Popularność portali internetowych przychodzi i odchodzi. Jeszcze kilka lat temu poziom "fajności" w Internecie zależał od posiadania konta na fotka.pl i naszej-klasie (dla Internetu polskiego) oraz myspace (dla Internetu zachodniego). Obecnie fotka.pl jest synonimem internetowego kiczu, n-k oddało pole starszemu i lepszemu bratu - facebookowi - a o myspace chyba mało kto już pamięta. Obecnie aby być fajnym i na czasie, należy (poza wspomnianym facebookiem) posiadać konto na twitterze, który w ostatnich miesiącach z portalu niszowego stał się jednym z głównych źródeł wiadomości najbardziej bieżących, oraz na tumblr, który z portalu dla hipsterów przeobraził się w sanktuarium fandomów. Z naciskiem na "sanktuarium".
O ile na tym etapie internetowego życie niespecjalnie interesuje mnie zjawisko jakim jest twitter, o tyle tumblr stanowi dla mnie swoistą ciekawostkę przyrodniczą, którą z czystym sumieniem mogę porównać do TARDIS, statku, którym porusza się Doktor z serialu Doctor Who: portal wydaje się skromny, ale dopiero gdy się do niego wejdzie, zauważa się jego prawdziwe rozmiary. Tumblr jest ogromny. Do tego posiada zdolność do naginania czasoprzestrzeni do własnych potrzeb. Najlepiej oddadzą to słowa, które przeczytałam po tym, jak uznałam, że warto by założyć na tym portalu konto: nie rób tego, bo stracisz resztki życia.
Rady nie posłuchałam, konto założyłam, i chociaż życia nie straciłam to zrozumiałam sens tego ostrzeżenia. Bo stracić poczucie czasu na tumblr jest niezwykle łatwo. Chyba łatwiej niż na jakiejkolwiek innej stronie internetowej.
W tym momencie wypadałoby wyjaśnić, czym tak właściwie jest tumblr. Najprościej będzie odwołać się do niezawodnej Cioci Wikipedii:
"Tumblr – platforma mikroblogowa. Pozwala użytkownikom łatwo tworzyć wpisy w kategoriach: tekst, obrazek, klip wideo, plik dźwiękowy, link, cytat, dialog. Serwis powstał w 2007 roku, a jego założycielem jest David Karp."
Definicja łopatologiczna, krótka, zwięzła i na temat - podobnie jak sam tumblr. Strona blogowa, pozwalająca na założenie najprostszego bloga, dopuszczająca wrzucanie swojego własnego (acz niekoniecznie autorskiego - co wypada podkreślić) materiału bądź rebloggowanie materiału wrzuconego przez kogoś innego. Można obserwować wybrane blogi, a publikowane na nich rzeczy pojawiają się na tablicy, którą posiada każdy członek portalu. Strona nie wymusza publikowania postów w języku angielskim - więcej, autorzy dodają co raz to nowe języki strony (wśród aktualnie dostępnych znajduje się między innymi język polski).
Pytanie, o czym z reguły blogują użytkownicy tumblr., jest zdecydowanie nie na miejscu; przede wszystkim dlatego, że nie da się na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Użytkownicy blogują o wszystkim. Każdy posiadacz tumblr-bloga publikuje ni mniej ni więcej jak to, co w danej chwili go interesuje. W przeciwieństwie jednak do klasycznego bloga, blogi na tumblr. wyróżniają się prostotą, zarówno formy jak i przekazu.
Typowy blog z tumblr. zawiera obrazki. Rzadko trafia się na blog przeznaczony na długie wywody. Długość nie jest pożądaną cechą mikroblogów, a ściany tekstów często podsumowywane są skrótem "tl;dr" ("too long; didn't read", czyli "za długie; nie czytałem"). Jeżeli na tumblr. pojawia się już długi tekst, w większości przypadków będzie to krytyka. Z kolei wypowiedzi nacechowane pozytywnie będą krótkie i wypełnione gifami (tzw. reaction gifs). Wypowiedzi osobiste (np. notka dotycząca tego, co użytkownik aktualnie czuje) zazwyczaj składają się z kilku napisanych prostym językiem zdań, z uproszczoną gramatyką i bez użycia wielkich liter. Te ostatnie, obok gifów i obrazków dotyczących wszelakich fandomów, są najczęściej spotykanymi postami na tumblr. I nic w tym dziwnego: w końcu blog służy do wyrażania tego, co autor ma na myśli.
