Od pewnego czasu w szeroko pojętej kulturze coraz wyraźniej daje się zaobserwować zjawisko polegające na krytycznym podejściu do każdego, najmniejszego nawet przejawu krytyki ze strony przeciętnego odbiorcy. Co więcej owa "krytyka krytyki" wraz z upływem czasu staje się coraz bardziej agresywna, nierzadko zmieniając zwykłą dyskusję w ostrą kłótnię między fanami; utarczkę, sprowadzającą się do słów: "jeśli ci się nie podoba, po co to oglądasz/czytasz/słuchasz?".
Owe zjawisko staje się nieprzyjemne do obserwowania szczególnie w popularnych fandomach dzieł popkultury: filmów, seriali, książek czy komiksów. Zagorzali fani z dumą udowadniają, że to, co uwielbiają, potrafią bronić do upadłego. Z kolei osoby, którym dany, powiedzmy, film nie przypadł do gustu, w pozostają na przegranej pozycji... chyba że posiadają w zanadrzu mocne argumenty. Stąd już prosta droga do flame war, nierzadko okraszonej shitstorm, prawie zawsze kończącej się butthurtem.
Owe zjawisko staje się nieprzyjemne do obserwowania szczególnie w popularnych fandomach dzieł popkultury: filmów, seriali, książek czy komiksów. Zagorzali fani z dumą udowadniają, że to, co uwielbiają, potrafią bronić do upadłego. Z kolei osoby, którym dany, powiedzmy, film nie przypadł do gustu, w pozostają na przegranej pozycji... chyba że posiadają w zanadrzu mocne argumenty. Stąd już prosta droga do flame war, nierzadko okraszonej shitstorm, prawie zawsze kończącej się butthurtem.
Im dłużej przyglądam się tego typu sytuacjom, tym mocniej zastanawiam się, skąd nagle w ludziach tyle agresji. W dodatku nie w byle jakich, pierwszych z brzegu ludziach - biorące udział w tych wymianach poglądów osoby są zwykle obeznane w popkulturze i oczytane (w każdym razie tak twierdzą). Najprościej byłoby zrzucić winę na ubóstwianą przez użytkowników internetową anonimowość. Rzecz jednak w tym, iż w dobie facebooka, na którym ma miejsce wiele z fandomowych dyskusji (fanpage fimlów/seriali/książek/itp., grupy, powiązanie niektórych portali z facebookiem) nie ma już mowy o anonimowości. Podobnie sprawy się mają z forami dyskusyjnymi poświęconymi konkretnym tytułom: udzielający się na nich użytkownicy przeważnie znają się między sobą (dużo daje tu przywiązanie do używanego nicku). W tej chwili w fandomach nie ma miejsca na absolutną anonimowość.
![]() |
Gdy przeglądam tego rodzaju ostre dyskusje, coraz częściej odnoszę wrażenie, że seriale, filmy, komiksy, animacje czy muzyka urastają w oczach fanów do rangi świętości, których należy bronić niemalże za cenę życia (a na pewno honoru). Reakcje pojedynczych osób na jakikolwiek przejaw krytyki pod adresem tego, co ubóstwiają, przypominają czasem wściekłość ortodoksów religijnych. Może tylko moje czysto subiektywne wrażenie, trudno stwierdzić. Niemniej jednak co poniektórzy fani przejawiają naprawdę silny rodzaj oddania. W ich przypadku przejaw nawet najlżejszej krytyki pod adresem danego serialu/czegokolwiek innego skutkuje zdecydowanym kontratakiem. Nie mam tu na myśli zwykłego hejtu, głupiego opluwania i narzekania jedynie dlatego, że "bo tak". Nie, myślę o racjonalnej krytyce, popartej logicznymi argumentami i przykładami, krytyce napisanej na poziomie, w sposób kulturalny, nie atakującej nikogo ani niczego. Niestety, nawet taka wypowiedź może nie doczekać się równie racjonalnej odpowiedzi, zwłaszcza w środowisku fanów uwielbiających daną rzecz. Wtedy to krytykujący staje się wyśmienitym obiektem do wyżycia się.
