sobota, 31 sierpnia 2013

O mediach kamieniujących

Kilka dni temu, konkretnie 25 sierpnia, miała miejsce gala MTV Video Music Awards. Wydarzenie za nami, nagrody za najlepsze klipy wideo rozdane, a sieć wciąż huczy po pamiętnym występie Miley Cyrus.
Komentarze ze strony negatywnie nastawionej części odbiorców są momentami naprawdę ostre; epitety padające pod adresem Cyrus zaliczają się wręcz do zjawiska slut shaming (czyli najprościej rzecz ujmując krytyki zachowania kobiety poprzez porównanie jej do taniej prostytutki). Kontrowersje wzbudził prowokacyjnie wyciągnięty język Miley, jej taniec, tzw. twerk (potrząsanie pupą w górę i w dół przy rytmicznej muzyce), skąpy (i skąpszy) strój oraz duet z Robinem Thicke w drugiej części występu: wspólne wykonanie "Blurred Lines" - piosenki, która w oszczędnych, hip-hopowych słowach opowiada o molestowaniu  kobiety poznanej (lub po prostu zauważonej) w klubie.

To właśnie ów duet powinien służyć krytykom występu za punkt odniesienie. Niestety, gromy posypały się w zdecydowanej większości na głowę Miley. Wygląda jak ulicznica, rusza się jak striptizerka, i tak dalej, i tak dalej. Wypadałoby jednak zadać pytanie: czy w dobie seksualnych prowokacji ze strony celebrytek, śmiesznie skąpych strojów, tańców niejednokrotnie przypominających ruchy kopulacyjne, oraz występującej w sukience z mięsa bądź bikini z muszelek Lady Gagi argumenty te są uzasadnione? Czy słusznym jest stwierdzenie, iż ostra krytyka nowego wizerunku Miley ma źródło w męskiej niechęci do silnych, wyzwolonych i świadomych swej seksualności kobiet? Jeśli tak, to czy podobne reakcje nie powinny towarzyszyć każdemu jednemu występowi Rihanny, Katy Perry, Britney Spears czy wspomnianej Lady Gaga? Przecież te wokalistki od dawna mocno prowokują publiczność.



Reakcja publiczności na występ Miley wyraża więcej niż tysiąc słów.
W tym miejscu należałoby się zastanowić, w czym tak naprawdę tkwi problem. Skoro jako odbiorcy jesteśmy przyzwyczajeni do "szokujących występów" kobiet, do nietypowych gadżetów (wymieniona wyżej sukienka z mięsa), nieprzyzwoitych tekstów i wszechobecnej golizny, skąd takie oburzenie występem Miley?
Jeśli pominiemy na moment młody wiek piosenkarki, okaże się, że szczegółem, w którym tkwi nasz diabeł, będzie fakt, iż mówimy właśnie o Miley. O Miley Cyrus, byłej gwiazdce Disney Channel, w latach 2006 - 2011 odtwórczyni roli Hannah Montany, słodkiej, różowo-brokatowej nastoletniej piosenkarki pop.

Przez 5 lat życie Cyrus nieodłącznie związane było z Hannah Montaną - do tego stopnia, że aktorka zaczęła być utożsamiana z postacią, tak jak kiedyś Melissa Joan Hart utożsamiana była z postacią nastoletniej czarownicy Sabriny, którą grała w latach 1996 - 2003. Miley została Hanną w wieku bodajże 14 lat. Pożegnanie z rolą nastąpiło w wieku lat 19, jednak samo odcięcie się od postaci okazało się o wiele trudniejsze. Można wręcz powiedzieć, że Cyrus była naznaczona Hanną, wzorem dla młodszych nastolatek i dziewczynek. Stąd właśnie pewne zniesmaczenie jej próbami zmiany wizerunku: odbiorcy najwyraźniej powodu nie chcieli przyjąć do wiadomości, że Miley Cyrus nie jest Hannah Montana. A sama zainteresowana nie chciała przez całe życie nosić łatki aktorki Disney Channel.

Początkowo próby odcinania się od uroczego i grzecznego wizerunku Montany były niedużego kalibru. Dopiero niedawno Cyrus postanowiła definitywnie oddzielić się od postaci, którą grała. Zaczęło się od ścięcia włosów na bardzo krótko i przefarbowania, zaś występ na gali VMA miał ostatecznie uśmiercić Hanah Montana. Co jednak z tego wyszło, można przeczytać w internetowych komentarzach.

