środa, 27 sierpnia 2014

Drugie oblicze tumblr

Przy okazji mojego pierwszego wywodu na temat tumblr (opublikowanego już dawno temu) zasugerowano mi, że należałoby poświęcić więcej miejsca ciemnej stronie tego portalu. Ponieważ w tamtym okresie nie miałam bezpośrednio zbyt wiele z nią do czynienia, notka została odłożona w czasie aż do teraz - bo na (nie)szczęście odpowiedni materiał został zebrany.
Z miesiąca na miesiąc tumblr, niegdyś przyjemna platforma mikroblogowa, przemienia się w archiwum dokumentujące, co z ludźmi potrafi zrobić nadmiar wolnego czasu oraz przywiązanie do różnego rodzaju idei. Od zwykłych kłótni w poszczególnych fandomach, do przesyłania innym użytkownikom wiadomości z groźbami, kwalifikującymi się jako karalne - rozmiar tak zwanej "ciemnej strony tumblr" jest ogromny, a arsenał środków, stosowanych przez jej użytkowników, imponujący.
Przyjrzyjmy się zatem, co przeciętnemu bloggerowi może utrudnić życie - a w ekstremalnych dawkach wręcz zniechęcić do dalszego udzielania się na tumblr.



Popularne fandomy:

To chyba najłagodniejsze oblicze "ciemnej strony tumblr". Co prawda zdarza się, że na fali kłótni o jedyną i słuszną parę w serialu ktoś zostanie zaatakowany przez innych fanów, jednak w większości "szalone fandomy" ograniczają się do irytowania postronnych użytkowników. Drażni szczególnie kontrowersyjny "SuperWhoLock", czyli fandom zrzeszający miłośników trzech seriali: Sherlock (produkcji BBC), Doctor Who i Supernatural. Zasłynął głównie wynajdywaniem tematycznych (tj. w jakiś sposób powiązanych z którymkolwiek z wymienionych seriali) gifów na każdą okazję i podpinaniem się pod posty, w których padało cokolwiek (np. słowo-klucz, zwrot), co można podciągnąć pod fandomowy żart bądź mem.

Czy te dwie strony tumblr naprawdę nie mogą żyć w harmonii? [x]
Fandomy mogą jednak stać się swoistym przedsionkiem "ciemnej strony tumblr". Nie raz zdarzało się, że krytyczny komentarz pod adresem serialu, jego twórców, bądź grających w nim aktorów wywołał lawinę pełną nienawistnych reakcji i gróźb skierowanych do autora owej krytyki. Faktem jest, iż jedna z panujących na tumblr zasad mówi: nie oznaczaj nienawistnych postów ("don't tag hate"). Jednakże czy dotycząca serialu krytyczna wypowiedź - merytoryczna, przedstawiająca logiczne argumenty, nie pusto nienawistna - musi być pretekstem do wysyłania komuś anonimowych gróźb?

Druga rzecz dotycząca fandomów, to przekonanie części ich (bardzo aktywnych) członków o wyższości tychże grup nad innymi, oraz próby przeforsowania idei rządów fandomów na tumblr (w imię zasady "fandoms own tumblr"). Prowadzi to do kłótni internetowych, oraz do prześmiewczych ataków na niezwiązanych z fandomami użytkowników. Przez długi czas obiektem drwin byli hipsterzy prowadzący blogi, na których udostępniali ładne, mniej lub bardziej artystyczne zdjęcia, i złote myśli. Często wyśmiewali ich fani Doctor Who; powodem zaś było rebloggowanie przez nich gifów z serialu. Według fanów Doktora - rebloggowanie nieświadome, podyktowane jedynie tym, że gif przedstawia ładną, alternatywną scenkę. O popularności takiego podejścia do sprawy świadczą komentarze Whovian zamieszczone pod gifem ze scenką z odcinka The Impossible Astronaut, przedstawiającego postać w stroju astronauta stojącą w jeziorze.

