wtorek, 22 lipca 2014

Na ścieżce nostalgii: Saint Seiya

Saint Seiya
Studio: Toei Animation.
Rok: 1986 - 1989
Odcinków: 114

W "starych dobrych czasach", tj. kiedy zostałam fanką Slayers,  blok kreskówkowy na RTL 7 oferował również inne tytuły, które ówczesnemu widzowi zapadły w pamięć. Jednym z nich było minimalnie starsze ode mnie, bo pochodzące z 1986 roku, anime o wdzięcznym tytule Saint Seiya - u nas znane pod bardziej swojską (i sensowniejszą) nazwą Rycerze Zodiaku. Seria ta, będąca dziwacznym połączeniem magii i mordobicia, z jakiegoś powodu regularnie przyciągała mnie przed telewizor i nie pozwalała odejść do napisów końcowych. Co było tym powodem, nie wiem do dziś. A czemu nie wiem, przekonamy się za chwilę.

Logo serii [x]
Na początek trochę historii. Anime powstało na podstawie mangi o tym samym tytule. Manga stworzona została przez Masamiego Kurumadę i od roku 1986 do 1990 ukazywała się w odcinkach na łamach  Weekly Shōnen Jump. W latach 1986 - 1989 na podstawie mangi powstawała telewizyjna seria anime. W późniejszych latach uniwersum stworzone przez Kurumadę powiększyło się między innymi o dwie serie OVA, kilka mang, telewizyjną serię anime będącą swego rodzaju kontynuacją oryginalnej mangi, oraz o kilka filmów i gry wideo. Mangi wydawane są do tej pory, ostatnia seria anime zakończyła się w marcu tego roku, najnowszy film (stworzony za pomocą animacji komputerowej) dopiero co swoją premierę w Japonii. Fenomen, kura znosząca złote jaja, czy też zwykłe, generyczne do bólu anime z gatunku shonen, które w jakiś sposób osiągnęło sukces - czymkolwiek nie jest, przyciąga widzów od dwudziestu ośmiu lat, i w żadnym razie nie zamierza przestać.

Tyle kwestii historyczno-technicznych. Pozostaje jedynie odpowiedzieć na pytanie: o czym właściwie jest Saint Seiya? Oryginalny tytuł sugeruje, iż bohaterem anime będzie ktoś o imieniu Seiya. Z kolei tytuł używany na zachodzie (tj. Rycerze Zodiaku w różnych wersjach językowych) podpowiada, że ów Seiya jest rycerzem, i co ważniejsze nie występuje pojedynczo. Domysły są jak najbardziej prawidłowe: Saint Seiya to historia o grupie młodych mężczyzn - rycerzy służących bogini Atenie, która co 200 lat odradza się na Ziemi. Każdy z rycerzy posiada specjalną "żywą" zbroję (org. Cloth), której przypisana jest jedna z 88 konstelacji. Rycerze Ateny nie używają broni - walczą za pomocą "energii kosmicznej" (org. Cosmo), będącej mocą ukrytą w ciele każdego człowieka. Moc ta, gdy jest umiejętnie kontrolowana, pozwala rozbijać atomy, a także (co istotniejsze) używać zbroi, która będąc bytem ożywionym, potrzebuje tejże energii; w innym wypadku staje się zwykłym ciężkim kawałkiem blachy.
Rycerze dzielą się na trzy klasy, w zależności od rodzaju zbroi, którą dane jest im przywdziewać. Mamy zatem: złotych rycerzy (najpotężniejsi, patronuje im dwanaście znaków zodiaku), srebrnych rycerzy oraz rycerzy z brązu. I to właśnie na grupie rycerzy z najniższej klasy skupia się akcja anime.



Nasi bohaterowie to grupka pięciu rycerzy z brązu: wspomniany już Seiya, czyli Rycerz Pegaza, Hyoga - Rycerz Łabędzia, Shiryu - Rycerz Smoka, Shun - Rycerz Andromedy, oraz Ikki - Rycerz Feniksa (i starszy brat Shuna). Pierwszych czterech poznajemy w trakcie Galaktycznych Wojen - turnieju dla Rycerzy z Brązu zorganizowanego przez potężną fundację, na czele której stoi Saori Kido (wnuczka nieżyjącego już założyciela owej fundacji, do tego Postać Wysoce Istotna). Rycerze (w liczbie łącznie dziewięciu) pojedynkują się między sobą o złotą zbroję Strzelca, a co za tym idzie o możliwość awansu w hierarchii. Ogromna i medialna impreza zostaje niestety brutalnie przerwana przez dziesiątego Rycerza: Ikki bowiem nie zamierzał bawić się w pojedynki i zbroję najzwyczajniej w świecie ukradł. W pościg ruszają czterej wymienieni wcześniej z imion bohaterowie - i tu rozpoczyna się właściwa akcja, której schemat będzie przewijał się przez resztę serii.

