piątek, 3 maja 2013

...kontra bohaterka

Współczesne produkcje filmowe i telewizyjne dbają, by występujące w nich postacie kobiece odpowiadały popularyzowanym zasadom feminizmu. Zasadom, które w gruncie rzeczy stanowią radosną wolną interpretację twórców, którzy najlepiej zapamiętali to, że współczesna kobieta powinna być "silna i niezależna". Ponieważ mówimy tu o postaci kobiecej, poza siłą i niezależnością musi się ona odznaczać wszelkimi przymiotami typowymi dla kobiety (wrażliwość, subtelność, seksapil i tak dalej); stąd krótka droga do mało chwalebnego tytułu "Mary-Sue".
Jednak poza krótkim opisem tego, jaka postać kobieca powinna być, musi ona współcześnie spełniać podstawowe i najważniejsze kryterium: ona powinna być. Nie można stworzyć filmu lub serialu bez kobiecej postaci na jednym z pierwszych planów, bo narazimy się na zarzuty o dyskryminacji i seksizmie. Mimo to postacie kobiece zbierają zawsze znacznie więcej krytyki niż postacie męskie. A krytyka ta ma swoje źródło zarówno po stronie producentów jak i odbiorców.

To, że twórcy potrafią przesadzić, zalicza się już do wiedzy powszechnej. Każdy autor chce za wszelką cenę być oryginalny, a autor popularny pragnie dodatkowo przypodobać się widowni i dostarczyć im wrażeń, jakich ci - jego zdaniem - oczekują. Obecnie autorzy wiedzą, jakich postaci oczekują ich odbiorcy. Wiedzą, lecz ich interpretacja nie zawsze jest trafna (acz interpretacji możliwych jest tyle, ilu mamy ludzi). Jaka powinna być postać męska, wszyscy wiemy, ponieważ doskonale wiadomo, jaki powinien być typowy mężczyzna. Silny, zdecydowany, niezłomny, gotowy bronić tego, za co jest odpowiedzialny. Męski, a męskość oznacza siłę. Ten obraz mężczyzny jest od lat niezmienny i porządnie zakorzeniony w naszej kulturze. Jaka jednak powinna być postać kobieca? Zapewne niezależna (przecież o to walczą feministki), a niezależność to siła. Tak, kobieta powinna być silna. Kobieta. Silna. I stąd powstaje prosty wzór na kobiecą postać:

[kobieta * silna] + postać

Oczywiście "siła" może być interpretowana na różne sposoby, istnieje przecież wiele rodzajów siły. Ponieważ jednak mamy feminizm i jest jasny (jak sądzimy) przekaz, który mówi, że kobieta powinna być równa mężczyźnie i silna, wniosek nasuwa się sam: kobieta powinna być silna jak mężczyzna. Silna fizycznie. Wymiatająca po męsku. Nie straszna jej broń i technologia. A jednocześnie musi być piękna, powabna i seksowna, bo nie wypada, by kobieta nie była kobieca. Dodatkowo jej siła powinna przewidywać również miejsce dla mężczyzny, który w odpowiedniej chwili uratuje ją z opresji. Nie powinna być po babsku wylewna, no chyba że płacze za tym mężczyzną, który ją uratował. Postać jest doskonała, twórcy są zachwyceni. Tymczasem w odbiorcach może wzrastać niechęć, bo postać kobieca ma w sobie zbyt wiele sprzecznych cech. Kobieta niezłomna i silna - ale zawsze kobieta, czego nie omieszkali niejednokrotnie podkreślić autorzy. Nie "postać", a właśnie "kobieta".


Przytoczony powyżej luźny przykład nie znajduje pokrycia w stu procentach tworzonych obecnie postaci kobiecych. Być może dlatego, że zasady feminizmu stają się coraz bardziej jasne, bądź też sami twórcy zaczęli lepiej rozumieć swoich odbiorców. Poznają, czym jest siła postaci kobiecej, której widz oczekuje. Ale jednocześnie gdy zagłębimy się w popularne fandomy, zauważymy niegasnącą niechęć do postaci kobiecych. Niechęć, która wynika z powodów podanych w przykładzie (niby silna a słaba, niepotrzebnie seksowna, oczywiście musi być ratowana). Nierzadko można też spotkać zarzuty, że żeńska bohaterka jest w danej produkcji kompletnie niepotrzebna, i  że została zwyczajnie wepchnięta na siłę. Po co ona? Są przecież mężczyźni.