Trafne spostrzeżenie, które pojawiło się swego czasu na pewnym
walczącym o zdrowy rozsądek blogu.
Podobnie przez długi czas żartowano z osób udostępniających gify i obrazki, na których widniały figury aniołów, z rodzaju tych, które można spotkać na cmentarzach. Osoba niezwiązana z fandomem nie mogła oczywiście wiedzieć, że figura anioła zakrywającego twarz dłońmi to jeden z Weeping Angels - Płaczących Aniołów, przeciwników Doktora, jednych z najbardziej przerażających w serii, znanych z tego, że nie poruszają się, gdy ktoś na nie patrzy. Ten ostatni fakt skutkował dopisywaniem przez fanów Doctor Who odpowiednich haseł pod wieloma fotografiami przedstawiającymi cmentarne figury aniołów. Ostatecznie fotografia w żaden sposób nie powiązana z serialem - nie będąca screenem z odcinka - zostawała ozdobiona kilkoma dopiskami (z reguły "Don't blink!", zawołaniem towarzyszącym pojawieniu się Aniołów), a czasem dodatkowymi gifami z SuperWhoLocka.
Podpinanie żartów pod zdjęcia cmentarnych figur stanowiło przednią zabawę dla fanów Doctor Who. Niestety, o czym grupa ta zapewne nie wiedziała, postacie aniołów, które tak lubili komentować, mają dla wielu znaczenie symboliczne: stawiane są zazwyczaj na pomnikach zmarłych dzieci.

Pozbądź się wroga:

Pozbywanie się wrogów, to zjawisko, którego absurdalność zaczęła wytykać już dawno część użytkowników. Polega ona na wysyłaniu niewygodnej osobie anonimowych gróźb tak długo, aż usunie konto. Anonimowi grożą najczęściej śmiercią, bądź też uprzejmie doradzają odebranie sobie życia. Gdy tylko niepożądane w ich idealnym świecie konto zniknie, rozpiera ich duma. Oto bowiem Internet został ponownie ocalony przed ciemnotą i ignorancją. Ile jednak usunięć łączyło się z faktycznym samobójstwem stojącego za kolorowym awatarem internauty? Tego niestety już nie wiadomo. Nie każdy przecież otwarcie mówi o swoich problemach (psychicznych i nie tylko), oraz o swojej wrażliwości. A nawet gdyby, ogarniętych szałem Anonimów i tak nie będzie to obchodziło.

Tumblr wykazujący się taktem i umiejętnością czytania ze zrozumieniem.
Nie są rzadkością przypadki, gdy atak Anonimów zapoczątkowany zostaje pomyłką atakowanego. Poczynając od głupot w rodzaju błędnego nazewnictwa owoców, a skończywszy na niefortunnym komentarzu, dodanym do zdjęcia damskich szortów, po którym komentującemu przypięto łatkę pedofila. Nagonka na użytkownika przyjęła postać straszną: Anonimowi zdobyli jego dane personalne, wyciągnęli informacje o rodzinie i posiłkowali się nimi, wysyłając pogróżki.
W całej opisanej aferze nikt nie zwrócił uwagi na zachowanie użytkowniczki, która zamieściła feralne zdjęcie. Jej reakcja na ów komentarz przyczyniła się do podjudzenia Anonimowych. Ona sama jednak w środku ataku na komentującego skasowała własne konto i zniknęła z tumblr. Na koncie zaś, jak się okazało, nie było ani słowa informacji dotyczącej jej wieku.

Walczący z systemem:

Bojownicy o sprawiedliwość społeczną, social justice warriors (zwani dalej SJWs), to prawdziwa plaga tumblr. Porównywani do raka, od kilku lat powoli, sukcesywnie, z mniejszą lub większą świadomością rozbijają społeczność tumblr - oczywiście w imię wyższych wartości. Każdy ich post, każdy atak podyktowany jest chęcią obrony słabych i uciśnionych grup społecznych oraz wybranych starannie jednostek. Wiadomo jednak, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane - i to właśnie piekło potrafią zgotować owi SJWs tym, którzy nie pasują do ich wyidealizowanego modelu świata.
Sama inicjatywa podjęta przez SJWs jest szlachetna: oto mamy ludzie wspierających grupy dyskryminowane i uświadamiających społecznych ignorantów. Jednakże nawet najwspanialsza idea zmieni się, kiedy zaczniemy przesadzać. Tumblrowi SJWs to niemalże kwintesencja przesady. Określający ich termin zaś - social justice warriors - jest aktualnie nacechowany negatywnie do tego stopnia, że osoby spoza tejże grupy nie są zwykle w stanie traktować ich poważnie.
SJWs to frustracja, agresywna perswazja i egocentryzm. Egocentryzm przede wszystkim amerykański, gdyż mimo swej niesłabnącej popularności tumblr pozostaje portalem zdominowanym przez Amerykanów. Większość SJWs głosząc swoje tezy dotyczące społeczeństwa, ma na myśli środowisko amerykańskie, zaś gdy upominają innych użytkowników z powodu "nieakceptowalnego" zachowania, nawet nie zakładają, że nie pochodzą oni ze Stanów Zjednoczonych; ewentualne sądzą, iż reszta świata funkcjonuje na zasadach identycznych jak Ameryka. SJWs to również rażący brak logiki i potworna wręcz krótkowzroczność, objawiająca się zwłaszcza w argumentach z założenia antyrasistowskich.

Bojownicy o równość i wolność działają na kilku polach. Na tumblr najgłośniej udzielają się w tematach, z natury kontrowersyjnych, które w zależności od perspektywy, z której na nie spojrzymy, mogą dać naprawdę różne wnioski. Są to po prostu kwestie drażliwe, zwłaszcza w środowiskach, które nie do końca zdają sobie sprawę, co za owymi ideami stoi. Dzięki zaś bojownikom z tumblr zostały one zniekształcone i zyskały grono prześmiewców, którzy radośnie kojarzą "feministkę" z nieatrakcyjną fizycznie frustratką, a sam ruch - z nienawiścią wobec mężczyzn.
Niestety, ale wielu spośród SJWs postanowiło zwalczać mizoginię za pomocą mizandrii. Mężczyzna, zwłaszcza biały, należący do klasy średniej, stał się synonimem zła wszelkiego, a każde działanie z jego strony podciągane jest pod przemoc (przede wszystkim na tle seksualnym) wobec kobiet. Każdy jego kontakt z kobietą (łącznie z wzrokowym) może zostać podciągnięty pod molestowanie seksualne, zaś zajmowanie całego pojedynczego miejsca w środku komunikacji publicznej - od brzegu do brzegu, razem z użyciem obu podłokietników - to atak na przestrzeń osobistą kobiet i spychanie ich na margines. Mężczyzna nie może być uprzejmy ani pomocny. Najlepiej dla niego, gdyby był homoseksualny - w końcu tumblr chwali się tym, iż kocha gejów bardziej, niż oni sami. Z homofobią zaś najprościej walczyć z pomocą fandomów i wynajdywać setki powodów, dla których dana postać o nieokreślonej przez autora seksualności - bądź, co gorsze, prawdziwa osoba, jak na przykład aktor - jest nie-heteroseksualna. Oczywiście argumentacji świadczącej przeciwko heteroseksualizmowi nie wolno się sprzeciwiać. Jeśli ktoś ośmieli się przedstawić kontrargumenty, może zostać agresywnie zaatakowany (zwykle "po tumblrowemu") pod zarzutem homofobii.
Tumblr uprzejmie informuje o prawach zwierząt.
Trochę inaczej wygląda walka SJWs z transfobią, tj. dyskryminacją osób transseksualnych. Podczas tych batalii pomijana jest podstawowa rzecz, mianowicie fakt, iż nie każdy posiada pożądaną wiedzę na temat tychże osób. Innymi słowy przeciętny użytkownik może urazić osobę transseksualną zupełnie niechcący, z powodu braku wiedzy a nie ewentualnych uprzedzeń. Dla SJWs niewiedza nie stanowi jednak żadnego argumentu. Jeśli zatem zwróciliśmy się do kogoś za pomocą nieprawidłowego zaimka osobowego, automatycznie zostajemy skreśleni. Zaimki zaś same w sobie są złe: nie wolno przecież przypisywać do nikogo (i niczego - w najbardziej absurdalnym wydaniu gniew SJWs dosięgnął tych, którzy określali swoje zwierzątka mianem "on" lub "ona"). Nie powinno się szufladkować ludzi na podstawie wyglądu zewnętrznego, uważają SJWs. Nie przeszkadza im to jednak nazwać krótko obciętej i nieumalowanej dziewczyny "chłopakiem", tylko dlatego, że zdjęcie, które ją przedstawia, było niewyraźne. Nie od dziś wiadomo przecież, że wymagać należy tylko i wyłącznie od innych.