Główna piątka rycerzy z brązu: Seiya,
Shun, Hyoga (z lewej), Shiryu (z prawej),
 Ikki (z tyłu) [x]
Saint Seiya zdecydowanie nie jest anime, które pozostawia miejsce na przypadek. Postacie poruszają się według konkretnych reguł, niemalże jak w grze komputerowej. Na początku mamy bieganie od punktu A do punktu B i zbieranie fantów połączone z walką z napotkanymi wrogami. Bohaterowie dostają za to punkty doświadczenia i levelują, by na koniec zmierzyć się z bossem (z tym walczy standardowo Seiya). W tak zwanym międzyczasie następuje przebudzenie aktualnego wcielenia Ateny (niespodzianka: odrodziła się w ciele Saori), zatem do biegania dochodzi naszym bohaterom dodatkowo ochrona bogini, która ma niestety tendencję do bycia porywaną, śmiertelnie ranną oraz do poświęcania się. Od pewnego momentu rycerze wykonują głownie zadania polegająca na przedostaniu się z punktu A do punktu B w wyznaczonym czasie. Jeśli im się nie uda, Atena, świat (lub co gorsza jedno i drugie na raz) zginą.
Schematy są raczej sztywne. Im dalej w serię, tym bardziej przewidywalny staje się przebieg walk; więcej, nietrudno jest nawet przewidzieć postępowanie rycerzy w czasie potyczki. Najczęściej w momencie kryzysu Seiya przypomni sobie siostrę, Hyodze objawi się mama, Shiryu się rozbierze, Shun załamie ręce a Ikki pozbiera Shuna z ziemi i sam się na niej położy. Później każdy z rycerzy wygłosi Płomienną Przemowę, po czym rzuci się na wroga i jakimś cudem (nie raz dzięki deus ex machina) pokona go. Po czym nastąpi chwila kontemplacji i nasz bohater będzie mógł ruszyć w dalszą drogę. Naprawdę jest to idealny materiał do pijackiej gry.

Saint Seiya składa się niejako z trzech sezonów: Sanctuary Chapter, Asgard Chapter oraz Posejdon Chapter. Na tle całości wyróżnia się początek sezonu pierwszego, w którym poznajemy bohaterów a Saori nie jest jeszcze Ateną, oraz seria Asgard, która jest najlepiej dopracowana i dostarcza widzom ciekawych walk oraz interesujących wrogów z motywami działania - bo o te drugie, niestety, w przypadku większości przeciwników rycerzy z brązu trudno.
O motywy jako takie ciężko też w przypadku samych rycerzy. Chociaż początku każdy z bohaterów jasno wskazuje cel, dla którego walczy, te w trakcie akcji zanikają, zastąpione powtarzanym z namaszczeniem godnym politycznego wiecu hasłem o pragnieniu obrony Ateny.
Saori Kido jako wcielenie Ateny lubuje się
w podniosłym spoglądaniu w dal [x]

Skłamałabym, gdybym określiła Saint Seiya mianem dobrego anime. Animacja z racji wieku pozostawia wiele do życzenia. Ujęcia są powtarzane, kreska kanciasta. Do tego dochodzi brak logiki i dziury w scenariuszu. Nawiasem mówiąc, kanon Saint Seiya to chyba pierwszy i jedyny, który traktuję bardzo wybiórczo - z uwagi na własny komfort psychiczny, gdyż niestety ale większość oficjalnych danych wydaje się dobrana przypadkiem, drogą losowania, w dodatku na specjalnie życzenie wydawców (chociażby wiek: oficjalne dane podają o wiele niższy, niż wskazywałby na to wygląd postaci i ich zachowanie). Dorzućmy jeszcze kompletny brak rozwoju bohaterów (a nawet swego rodzaju regres, który widać, gdy po obejrzeniu całej serii wróci się do pierwszych odcinków; potyczki w turnieju Galaktycznych Wojen służyły pokazaniu indywidualnych charakterów). Do tego każdy rycerz jest sam dla siebie Sailor Moon i Tuxedo: w jednej chwili się załamuje, w następnej wygłasza mowę motywacyjną, powołując się na miłość, przyjaźń i Atenę. Mowę, która posiada chyba zdolność oszołomienia przeciwnika, bowiem ci z reguły czekają grzecznie, aż rycerz się wygada, prezentując tym samym kulturę osobistą na najwyższym poziomie.