Wspomniane gify i obrazki dotyczące fandomów są z jednej strony tym, co przyciąga na portal największe rzesze potencjalnych bloggerów, z drugiej zaś stanowią największy koszmar przeciętnego użytkownika. Niestety, wielką wadą tumblr. jest to, że można na nim obejrzeć cały film w gifach, obrazkach i wypowiedziach, zanim jeszcze człowiek zdąży wybrać się do kina. Dzięki blogom można poznać szczegóły dotyczące seriali, których się nie ogląda, oraz przeżyć dramaty członków fandomów, do których się nie należy.
Póki co, tumblr. wydaje się być zwykłym portalem dla dzieciaków, na którym króluje dobra zabawa i śmieszne obrazki. O ile jednak sam tumblr. uwielbia prostotę, o tyle rzeczywistość panująca na tej stronie do najprostszych nie należy. Niestety, społeczność tumblr. to chyba najbardziej obrażalska i pozornie odizolowana część Internetu - z akcentem na słowo "pozornie".
Jak zostało wcześniej wspomniane, tumblr. z początku był stroną hipsterską: nieznaną, użytkowaną przez niewielką liczbę osób, w pewien sposób zamkniętą. Strona powstała jednak w 2007 roku, czyli pięć lat temu - a pięć lat w Internecie to dużo, dużo więcej niż w świecie poza Internetem. Przez te pięć lat tumblr. przestał być stroną niszową. Obecnie jest portalem mainstreamowym, a 13 października 2012 roku istniało na nim - uwaga - ponad 77 milionów blogów (via Wikipedia). Mimo to lwia część użytkowników w dalszym ciągu traktuje tumblr. jak stronę zamkniętą, niejako jak tajemnicze bractwo, do którego dostęp mają tylko nieliczni, a odejście z portalu równoznaczne jest ze zdradą i pociąga za sobą długotrwałą nienawiść (czy raczej zwykły hejt). W tym miejscu warto przytoczyć historię aktora z Disney Channel: Cole'a Sprouse'a (m.in. "Nie ma to jak hotel"/"The suite life of Zack & Cody"). Aktor, obecnie dwudziestoletni student, prowadził swojego bloga na tumblr. Szybko zyskał akceptację i sympatię innych użytkowników i stał się "swój". Po jakimś czasie opuścił stronę, pozostawiając po sobie sugestię, że jego blog służył mu do projektu, który prowadził w ramach zajęć w szkole. Na efekt nie trzeba było długo czekać: pojawiła się nienawiść, wyzwiska (z popularnym tumblrowym "peasant" na czele) i przerabianie artykułu o braciach Sprouse na Wikipedii. Wśród przepełnionych wściekłością postów przewijała się jedna fraza: on nas zdradził. Zdradził. Nas. Tak, jakby faktycznie opuścił jakieś ukryte bractwo i zamierzał opowiedzieć o nim całemu światu. Ukryte bractwo składające się z ponad 77 milionów blogów.
Poza wielkim zamieszaniem towarzyszącym oficjalnemu opuszczaniu strony (nie zwykłemu zostawieniu konta, a skasowaniu konta), ciemna strona tumblr. ukazuje się za każdym razem, gdy przeciętny użytkownik postanowi nie zgodzić się z jakimś popularnym na portalu przesłaniem. Wtedy objawia się druga negatywna cecha użytkowników: łatwość w obrażaniu się. Przeciętnego użytkownika obrazić może właściwie wszystko, co różni się od jego zdania. I o ile na innych stronach obrażanie się nie jest zjawiskiem nietypowym, tak na tumblr. z jakiegoś powodu szczególnie rzuca się ono w oczy. Co ciekawe, sami użytkownicy są tego świadomi i co więcej sami lubią z tego żartować. (Podobno tumblr. miał mieć swoją reprezentację podczas ostatnich Igrzysk Olimpijskich, ale w ostatniej chwili wszyscy się obrazili).