Poza dyskryminacją mężczyzn w imię wolności kobiecej tumblrowy feminizm wysławia się jeszcze inną znaczącą cechą: dyskryminacją samych kobiet. Ciężko stwierdzić, czy ten rodzaj "walki" z nierównością płci przyjmował postać tak skrajnie wypaczoną, jak opisana powyżej mizandria, niemniej jednak swego czasu po blogach krążyło kilka komiksów stworzonych przez kobiety, w celu skrytykowania innych kobiet za... bycie kobietami. Przyjmowały one formę porównania "ja kontra inne dziewczyny" i zwykle koncentrowały się na negatywnych cechach tych kobiet, które decydują się "być kobiece" w stereotypowym tego rozumieniu (tj. nosić sukienki, malować się, lubić kolor różowy i tak dalej). Do rzadkości nie należało również zawstydzanie dziewczyn i kobiet, które otwarcie deklarowały bezpruderyjność - tutaj znów kobiety krytykowały kobiety.

Tumblr uprzejmie przypomina, że chodzenie
na randkito kolejny patriachalny wymysł,
 służący zniewoleniu kobiet.
Rasizm to obok feminizmu ulubiony temat SJWs. W ich ujęciu jednak "rasizmem" nazwana zostaje sytuacja, gdy postać w komiksie, książce czy filmie (zwłaszcza w filmie na podstawie książki) ma biały kolor skóry. Podobnie rasistowska staje się kampania anty-homofobiczna skierowana do Włochów, gdyż osoby na promujących ją plakatach są tylko i wyłącznie białe (pozostaje pytanie: jaki jest kolor skóry przeciętnego Włocha? No właśnie). Niestety, biały kolor skóry automatycznie czyni człowieka członkiem grupy będącej jedynym i prawdziwym złem tego świata, w każdej części świata będącej społecznością uprzywilejowaną - łącznie z tymi krajami, gdzie rasa biała stanowi zdecydowaną mniejszość. Oczywiście żaden szanujący się SJW nie przyzna, iż zarówno w niektórych rejonach naszego globu, jak i w różnych okresach historycznych, to właśnie biali znani są jako grupa nieuprzywilejowana. Zamiast tego obrońcy posuną się do określenia mianem "kolorowych" (people of colour, w skrócie PoC - termin aż nazbyt chętnie używany na tumblr) między innymi Polaków i Irlandczyków, nacje swego czasu dyskryminowane i atakowane z racji samego rodowodu.
W idealnym świecie SJWs nie istnieją zatem biali. Podobnie jak nie ma w nim wojen, głodu, heteroseksualizmu, mężczyzn przy władzy i zjawiska "zawłaszczania kultury" (culture appropriation; po więcej informacji zapraszam do tego wpisu).
Według ichniego sposobu pojmowania, każda kultura należy tylko i wyłącznie do danego narodu, a jakakolwiek forma "zawłaszczenia" jej przez przedstawicieli innego, jest niedopuszczalna. Czym jednak owo "zawłaszczanie kultury" jest? Definicja różni się w zależności od bojownika. W swojej najostrzejszej postaci "zawłaszczenie" obejmuje noszenie ubrań i fryzur wywodzących się z innej kultury, jedzenie obcych potraw oraz... nauka języków. Zbrodnią jest także założenie stroju ludowego, bądź jego fragmentu, należącego do kultury innej niż własna. Jednocześnie bojowników nie interesuje, że przedstawiciele danej kultury mogą wręcz zachwycać się faktem, iż ktoś z innego kraju przymierza ich stroje, oraz wykazuje zainteresowanie dziedzictwem. W końcu sami najlepiej wiedzą, co dla kogo powinno być obraźliwe.
Znany jest przypadek sesji zdjęciowej, przedstawiającej osoby, określane przez bojowników jako PoC, w polskich strojach ludowych. Reakcja Polaków na te zdjęcia była pozytywna. Reakcja SJWs - wręcz przeciwnie. Uznali oni bowiem, iż fotografie powinny Polaków obrażać. Ponieważ nie obrażały, bojownicy poczuli się w obowiązku obrazić w imieniu Polaków. Oczywiście jak zawsze w przypadku atakowania osób "plugawiących ubiór narodowy", nikt nie zainteresował się historią samych modeli. Nie jest tajemnicą, że kolor skóry nie zawsze odpowiada pochodzeniu: ubrana w sari kobieta o białej skórze może faktycznie wywodzić się z Indii (ze strony jednego z rodziców), a czarnoskóry mężczyzna mógł urodzić się w Polsce, dorastać w niej, uczyć i znać dobrze polską historię.