Zatem anime to dobre nie jest... a jednocześnie jest. Mimo swych wad, dziur w fabule i braku logiki, w czasach RTL 7 przyciągało mnie przed ekran. Co więcej też - przetrwało próbę czasu. Oglądane po latach, nie nudzi. Może jedynie śmieszy, gdyż widz z pewnym stażem, który widział wiele świetnych i kiepskich serii (czy to anime czy zwyczajnych seriali), nabiera pewnego dystansu do tego, co widzi. Bohaterowie, mimo pompatycznych przemów i niemal absolutnego braku rozwoju osobowości, są w stanie wzbudzić sympatię; szczególnie dotyczy do postaci drugoplanowych, o których seria nie dostarcza za wiele materiału, co z kolei daje ogromne pole do popisu wyobraźni. Ano właśnie: wyobraźnia. Na polu Saint Seiya ma okazję się wyszaleć, gdyż owa seria o rycerzach jest tworem o ogromnym, i niestety niewykorzystanym w pełni, potencjale*. Niemal nic nie wiadomo o tym, co bohaterowie robią w czasie, gdy nie ratują świata przed złem. Jak zachowują się w "cywilu"? Gdzie mieszkają? Jak mają hobby? Na te i inne pytania z radością odpowiada fandom, dostarczający różnej ilości fanartów i fanfików (głównie, niestety, po hiszpańsku, gdyż seria odniosła duży sukces w krajach hiszpańskojęzycznych).
Po latach jestem w stanie stwierdzić, iż najlepszym sposobem na oglądanie Saint Seiya jest zdystansowanie się do przedstawianych wydarzeń. Pompatyczne przemowy na dłuższą metę stają się śmieszne i potwornie sztuczne, podobnie jak rozwiązania z użyciem deus ex machina. Nie wspominając o tym, iż nasz główny bohater, Seiya, okazuje się najbardziej irytującą i najmniej wiarygodną postacią z shonen, jaką kiedykolwiek widziałam. Nie pomaga mu ani obecność dosyć interesujących przyjaciół, ani sama Atena, którą tak heroicznie zasłania piersią przez ponad 100 odcinków... a która wcale nie jest od niego lepsza, gdyż jak na boginię prezentuje się wysoce bezużytecznie (jeśli potężna bogini wymaga ciągłego ratowania z opresji, to wiedz, że coś się dzieje).

Drużyna w zbrojach, jakie można oglądać na początku serii.
Zniszczenia, naprawy i wzrost mocy sprzyja ich ewolucji [x]
Niemniej jednak jestem w stanie z czystym sumieniem polecić to anime. Naprawdę i z pełną powaga. Jeśli poszukujecie czegoś nie wymagającego większego skupienia, jeśli lubicie klasyczne serie "dla chłopców", jeżeli intryguje Was, co może powstać z połączenia Dragon Ball i Sailor Moon - sięgajcie śmiało. Jeśli macie ochotę nadrobić ponadczasowego (absolutnie i bez ironii) klasyka - sięgajcie. Jeśli lubicie widok narysowanych walczących młodych mężczyzn - polecam. Jeśli chcecie się pośmiać - tym bardziej.
Saint Seiya przetrwało dla mnie próbę czasu, co właściwie jest sporym osiągnięciem, gdyż części starych anime, które kiedyś uwielbiałam, sztuka ta się nie udała. Niestety wciąż nie wiem, co takiego przyciągało (i przyciąga) mnie przed ekran i zachęca do oglądania przygód rycerzy. Być może ten niewykorzystany potencjał. Możliwe, że ładnie wyglądający bohaterowie. Może podobne do magicznych ataki, może niebanalnie wyglądające zbroje, może mnogość nawiązań go mitologii.
Prawdopodobnie nigdy nie znajdę odpowiedzi na to pytanie. Zainteresowanym jednak polecam. Seria jest lekka, ogląda się ją szybko. Nieszczęśliwym trafem jednak wersja, która trafiła swego czasu do polskiej telewizji, była (momentami nieudolnie) ocenzurowana, a także (co gorsza) zawierała francuski dubbing. Na dubbingu właśnie nagrany został polski lektor. W efekcie zdarza się, iż bohaterowie wygłaszają "mądrości" w rodzaju coelhizmów, a dzięki androginicznej urodzie niektórych postaci zdarza się, iż rycerz zmienia płeć z odcinka na odcinek (czasem nawet kilka razy w odcinku, ba, w jednym zdaniu). Tak to jest, gdy bierzemy się za tłumaczenie bez zapoznania z całością materiału.

