyduje się cierpieć w imię wartości, której rozmiar poznajemy dopiero pod koniec serii.
Sam Rin zaś przeszedł zaskakującą zmianę: jako kapitan drużyny pływackiej z Samezuki jest poważny i o wiele spokojniejszy. Jest to zmiana na lepsze - dziwne by było, gdyby ta sama postać irytowała się po kątach przez dwie serie, w dodatku po rozwiązaniu swojego problemu. Szczęśliwie twórcy nie pozbawili go drapieżności, która dochodzi do głosu chyba za każdym razem, gdy Rin się ściga.

Oglądając drugą serię Free! miałam poczucie, że to nie to. Czegoś mi zabrakło, czegoś, co nadawało urok serii pierwszej. I wydaje mi się, że chodzi o wyważenie.
Tak jak wspomniałam, wątek Sousuke jest bardzo rozciągnięty, co szczerze mówiąc nie zachęcało mnie do uważnego śledzenia go, ani też do sympatyzowania z tą postacią. Poza tym nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że sami twórcy tymże wątkiem się znudzili. W pewnym momencie Sousuke zszedł bowiem na dalszy plan i niemalże słuch po nim zaginął. Ponadto elementy fanservicu są miejscami zbyt nachalne, brak im tej specyficznej subtelności, która była odpowiedzialna za humor w serii pierwszej. Podobnie rzecz się ma z podrywaniem Gou przez młodego Mikoshibę i jej obojętność na końskie zaloty. Zdecydowanie zabawniej wypadały próby zyskania jej zainteresowanie w wykonaniu starszego Mikoshiby - przede wszystkim ze względu na to, iż był od o dwa lata starszy od Gou. Motyw młodszego ucznia biegającego za starszym (podsumowywany w słowach "senpai, zwróć na mnie uwagę!") jest wałkowany chyba w większości anime, których akcja dzieje się w szkole średniej. Motyw odwrotny (tj. senpai chce zostać zauważony) pojawia się znacznie rzadziej.
Warto też dodać, że obie postacie kobiece, Gou i panna Amakata, nie zostały w tym sezonie ani trochę rozwinięte.
Nie znaczy to jednak, że seria składa się z samych minusów. Przeciwnie: poza rewelacyjną animacją i muzyką, bardzo podobał mi się rozwój głównych postaci (męskich, bo żeńskie, jak wspomniałam, zostały zepchnięte na bok). Najbardziej zyskał tu Haruka, którego postać już w pierwszej serii zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do parodii. Do przesady obojętny i niezainteresowany niczym, w drugiej serii pokazał emocje. Co prawda kazał nam na to długo czekać, ale efekt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Ujęło mnie również zakończenie - do bólu przewidywalne i stereotypowe, ale jednocześnie idealnie wpasowujące się w klimat serii, przyjemne i wywołujące uśmiech. Do tego sugerujące, że druga seria Free! wcale nie musi być ostatnią.

Free! - Eternal Summer nie było co prawda najlepszym anime, jaki przyszło mi w ostatnim czasie obejrzeć, ale nie było też najgorsze. Plasuje się elegancko pośrodku, za tytułami, a jako kontynuacja wypada dość przyzwoicie. Nie mogę jednak wyzbyć się poczucia, że mogło być znacznie lepiej. I być może jeszcze będzie. Nie wiem tylko, czy chciałabym trzeciego sezonu Free! Gorszy sezon drugi zawsze pozostawia obawy, czy kolejne nie polecą po równi pochyłej.

Moja ocena to 6,5/10.
Polecam tym, którzy widzieli pierwszą serię.



2 komentarze:

  1. O, fajnie, recenzja w miarę bezspoilerowa. Ja właśnie muszę nadrobić ostatni odcinek, ale niestety, odczucia mam podobne. Był taki moment, że już to anime oglądałam z przyzwyczajenia, ale się nie wciągałam. Potencjał był i to dużo, ale czegoś zabrakło niestety. Twórcy chyba nie umieli wyważyć odpowiednio wątków, w jakiej ilości mają być, itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko było uniknąć spoilerów, jeśli miałam napisać, co mi nie pasuje _^_
      Ostatni odcinek jest naprawdę przyjemny, trzyma poziom pierwszej serii. Ale sporo rzeczy w całości wygląda tak, jakby była to kolejna ofiara "klątwy części drugiej" - pootwierane furtki, niedokończone wątki i zapowiedź możliwej serii trzeciej. Dziwne to było.

      Usuń