Gdy będąc w wieku lat 16 swoją karierę rozpoczynała Britney Spears, świat wielokrotnie raczony był zapewnieniami o jej dziewictwie. Obecnie Spears ma 32 lata, a "dziewiczy" image już dawno temu poszedł w niepamięć, oczywiście przy akompaniamencie powszechnego oburzenia - chociaż w gruncie rzeczy każdy spodziewał się, iż jej zapewnienia o zachowaniu czystości do ślubu prędzej czy później okażą się kłamstwem.
Identyczna zasada zadziałała w przypadku Miley. Zastanówmy się przez chwilę: czy naprawdę powinniśmy oczekiwać, że dziewczyna mając niecałe 21 lat wciąż będzie przykładną i ugrzecznioną, śpiewającą o przyjaźni Hannah Montaną? Przecież w dzisiejszych czasach powszechne jest to, że nastolatki od pewnego wieku (mniej więcej od 18 lat, czyli wieku granicznego) starają się wyglądać poważnie i dorośle. I tylko wyglądać, bo z zachowaniem, jak wiadomo, różnie bywa. Patrząc na Cyrus, można jednak pomyśleć, że razem z blond peruką Montany zdjęła też resztę ciuchów, tak jej się spieszyło do zmiany. Zamiast pracować na image'm tak, by wprowadzać zmiany stopniowo, Miley postanowiła zmienić się całkowicie w jak najkrótszym czasie - i to właśnie było szokujące dla tych, którzy wciąż postrzegają ją przez pryzmat bohaterki z Disney Channel. Britney robiono podobne wyrzuty - każda zmiana wizerunku na doroślejszy i bardziej wyzywający okraszana była komentarzami, wspominającymi, jak to nasza piosenkarka będąc dzieckiem należała do Klubu Myszki Miki. Z kolei podobnych wyrzutów uniknęła Rihanna, której udało się stopniowo zmienić image z grzecznego i nastoletniego na dorosły, kobiecy i prowokujący.

Obserwując sytuacje takie jak ta, człowiek zaczyna zastanawiać się, czego właściwie oczekują media. Chyba najlepiej by było, gdyby młode piosenkarki były jakąś magiczną hybrydą kobiet wyzwolonych i niewinnych dziewczynek, jednocześnie rozebranych i zakrytych. Bo jak inaczej wytłumaczyć zjawisko naśmiewania się z zadeklarowanej czystości, przy jednoczesnym wytykaniu palcami "nieodpowiedniego zachowania"? Niestety, nie dożyliśmy jeszcze czasów muzyków-cyborgów, zachowujących się w sposób doskonały, i stanowiących idealny i nieskazitelny przykład dla młodzieży. Jesteśmy jeszcze skazani na oglądanie i słuchanie wykonawców, którym, o zgrozo, zdarza się popełnić błąd, lub też zejść na manowce i się zwyczajnie pogubić. Czasów, w których odbiorca czuje się urażony skąpym strojem piosenkarki, a przy tym kompletnie nie zwraca uwagi na to, iż towarzyszący jej wykonawca śpiewa o dotykaniu kobiet wbrew ich woli (bo przecież wie, że one tego chcą).

Mnie samą występ Miley Cyrus na gali VMA 2013 nie uraził, nie zbulwersował ani też niespecjalnie zszokował. Moje wrażenia da się opisać popularnym memem internetowym: co ja paczę? Uważam, że był po prostu śmieszny; bardzo głupio śmieszny. Miley przesadziła. Chciała zbyt szybko dorosnąć i zwyczajnie się zbłaźniła. I śmiem podejrzewać, że nie jest to jej ostatni taki błąd. Popełnia je jak każdy - w końcu jest tylko człowiekiem. Niemniej jednak nie należy jej potępiać za strój i prowokacyjne miny. Nie ona pierwsza i nie ostatnia.

Na koniec dodam, że świadomie nie rozpisywałam się na temat "Blurred Lines" i ich autora. To już inna para kaloszy i temat na dłuższą dyskusję o feminizmie. Poza tym większość z tego, co o tej piosence powiedzieć można, zostało już zawarte w genialnej parodii w poniższym filmiku:




7 komentarzy:

  1. Chałwa ci za dodanie tego video! Może więcej ludzi je zobaczy i trochę się zastanowi nad oryginałem.

    Co do artykułu, to wydaje mi się, że sam się broni bo trafiłaś nim w sedno. Nie mam nic do dodania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję. Ale najsmutniejsze jest to, że ta piosenka była hitem lata, w dodatku również u nas (tj. cały czas leciała w mainstreamowych radiach, a to coś oznacza).
      Dziękuję!