W ogólnym podsumowaniu przyznałabym tej starej serii ocenę 6/10.
Nie jest tragiczna, aczkolwiek przypuszczam, iż twórcy chcieli osiągnąć zgoła inny efekt.

Zamiast filmiku z openingiem - gif idealnie
 podsumowujący mój stosunek do tej serii [x]



*Aczkolwiek ostatnie lata udowodniły, że jak się chce, to można. Wątek ten rozwinę przy okazji wywodu na temat nowych serii z uniwersum Saint Seiya, które niedawno powstały.

9 komentarzy:

  1. Świetna recenzja, chyba też oddaje moje uczucia. Ale z pana lektora idzie się pośmiać, zwłaszcza przy przekręcaniu imion i mądrościach typu "złota zbroja z brązu". Ale widać, że nawet Francuzi mają dystans do tego swojego dubbingu, co było widać w parodii, którą Ci pokazywałam. A postacie mają megapotencjał i idealne podłoże dla fandomu, chociażby z racji dziur, luk, nierozwinięcia charakterów. I żałuję, że nie nie rozwinięto Złotych Rycerzy, którzy moim zdaniem byli najbardziej interesujący. Zresztą, sama wiesz, kogo shippuję i jak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mądrościach Hyogi, nie zapominaj o mądrościach Hyogi! :D
      Mają, niestety autor to spierniczył. Ja bym też chciała wiedzieć coś więcej o Srebrnych Rycerzach - poza tym, że są bandą idiotów, a co ładniejsi faceci nie mają się czym pochwalić.
      Szkoda Złotych, szkoda Wielkiego Mistrza, którego wątek jest tak zamotany, że ja już nie wiem, kiedy zamordowano Shiona. Ale tego pewnie i Kurumada-sensei nie wie 8D

      Usuń
    2. Hyoga to miał stare ruskie przysłowia ;)
      A Srebrnym by się przydał character development, to fakt. Chciałabym chociaż znać podstawową rzecz, ilu ich jest i na jakiej zasadzie jest przyznawana Srebrna Zbroja.
      A idź, ten wątek był tak pomieszany, że w pewnym momencie uj wiedział, kto był tym Wielkim Miszczem, czy Saga, czy Ares, nie mówiąc o tym, kiedy to tego Shiona zabito.

      Usuń
    3. Szkoda, że nie pierogi *badum-tss*
      Srebrnym przydałby się jakikolwiek charakter. Z Lost Canvas wynikło mi, że tę zbroję się dostaje po treningu, chyba jak brązową. Ale nie powiedziano, czy trening się nie różni (tam postać dostała srebrną zbroję w wieku 17 lat, a srajdek Pegaz swoją w wieku 15).
      Może Shion nie istniał O: ?

      Usuń
    4. Lol xDD
      Ale właśnie za Lost Canvas będę się zabierać. Bo też to ciekawy przypadek jest, że jest to oparte na konkurencyjnej mandze, a to się rzadko zdarza.
      Nie istniał? O: Spisek!

      Usuń
  2. Moim zdaniem manga/ gi są o wiele gorsze. Nie dokończone i ogólnie zagmatwane, samemu trzeba się domyślać o co w nich chodzi. Jeśli chodzi o anime, to są w nim słabe i dobre odcinki, momenty. Mnie w nim ciekawił jedynie wpleciony ( tu i ówdzie) wątek a'la miłosno -depresyjno - śmieszny , między rycerzem pegaza a ateną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Manga klasyczna z tego co wiem, jest skończona. Ale sequel "się pisze" i końca nie widać. Do tego kreska - przynajmniej mnie - potwornie razi.
      Ten wątek a'la miłosny jest całkiem niezły, choć Kurumada podobnież go nie chciał. Ale ekipa tworząca anime chyba uznała, że tego nie słyszy. I moim zdaniem dobrze, po pod względem wątków uczuciowych oryginalna manga leży.

      Przepraszam za późną odpowiedź, ostatnio zaniedbałam bloga ^^;

      Usuń
  3. Hello. Can you tell me in what year Saint Seiya was aired for the first time in Poland?

    OdpowiedzUsuń