Tumblr daje popis znajomości języków obcych i geografii.
Samozwańczy obrońcy tych, którzy nie raz wyraźnie mówią, iż żadnej obrony nie potrzebują, kreują sobie perfekcyjną rzeczywistość, w której wszyscy są wobec siebie równi. Oczywiście poza białymi, heteroseksualnymi, cis-gender* mężczyznami z klasy średniej. Tych z zasady należy wytępić. W rzeczywistości tej każda kultura pozostaje również na wieki wieków w swojej niezmienionej, "pierwotnej" formie, bez obcych wpływów, uprawiana jedynie przez prawowitych dziedziców. Według komentatorów SJWs polegałoby to na tym, że przeciętna osoba z Zachodu nie powinna: interesować się innymi religiami, tańczyć samby, nosić dredów, jeść burito, uprawiać jogi czy zakładać na siebie kimono. W praktyce zaś takie podejście oznacza całkowitą izolację narodów. O tym jednak nikt z owej grupy nie wspomina głośno.

Weganie:

Jest to specyficzna podkategoria SJWs, walcząca o prawa zwierząt do bycia niezjadanymi. Zasłynęła bardzo agresywnymi komentarzami pod wszystkim, co dotyczyło spożywania mięsa i produktów odzwierzęcych, oraz chowu zwierząt - a także kompletnym brakiem wiedzy w tej ostatniej kwestii, co skutkowało licznymi przypadkami kasowania kont z powodu zażenowania. Wyśmiewani przez innych użytkowników (bawiących się czasem w zgadywanie, który komentarz pod danym postem należy do weganina), z czasem zmniejszyli zasięg działania, co jednak nie oznacza, że zniknęli całkowicie.
Tumblrowi weganie potrafią być okrutni. Co prawda czasem ograniczają się do irytującego oznajmiania bloggerom, że właśnie teraz, w tym momencie, przestają czytać ich bloga, bo myśleli dotąd, że mają do czynienia z weganami, nie z mordercami, których żołądki służą jako cmentarze dla szczątków zwierząt. Bywa jednak, że posuwają się do gorszych ataków. Potrafią chociażby stwierdzić, iż całe zło, jakie przytrafia się człowiekowi, wynika z faktu, że je on mięso. Brzmi zabawnie? A teraz wyobraźmy sobie, że takie słowa wysłane zostały do młodej dziewczyny, która miała potrzebę pożalić się, iż poroniła (w bardzo wczesnym stadium ciąży).