Nasuwa mi się konkretny przykład: drugi film z serii "Hobbit", do którego reżyser, Peter Jackson, postanowił wprowadzić prawie oryginalną postać kobiecą, elfkę Tauriel. Prawie oryginalną, ponieważ posiada ona swój książkowy pierwowzór: nieznanego z imienia kapitana leśnej straży, który zalewa się w trupa z ochmistrzem, dzięki czemu Bilbo może ukraść pożyczyć klucze do cel krasnoludów. Tauriel od tygodni jest ofiarą ostrej krytyki ze strony antyfanów (nie tylko purystów tolkienowskich) i równie intensywnej obrony ze strony zwolenników. Jest postacią wciskaną na siłę, niepotrzebną, przekombinowaną Mary-Sue, która na pewno zniszczy film. Puentą tego przykładu jest to, że postać ta jest dopiero zapowiedziana. Można było ją póki co obejrzeć jedynie w specjalnym filmiku zza kulis drugiego filmu, składającego się z krótkich scenek na zielonym ekranie i dłuższych komentarzy reżysera i aktorów. Fani zobaczyli, jak postać konkretnie wygląda, po trosze jak się porusza i mówi. I tyle, ni mniej ni więcej, na resztę należy czekać. Ale nienawiść nie osłabła. Pozostaje pytanie: dlaczego? Przez sam fakt, że jest kobietą? Przez to, że kapitan w powieści nie był kobietą? Czy też przez to, że zostało wspomniane, że jeden z krasnoludów będzie miał bliższy kontakt z pewnym elfem?

Tauriel nie jest ani pierwszą ani jedyną postacią kobiecą, która wzbudza kontrowersje. Przykłady można mnożyć. Niestety, postacie żeńskie nie mają obecnie lekko. Najczęściej zarzucana im jest bezużyteczność, a za jedyny powód ich istnienia podaje się wymuszony romans z głównym bohaterem, bo przecież kobieta nie może istnieć bez swojego mężczyzny. Pada również wspomniane wcześniej określenie "Mary-Sue"; kobieta jest zbyt idealna. Nie ma wad, a te, które miała mieć, okazują się ostatecznie zaletami. Do tego zbyt seksowne, wyzywające ubranie, które sugeruje, że obecność postaci kobiecej ma na celu jedynie pobudzać wyobraźnię młodych chłopców. Poza tym niszczą postacie męskie, oraz (zarzut często spotykany) rozbijają związki męsko-męskie. Związki tworzone przez fanów. W kanonie nieistniejące.

Elfka Tauriel, czyli powód jednej
z głośniejszych kłótni w fandomie "Hobbita" [x]
Owo niszczenie związków homoseksualnych, w kreowaniu których lubują się niektóre fanki, jest najczęściej jedynym powodem nienawiści do kobiet. Jest to swoista fetyszyzacja związków męsko-męskich, prowadząca do naginania przez fanów istniejącego scenariusza pod kątem ulubionej pary dwóch mężczyzn. Ponieważ w świecie par męskich nie ma miejsca dla kobiet, fani mają niepowtarzalną okazję wypunktowywać wady (istniejące lub nie), które niszczą "nieskazitelny" obraz postaci żeńskich. Tu warto wspomnieć, że jednym z dwóch głównych powodów niechęci do Tauriel jest domniemany romans z krasnoludem Kilim, który to prowadzić ma do rozpadu nieistniejącego oficjalnie kazirodczego związku homoseksualnego Kiliego i jego brata. (Drugim powodem jest brak postaci Tauriel w kanonie, co  kolei prowadzi do konkluzji, iż jedynym powodem jej istnienia jest stworzenie możliwości do rozwoju wątku miłosnego. Rzecz jednak w tym, że w powieści nie wystąpiły też inne postacie, które pojawiły się w filmie: Radagast, Galadriela, Lindir czy Saruman).
Oczywiście niechęć do postaci kobiecych nie ogranicza się jedynie do fanek yaoi/slashu. Męska część odbiorców również narzeka. W ich przypadku powodami antypatii do postaci będzie przede wszystkim ich wygląd, a także wątek romansu (zwłaszcza rozbudowany).