      Usuń
  2. Zacznę od końca, czyli od "Blurred Lines": mi się osobiście też podoba ta feministyczna parodia, pokazują, jak śmieszny i głupi jest ten teledysk (a przy okazji dziewczyny mają fajne głosy): http://www.youtube.com/watch?v=tKfwCjgiodg I u nas to był hit lata, podejrzewam, że głównie z powodu chwytliwej melodii, nie oszukujmy się, ile osób zna na tyle angielski, żeby wiedzieć, o co chodzi? :/ Ale ok.
    Co do Miley, to ja też się śmiałam, a jeszcze bardziej rozwaliły mnie reakcje, tak jak Rihanny, którą dałaś w tym poście. Miałam takie "Co to kurwa jest? Co ja pacze?" i potem "Co to dziecko z siebie zrobiło?" Przykre, że ona właśnie potwierdza stereotyp dziecięcej gwiazdy, która się potem stacza (na wszelkich pudelkach znalazłam doniesienia, że rzekomo jest uzależniona od narkotyków). Nie ma w tym nic złego, że chciała się odciąć od grzecznego wizerunku Hanny Montany, w końcu ma ona już chyba 21 lat, o ile się nie mylę, jest więc dorosła. Byłoby śmieszne, gdyby kontynuowała właśnie dalej ten wizerunek, ale! Ona próbuje dorosnąć na siłę, przeradzając się w kobietę wulgarną, która "chce szokować", gdzieś czytałam, że ona koniecznie chce być drugą Madonną i szokować przede wszystkim seksem. Ale niestety, ta granica została dla mnie jakby przekroczona (nie, wystający jęzor nie jest sexy).
    Piszesz o tym, że dlaczego ludzi to szokuje, skoro mamy taką Lady Gagę, itd. Mam tezę, że być może to już nie chodzi tyle o Miley samą w sobie, ale o przekroczenie masy krytycznej - mamy tego za dużo, więc kiedyś trzeba było powiedzieć "dość". Akurat się to zdarzyło z nią. Dziewczę sobie nic z tego nie robi, więc...
    Ale powiem Ci, że nie każda gwiazdka tak ma. Wystarczy spojrzeć na Selenę Gomez. Ona jest chyba w wieku Miley i jakoś tak stopniowo, łagodnie przeszła do tej dorosłości. Widziałam jej nowy teledysk i pod kątem wizualnym mi się podoba: jest dorosły, ale nie wulgarny. A Miley... Wystarczy spojrzeć, ile jest parodii jej teledysku do "We can't stop".
    PS. Wiesz, że Miley oskarżają przez ten występ także o rasizm? Choć IMO to już trochę naciągane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam już ten klip.
      Link do tego wpisu, który dodałam na tumblr, dostał ciekawy komentarz. Osoba porównała Miley do dwunastolatki, która się przebrała i zaczęła zachowywać tak, jak jej zdaniem zachowuje się seksowna kobieta. Jak dla mnie trafne. Do tego jej próby prowokowania są nie do końca kontrolowane. Taka Madonna dobrze wie, jaki efekt chce osiągnąć, podobnie Lady Gaga. A Miley wyszło coś innego. Jedyny "plus" (?) to to, że ludzie o niej mówią.
      Selena też została przyłapana z bongiem ;)

      Usuń
    2. Bo i coś w tym jest, że ona jest jak takie duże dziecko, które nie wie, jak ma się zachować w dorosłym świecie. Zresztą, jej tłumaczenia na ten występ też na to wskazują: http://www.pudelek.pl/artykul/58489/miley_mam_problemy_jestem_popierona/
      Właśnie, one o tym doskonale wiedzą, co chcą osiągnąć, zresztą, mają pewnie tabun ludzi od wizerunku. Ale z tego, co wiem, to Miley po prostu na taki wizerunek się uparła i już.
      Została przyłapana? A czy przypadkiem to nie było do jakiegoś filmu? Chociaż ona była z Bieberem, to kto ją tam wie...

      Usuń
  3. O piosence usłyszałam kilka dni temu, gdy mama przyszła mówiąc że hit lata jest podejrzany o bycie plagiatem. Google... i mój boże, chęć rozpalenia dla pewnego palanta stosu. A później może i dla ludzkości.
    Notka się rzeczywiście świetnie broni, tak jak mówiła Duod. I pokazuje gigantyczną hiprokyzję świata. Luna Approves

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to miałaś szczęście przeżyć wakacje bez niej. Ja słyszałam ją kilka razy dziennie (ya know, ktoś włączy radio, większość chce go słuchać, a co w nim leci, to już kto inny ustala). Teledysku nie oglądałam i oglądać nie chcę.
      Szczerze mówiąc, ludzkość w większości pewnie nawet nie wie, o czym jest ta piosenka. Nie-anglojęzyczni nie rozumieją, a anglojęzyczni nie musieli się na tym skupiać; grunt, że dobrze się do niej bujać, prawda? Ale najzabawniejsze, że klip wyświetlany był w muzycznych stacjach, które mają "omg" i cenzurują każde pojedyncze słowo "fuck".
      Dzięki!

      Usuń