Wybiórcze i stronnicze informacje:

Prawdziwa choroba Internetu, mass mediów i ludzi samych w sobie. Chyba wszyscy lubimy przedstawiać daną sytuację tak, by wyszło, że to właśnie my mamy słuszność. Sztuka polega jednak na tym, by wiedzieć, kiedy należy się powstrzymać od stronniczości - bo co innego tłumaczenie mamie, że nie popchnęliśmy młodszego brata, on sam się przewrócił, a co innego szerzenie poglądu, iż tabletka antykoncepcyjna (czyli środek dla kobiet) powinna być powszechnie i łatwo dostępna, jak prezerwatywy. Bez konieczności konsultacji z lekarzem, bez realizowania recept.
Użytkownicy tumblr to w większości ludzie bardzo młodzi, zwykle poszukujący własnej tożsamości. Nierzadko w poszukiwaniach tych wspierają się ideami skrzywionymi przez SJWs. Jak zostało wspomniane, wypaczona forma feminizmu nakazuje się dopatrywać dyskryminacji kobiet wszędzie, chociażby w samej idei chodzenia na randki. Autorka posta, który streszczony został we wcześniejszym akapicie, dopatrzyła się go w fakcie, iż tabletki antykoncepcyjne wymagają konsultacji z lekarzem, ba, zgody tegoż lekarza na przyjmowanie hormonów. W dodatku nie można ich kupić w supermarkecie czy na stacji benzynowej, jak prezerwatyw. Przerażające było to, iż mimo kilku tysięcy notek, które zdobył post (zarówno polubień jak i udostępnień) nikt nie zanegował takiego sposobu myślenia. Przedstawienie konieczności poddania się badaniu w celu wykupienia leku jako przejawu seksizmu i dyskryminacji spotkało się najwyraźniej z aprobatą młodych bloggerek. Co więcej pokazało, jak wiele osób uważa, że tabletki z hormonami można przyjmować jak witaminę C.

Trolle:

Trollowanie nie jest zjawiskiem nowym. Uprawiane umiejętnie, w odpowiednim środowisku, może powodować chaos na ogromną skalę. W przypadku tumblr portal sam w sobie idealnie ułatwia dowcipnisiom sianie zamętu. Można bez problemu zaingerować w czyjś post, można wkleić zmanipulowane zdjęcie bądź zafałszowaną treść, można oznaczyć coś kontrowersyjnego popularnym tagiem, a także - klasycznie - udawać kogoś innego, na przykład wyjątkowo czepliwego i upartego SJW-weganina, którego mięsożerny biały mężczyzna obraża samym oddychaniem.

Tak mniej więcej wygląda najczęstsza reakcja na wyrażenie
 opinii choćby minimalnie sprzecznej z popularnymi [x]
Większość problemów "ciemnej strony tumblr" wynika z braku dystansu. Użytkownicy podchodzą do różnych tematów - począwszy na fandomach, a skończywszy na polityce sklepów z odzieżą - zbyt poważnie, a na każdy przypadek odmiennego zdania reagują agresją. Taka postawa skutecznie zniechęca do zabierania głosu w jakichkolwiek dyskusjach. Bloggerzy są jednak świadomi istnienia "ciemnej strony". Wielu stara się unikać drażliwych tematów, coraz częściej można też zaobserwować sarkastyczne żarty z SJWs (podobnie jak wcześniej z weganów), oraz długie wyjaśnienia, dodawane do rozkrzyczanych wywodów bojowników, pisane w ich tonie; wywodów, po których bojownik zwykle odstępuje od dalszej dyskusji, zupełnie jakby podziałał na niego sam ton wypowiedzi. Zakładane są również blogi poświęcone krytyce zachowań wojujących użytkowników, zaślepionych własną ideą i ogłuszonych wykrzykiwanymi hasłami.