W tym miejscu należałoby wspomnieć o swoistej grupie osób, które posiada chyba każdy fandom: chodzi tu o osoby tak zwane "wpływowe", którym udało się z jakiegoś powodu w owym fandomie zaistnieć, np. dzięki bardzo szczegółowej wiedzy na temat serialu/tego, co zainspirowało serial, dzięki tworzeniu wysokiej jakości prac fanowskich lub dzięki pisaniu wyczerpujących pochlebnych opinii. Takie osoby często posiadają coś na kształt własnego fandomu - grupy użytkowników gotowych popierać ich, niezależnie od okoliczności. Przeciętny fan nie powinien dzielić się swoim zdaniem na temat np. serialu, o którym wypowiedział się fan wpływowy; nie, jeśli jego opinia ma być diametralnie inna. Nie powinien... czy raczej powinien liczyć się z tym, iż jego zdanie nie zostanie uznane za wartościowe. W końcu "prawdziwi fani" demonstrują jedynie zachwyt.
Podejrzewam, że nie ma obecnie zbyt wielu osób w Internecie, które chociaż raz nie zetknęłyby się z opisanymi tu zjawiskami, zarówno jako postronny widz jak i jako osoba atakowana - bo szczerze mówiąc wątpię, bo ten, kto atakuje, potrafił dostrzec powagę tego problemu. Przecież jest "prawdziwym fanem", nie krytykuje, zachwyca się, więc o co chodzi? Ano właśnie o to, że my, osoby należące do fandomów, zaczynamy sami sobie szkodzić. Powoli doprowadzamy do sytuacji, w której przeciętny użytkownik ma ograniczoną wolność wypowiedzi, i to nie z powodu marnej jakości sposobu wypowiadania się, a ze względów merytorycznych, bo ośmiela się powiedzieć, że coś mu się nie podoba. Po co więc ogląda? Po co czyta? Hm?
Może dlatego, że miał nadzieję, że mu się spodoba? Może jest fanem serialu, a nie spodobał mu się ten jeden konkretny odcinek? Może nie lubi tej jednej postaci z dziesięciu, które występują w filmie, bo uważa, że jest źle napisana? Może nie przepada za grą danego aktora, chociaż podobał mu się scenariusz jako taki? Może czytał trzy inne książki tego autora, a akurat ta czwarta wydaje mu się słaba? Może zwyczajnie chciał się cieszyć tym, co ogląda lub czyta, ale z pewnych powodów nie było mu to dane? Może tak, może nie. Jednak łatwiej na kogoś naskoczyć niż rozważyć przyczyny.
Coraz wyraźniej da się zauważyć, iż bardzo duża grupa fanów traktuje swoje ulubione seriale/książki/komiksy/cokolwiek innego zbyt poważnie - i to jest najprawdopodobniejsza przyczyna owych spięć na tle krytycznych opinii. Zapominają, że fandom powinien być zabawą, a fora dyskusyjne miejscem do dzielenia się wrażeniami i rozmów z innymi fanami. Wrażenie mogą być różne, tak samo jak różni są ludzie i ich gusta; a o gustach, jak wiadomo, się nie dyskutuje. To, że komuś coś się nie podoba nie oznacza, że jest złym fanem. W większości przypadku taka osoba nie jest raczej bezkrytycznym fanem: nie przyjmuje z radością wszystkiego - absolutnie wszystkiego - co podaje mu autor, a rozważa i porównuje, bo wie, że autor był w stanie przedstawić daną rzecz lepiej. W końcu jest cenionym autorem, prawda?