Pozostaje pytanie, czemu postacie kobiece są tak krytykowane? Niezależnie od ilości zalet i wad, od wyglądu i powstałego dla nich scenariusza, na kobiety w filmach, książkach i komiksach spadają gromy. Gdyby próbować znaleźć źródło owych kontrowersji, najpewniej okazałoby się, że wina leży po obu stronach barykady: u twórców i u odbiorców.
Jak zostało powiedziane na początku, twórcy mają tendencję do przeinaczania tego, co głoszą przedstawiciele ruchów feministycznych. Do tego dochodzi kompletny brak zrozumienia kobiecej psychiki, oraz skłonność do skupiania się na jednej bądź kilku wybranych cechach charakteru (tj. nietworzenie postaci  pełnej i rozbudowanej osobowości). Zarzuty te dotyczą autorów obu płci. Należałoby jeszcze wymienić metodę tworzenia bohaterek pod konkretną widownię. W przypadku bohaterek gier komputerowych będzie to widownia męska, zaś krytyka postaci pochodzi od kobiet-graczy, według których żeńskie bohaterki gier są nadmiernie seksowne (ich stroje są niepraktyczne i odsłaniają prawie całe ciała).
W tym miejscu wypadałoby się skupić na samych odbiorcach - bo o ile twórcy mogą nie wiedzieć, czego oczekuje widownia (ani też kto wchodzi w jej skład), o tyle odbiorcy powinni być świadomi, czego chcą. Problem jednak w tym, że najpewniej świadomości tej nie mają, bo chyba każda znacząca postać kobieca spotyka się z ich krytyką. Każdej czegoś brak, niemal żadna nie spełnia wymagań - a te są przecież ogromne. Niestety, obserwacje (ogólne fandomów) pokazują, że wymogów co do kobiet jest naprawdę wiele, a co więcej są one bardzo sztywne. Postać żeńska nie może być nieskazitelna, musi popełniać błędy. Jednocześnie jako odbiorcy rzadko jesteśmy skłonni owe błędy jej wybaczyć. Z drugiej zaś strony ten sam błąd wybaczylibyśmy postaci męskiej. Jako fani mamy tendencję do usprawiedliwiania czynów bohaterów męskich, nawet tych negatywnych. Zastanawiające jest, z czego to wynika. Czyżby pozostałość po idealizacji żeńskich postaci w literaturze? To, plus stereotypowe myślenie, którego niestety nie da się tak łatwo wykorzenić, a które przekonuje nas, że kobieta nie powinna być zabawna, a także że nie wypada jej nie płakać. Siła fizyczna nieodłącznie kojarzy się z mężczyznami, a zatem jest niekobieca; podobnie rzecz się ma z brakiem wrażliwości.
Jeżeli chodzi o damską część odbiorców, bardzo istotnym powodem antypatii będzie zwykła ludzka zazdrość: zazdrość o urodę postaci/aktorki i o postać męska, którą dana bohaterka na przykład uwodzi (sporo rolę gra tu wspomniana wcześniej fetyszyzacja homoseksualizmu).

Odgórna niechęć do postaci kobiecych, oraz przekonanie, że taka postać i tak będzie źle napisana, skutkuje znielubieniem postaci, które, jak Tauriel, zostały dopiero zapowiedziane. Postaci, których nie lubimy, bo są kobietami (co słusznie zauważyli fani na tumblr, według których nie byłoby problemu nienawiści, a Tauriel byłaby uwielbiana, gdyby była mężczyzną). Pozostaje pytanie, czy istnieje możliwość zmiany sposobu myślenia fandomów i przekonanie fanów do postaci kobiecych we współczesnych dziełach kultury? I jeżeli tak, to jak powinno się to zrobić?

Ciekawe, co by się stało, gdyby tak Tauriel był wąsaczem a Kili była kobietą? [x]
Myślę, że przede wszystkim należy wyzbyć się przekonania, że postać kobieca to istota z innego świata, magiczna i niezrozumiała, którą należy koniecznie dostosować do oczekiwań danej grupy odbiorców. Postać kobieca to przede wszystkim postać, która przy okazji zalicza się do płci pięknej. Zatem zaprezentowane na początku równanie powinno przyjąć formę:

[postać * silna] + kobieta

Idąc tym tropem, nasza niechęć powinna pochodzić nie z faktu, iż mamy tu do czynienia z bohaterką płci żeńskiej, ale stąd, że dana postać jest po prostu źle napisana. Bo samej niechęci do postaci - jakiejkolwiek - zabraniać nikomu nie można.

Myślę, że godne polecenia jest tu podejście George'a Martina (autor słynnej serii "Pieśn Lodu i Ognia"), który zapytany w wywiadzie o to, jak tworzy tak dobre postacie kobiece, odparł:

“You know I've always considered women to be people.” [x]


6 komentarzy:

  1. Żałuję, że tu nie ma przycisku "like" albo "reblog". Bo z miłą chęcią jakoś bym się podzieliła. Co do samej treści - nic dodać, nic ująć. Tak jak wspomniałam, mocne słowa momentami, ale prawdziwe. Od pewnego czasu jednak zwraca się uwagę na problem, jakim jest fetyszyzacja homoseksualizmu. Bo niestety, nierzadko to nie ma nic wspólnego z prawdziwym wspieraniem mniejszości seksualnych, rzeczywistym przedstawieniem problemu, tylko właśnie to jest na zasadzie "Dwie postacie ładnie wyglądają, muszą być razem". Strasznie to głębokie, gdy nie zwraca się uwagi na inne rzeczy i tak jak właśnie shippuje się Kiliego i Filiego. I nieważne, że są braćmi, ale ładnie razem wyglądają, to mają się seksić. I nie przyjmuję argumentu pt. "To tylko książka/film". A dlaczego? Bo zaczyna się właśnie od tego, a potem przestaje się być często wrażliwym na prawdziwy problem. Założę się, że większość z tych fanek, które tak lubią incest, poczytały sobie o tym szerzej, natychmiast by przestały. Bo to jest swego rodzaju hipokryzja, że walczy się w necie z gwałtami, pedofilią, molestowaniem, a inne rzeczy stają się fetyszem. Smutne to.
    A co do wizerunku kobiety - jest właśnie tak, jak mówisz. Rzadko kto potrafi też dobrze uchwycić kobietę. Szczególnie moim zdaniem problem ma z tym Moffat, który nie widzi kobiety w innej roli jak matka/obiekt seksualny. I w tym powinno się coś zmienić. I Martin ma właśnie słuszne podejście. Niby proste, a jednak nie takie oczywiste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że zwrócono uwagę na fetyszyzację homoseksualizmu, bo co za dużo to niezdrowo. Dobrze jest lubić paringi m/m, ale w momencie gdy nienawidzimy postaci żeńskiej, bo rozbija parę, niestety mamy problem. Ze sobą. Innym przykładem jest Mary, z którą ożenić ma się Watson. W serialu BBC jej jeszcze nie ma, będzie w trzeciej serii, ale ogłoszono aktorkę - i bazując na tym, co widziałam na tumblr, ludzie - wait for it - hejtują aktorkę. O postaci nie wspominam, bo to oczywiste. Najlepsze, że nie jest istotne to, że John i tak ostatecznie nie będzie z Mary. To ten sam schemat co z Tauriel i Kilim :/
      Masz rację z tym, że przestaje się być wrażliwym. Ja słyszałam historie, że fanki yaoi potrafiły pytać prawdziwych gejów kto jest seme a kto uke. Albo zdjęcia z jakiejś pro-homo demonstracji (chyba dotyczącej prawa do małżeństw), na której fanki stały z plakatami parignu John/Sherlock (było na tumblr, pewnie widziałaś).
      O Moffacie to można esej napisać, ale poczekajmy na to, co wyjdzie z Clarą.

      Usuń
  2. Ale ciekawi mnie jedna rzecz - że wtedy wreszcie się obudzono i zaczęto w końcu krzyczeć, że prawa mniejszości seksualnych i walka o nie nie mają nic wspólnego z twoim pairingiem. A jakoś nie mogą się ogarnąć fani incestów wszelkiej maści. Naprawdę chciałabym poznać ich argumenty.
    A co do aktorki grającej Mary - dodatkowy hejt jest na to, że jest to partnerka życiowa Freemana. Nie rozumiem tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i dobrze, że się oburzono. Lepiej późno niż wcale :/
      No jak to nie? Freeman ma przecież wyjść za Cumberbatcha ;] Nie, poważnie - fani chyba do tego stopnia ich shippują.

      Usuń
  3. Hm, przepraszam, że się tutaj będę lansować ze swoim, ale pisałam ostatnio na niemal identyczny temat. I linkuję tam bardzo ważny moim zdaniem tekst, który mówi właśnie o tym, dlaczego kobiety nienawidzą kobiet w fandomach.
    http://kaczazupa.wordpress.com/2013/06/10/bo-ja-nie-jestem-jak-inne/

    Fajnie, że coraz więcej osób zauważa problem. Moim zdaniem jest w ogóle duży problem z postaciami kobiet słabych, np. z Bellą Swan. Feministki ją hejtują, bo jest słaba, a fanki Edwarda, bo niewystarczająco dobrze traktuje Edwarda, a poza tym jej zazdroszczą Edwarda. Tymczasem moim zdaniem Bella jest symbolem pewnej strony kobiecości i uważam to za sukces feminizmu, że w ogóle taka postać miała szansę stać się hitem na całym świecie. Twilight to pierwszy film w historii, który miał w 80% żeńską widownię. Ale po co dostrzegać pozytywy, skoro można hejtować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... jeśli chodzi o Bellę, to moim zdaniem cały hejt pochodzi nie tylko z tego, jak ta postać została wykreowana, co z ogólnej niechęci do serii. Niestety, zarówno Bella jak i grająca ją aktorka oberwały od hejterów za całokształt serii - a seria przecież nie opiera się na Belli.

      Usuń