Tumblr sam w sobie nie jest złym portalem. Problem stanowi zapewne nieduża w stosunku do całości, acz głośna grupa ludzi. Jedyne co pozostaje, to unikać kontrowersyjnych tagów, skupiać się na własnym kąciku tumblrowym, i weryfikować ciekawe, acz nieposiadające źródła informacje, krążące po blogach. Zaczepne anonimy najlepiej zaś ignorować. W razie problemu z uporczywymi wiadomościami można zawsze wyłączyć skrzynkę odbiorczą, choćby tymczasowo (a przynajmniej zamknąć możliwość otrzymywania anonimów). Co prawda tumblr po dziś dzień nie dostarczył dobrze dopracowanej opcji blokowania niepożądanych użytkowników, jednak istnieją dodatki, które pozwalają łatwo odciąć uporczywe jednostki od dostępu do naszego bloga. Zawsze można też zmienić adres URL, zamiast posuwać się od razu do kasowania wszystkiego.
Tumblr nie powinien być miejscem kłótni, a ostoją spokoju, w której każdy znajdzie dla siebie miejsce. No, chyba że jest białym, heteroseksualnym, cis-gender mężczyzną z klasy średniej. W tym przypadku nie ma najmniejszego powodu, by zaglądał na tak zacny portal.

Powyższy tekst nie obejmuje oczywiście całej "ciemnej strony" tumblr. Opisałam jedynie te rejony, z którymi miałam bardziej lub mniej bezpośrednio do czynienia. Jest to mikroblogowa rzeczywistość widziana oczami zirytowanego użytkownika, który (cytując za pewnym memem) przyszedł, by się dobrze bawić, i nagle czuje się potwornie zaatakowany.

Pokrótce dlaczego tumblr wydaje się być jak sekta [x]



*cis-gender - stan, kiedy płeć psychiczna jest zgodna z płcią biologiczną.

P.s: Tematy poruszane przez SJWs są oczywiście bardzo ważne, i naprawdę szkoda, że w pewnych środowiskach zaczęły by pojmowane tylko i wyłącznie w przez bojowników wykrzywionej formie. Taki los spotkał przede wszystkim feminizm, który wciąż wielu kojarzy z wąsatymi babami, które odmawiają robienia kanapek, choć nawet nie mają komu ich robić, bo żaden facet ich (kobiet, nie kanapek) nie chce.
Nie jest to kwestia prosta i jednoznaczna, a powyższy tekst świadomie skupia się tylko na tej groteskowej stronie rzeczywistości.
P.s.2: Materiał poglądowy tym razem w całości po angielsku (nie tłumaczony, mam nadzieję, że to nie problem). Polska część tumblr nie dostarcza w tej materii wrażeń odpowiedniego kalibru.

10 komentarzy:

  1. Myślę, że trafnie potraktowałaś zjawisko "ciemnej strony". I fajnie, że poruszyłaś temat tego jak się przed nią bronić środkami udostępnionymi przez sam tumblr i x-kit. Zacnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że nic dodać, nic ująć. Po prostu... Moim zdaniem te wszelkie problemy wynikają z niewiedzy i ignorancji (najbardziej poraził mnie post, w którym ktoś się rzucał, że ludzie powinni tolerować ignorancję i tego, że da osoba nie może albo nie chce się czegoś nauczyć!). Z części można się pośmiać, ale spora część jest szkodliwa, zwłaszcza te bzdety rozpowiadane przez wegan, że np. koty i psy są w stanie nie jeść mięsa. Albo wypowiadanie się, że sztuczne zapładnianie zwierząt to gwałt. Za takie określenie mam ochotę dać ludziom w twarz.
    Ale co do feminizmu, to jednak nie przekłada się to na polskie podwórko tak do końca. Tumblr nie jest u nas jakoś jeszcze bardzo popularny a mimo to krąży wśród młodych Polaków obraz feminazistki, która chce zniszczyć facetów. Nie mam pojęcia, skąd się taki obraz bierze. I wychodzi, że wstyd się przyznać do feminizmu, nawet jeśli reprezentuje się nurt liberalny, który walczy też o równe traktowanie mężczyzn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ludzie powinni tolerować ignorancję i niewiedzę - a jednocześnie ta sama grupa ludzi atakuje i każe umrzeć każdemu, kto wykazał się choćby odrobiną niewiedzy. Są równi i równiejsi...
      Część wegan pewnie czerpie pomysły z tumblr, stąd te przypadki przestawiania mięsożernych zwierząt na warzywne diety :/
      Mam pewną teorię, skąd to podejście do feminizmu w Polsce: to też wynika z niewiedzy. Masz krążące po sieci dowcipy o wąsatych feministkach, a nikt tak naprawdę nie weźmie jakiegokolwiek źródła (nawet głupiej Wikipedii) i nie przeczyta, co to za idea i z czym to się je. Nie, lepiej śmiać się z głupich bab, które wnoszą szafy na ósme piętro.