Poza tym przyznajmy: gdyby wszyscy zachwycali się tym samym, świat byłby nudny a nasza popkultura boleśnie jednolita. Niestety, zbyt wielu uważa, że dana rzecz może być jedynie czarna lub biała, bez odcieni szarości. Film może być "tylko dobry" lub "tylko zły", serial "genialny" lub "denny", bez poprawki na gusta poszczególnych ludzi. Jeśli podejście to nie zostanie zmienione, wkrótce nie będzie można mówić o żadnej "wolności słowa" w sieci.

W zasadzie poruszyłaś tezy, które mam w swojej pracy magisterskiej i zrobiłaś to w sposób dobry (czy mogę to traktować jako uzupełnienie do wywiadu?), ale niestety, taka jest prawda, niektórzy może nieświadomie traktują fandom jako pewien rodzaj religii, jakiegoś ważnego aspektu życia, nawet jeśli celem tak naprawdę jest tylko rozrywka. Można to wiązać ogólnie z kulturą, gdzie przenosimy swoje przeżycia. Jak kiedyś człowiek bardzo przeżywał religię, jeszcze z około 60 lat temu, tak teraz przeżywamy jakiś serial, film czy muzykę. Ale szczerze, mnie niepokoi a jednocześnie irytuje zjawisko poszukiwania na siłę sensu i głębi w czymś, co z założenia jest jedynie rozrywką.
OdpowiedzUsuńAle powiem też o odwrotnym zjawisku, bo i takie istnieje - że czasami jest tak, że dany fandom jest nieufnie nastawiony, zwłaszcza do ekranizacji danego dzieła. I jeśli komuś się to dzieło podoba, to zaraz jest noobem/gimbusem (tak, zostałam nazwana gimbusem, bo powiedziałam, że "Hobbit" jako film mi się podobał i oczywiście padło założenie, że pewnie nie czytałam książki, ach ci jasnowidze...)/fanboyem/trollem. No i z tym ostatnim to coś w tym jest, bo trolle są i z jednej i z drugiej strony.
Ale poruszyłaś też ważny aspekt fandomu w fandomie, czyli jak to ja określiłam - klik w fandomie. Są to właśnie sytuacje, gdzie ktoś się staje "guru" czy "wyrocznią" danego fandomu i każdy, kto powie inaczej, to zaraz jest atakowany. Ale z kolei to mogę powiedzieć, że jest to zjawisko normalne w niemalże każdej grupie. Fandom nie jest wyjątkiem i naiwnym jest myślenie, że jaki to fandom jest fajny, otwarty i cool, wszyscy się kochają i jest wesoło. I... Mogłabym coś jeszcze dodać na ten temat, ale to już raczej na priv.
Jak chcesz, to to tak traktuj, nie mam nic przeciwko.
UsuńI w sumie nie wiem, co odpisać, bo jedynie powtórzyłaś to, co napisałam w notce...
Mam nadzieję, że nie wypadło to zbyt agresywnie, bo przyznam, że trochę mnie nosiło - zwłaszcza jak przypomniałam sobie te wszystkie "ale wy narzekacie", które padły po ostatnim odcinku Doctor Who, oraz wiadomą dyskusję :/
O trollach nie chciałam pisać, bo to materiał na osobną notkę. Tak samo jak sceptyczne nastawienie ludzi (pomiń Hobbita, w DW jest to samo, szczególnie ze strony zagorzałych hejterów Moffata).
Nie, moim zdaniem nie wypadło agresywnie... A nawet jeśli, to nie jest nic złego. Bo może ktoś się ocknie i coś przemyśli na ten temat.
UsuńTrollowanie to temat rzeka w zasadzie. I jest też różnica pomiędzy sceptycznym nastawieniem (bo można mieć porządne argumenty i wtedy zazwyczaj dyskusja się kończy na tym, że ok, tobie się podobało, mi nie, czy tam na odwrót, ale jest kultura), a hejtowaniem bez argumentów, dla nie wiem, sławy, trollingu, czy cokolwiek innego.