      Usuń
    2. Albo też ludzie czytają, ale mają tak schemat zakorzeniony w umyśle, że będą racjonalizować swoje stanowisko, mówiąc, że na wikipedii np. piszą bzdury. Ale kiedy się ich zapytać, czy widzieli taką wąsatą feministkę albo czy sami potrafią wnieść szafę na ósme piętro, to panuje konsternacja.

      Usuń
    3. Możliwe - ktoś nawet podsumował w dyskusji chyba na demotach, że te osoby znają feministki tylko ze stereotypowych dowcipów i trwają uparcie przy tej wiedzy.

      Usuń
  3. Dzięki za ten post, coś się ostatnio zaczyna wreszcie zmieniać i przybywa ludzi odważających się mówić, że król uberpoprawności jest nagi, bo stopniowo zamienił się w przeciwieństwo swoich początkowych, a teraz już raczej teoretycznych, ideałów. Ale wciąż liczę takie głosy na pojedyncze sztuki. Tym bardziej każdy jest cenny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja często widzę głosy sprzeciwu od użytkowników wspierających równość, którzy jeszcze nie tak dawno sami przesadzali z poprawnością. Tak jakby zorientowali się, że nie tędy droga. I dobrze, bo ta konkretna prowadziłaby do sytuacji, w której przestalibyśmy ze sobą rozmawiać - bo a nuż urazisz rozmówcę, bo używasz złego rodzajnika?

      Usuń
  4. Post słuszny, ale eeej, z całym szacunkiem, ale opis części fandomowej jest mocno zdemonizowany. Wiem z własnego doświadczenia, że prawdziwy problem zaczyna się, kiedy fani poszczególnych seriali są jednocześnie SJW i wiadomym misjonarsko-nienawistnym zachowaniem psują przyjemność z oglądania innym miłośnikom. Cała reszta to przesada ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie szanuję Twoje zdanie, ale rzecz w tym, że część fandomowa jest opisana... z mojego doświadczenia. Fani (głównie z fandomu Sherlocka BBC i APH), których spotkałam, potrafili otwarcie atakować osoby, które wyznawały inne pary, albo nie zgadzały się co do przyjętych przez część osób head canonów. Widziałam kiedyś sytuację, że osoba została zaatakowana po tym, jak napisała komentarz w kontekście Sherlocka - nie pamiętam tylko, czy chodziło o odmowę shippowania aktorów (nie postaci!), wspieranie ślubu Watsona w serialu, czy o lubienie Elementary (niestety, wszystkie kwestie są równie drażniące dla pewnej części fanów). Komentujący został zaatakowany i wyzwany od homofobów.
      Nie wiem, czy taka postawa części fanów (nigdy nie powiem, że robią tak wszyscy lub większość) wynika z przekonań misjonarskich w stylu sjw, czy jest następstwem takiego szału fandomowego, który chyba każdy fan w swoim życiu przeszedł. Na tumblr wydaje mi się on o tyle groźniejszy, że ci fani znaleźli swoje grupy, zebrali się i nakręcają się nawzajem. Widziałam posty z groźbami (rebloggowane dla krytyki - OP zawsze miał już usuniętego bloga), zarówno skierowanymi do użytkowników, jak i do... aktorów.
      Wiem, że ci "fani" stanowią małą grupę, ale zjawisko tak czy inaczej istnieje. Na szczęście, jak zauważyłam, zaczyna być zwalczane :)

      Usuń