Czytając ten opis można zapewne pomyśleć: co w takim razie trzyma ludzi na tym portalu? Jest on przecież pełen spoilerów, dziwnych dzieciaków, pseudo-hipsterów i pseudo-intelektualistów, którzy nie umieją wyrazić swoich myśli w wypowiedzi dłuższej niż kilka prostych zdań. Zakładanie bloga przypomina wstąpienie do sekty, której opuszczenie wiążę się z doświadczeniem wirtualnej nienawiści od osób, których nawet nie znasz, a które gotowe są obrazić się za byle co. Skąd w takim razie ponad 77 milionów blogów? Odpowiedź jest chyba równie prosta, jak obsługa tumblr.: ta strona zrzesza wszystkich i pozwala na bycie sobą. Nie jest to facebook, na którym występuje się pod własnym imieniem i nazwiskiem - strona, która służyć ma za swoistą wizytówkę użytkownika. Nie, tumblr. to portal, na którym użytkownicy pod wybranymi pseudonimami publikują to, co naprawdę chodzi im po głowie. Może być to jakieś kompletnie bezużyteczne stwierdzenie. Może być to krótki wiersz. Mogą być to zdjęcia, które użytkownik zrobił podczas wycieczki. Mogą to być kadry z ulubionego serialu, którego nie ogląda nikt ze znajomych użytkownika. Można również założyć tak zwany blog tematyczny, na którym publikowane będą materiały dotyczące jednej konkretnej rzeczy: na przykład blog poświęcony twórczości Tolkiena. Tumblr. pozwala dzielić się tym, co dany użytkownik uwielbia; w dodatku nie muszą być to jego własne publikacje, a posty rebloggowane od innych. To właśnie na tej stronie można dzielić się swoimi dziwactwami, o których nie lubimy mówić, bo zakładamy, że nikt ich nie zrozumie - i to właśnie tu okazuje się, że w swoich dziwactwach nie jesteśmy sami. A wszystko ułatwia ukrycie się pod nickiem.
![]() |
| Należałoby dodać: ludzi, którzy zgadzają się z Tobą dopóty, dopóki nie masz innego zdania niż oni. |
Jako prosta w formie i w użyciu platforma do blogowania tumblr. został doceniony również przez artystów. Swojego bloga ma m.in. Neil Gaiman (który twierdzi, że ten cały "oficjalny" blog nie jest lepszy od wszystkich nieoficjalnych blogów). Na tumblr. można znaleźć również oficjalne blogi seriali (np. oficjalny tumblr. serii Doctor Who). Ponad to wielu rysowników (zarówno popularnych jak i nie) lubi traktować tumblr. jak brudnopis, miejsce na wrzucanie szkiców i niedokończonych prac.
Popularność tumblr. skłania do zastanowienia się nad tym, czym powinien kierować się współczesny twórca portalu internetowego. Jakie cechy są pożądane przez użytkowników? Co jest im niezbędne, a czego im zupełnie nie potrzeba? Spoglądając na tumblr., możemy to po części ustalić.
Przeciętny użytkownik pragnie przede wszystkim prostoty. Niech obsługa portalu będzie prosta, niech nie wymaga zagłębiania się w dziesiątki niezrozumiałych opcji - w końcu mimo zaawansowania technologicznego nie każdy jest programistą. Niech interfejs będzie łopatologiczny, a jednocześnie niech pozwala na dokonywanie drobnych modyfikacji (nie oszukujmy się, każdy lubi urządzać się po swojemu). Prostota, przejrzystość, personalizacja - trzy "P", o których pamiętać powinien współczesny twórca portali. Plus dobry pomysł, bo bez tego żadna strona długo nie pociągnie. Tumblr. ma wszystkie te cechy, dzięki czemu od pięciu lat przyciąga kolejne setki internautów i zatrzymuje przy sobie na długie godziny. Tumblr. to sieciowa TARDIS: jest większy w środku i przenosi w czasie. Pozwala przeciętnemu użytkownikowi być sobą, dzielić się przemyśleniami i swoim hobby. Dostarcza rozrywki i inspiracji. I uświadamia, że niejeden człowiek jest większym dziwakiem od nas samych.

Hm, podoba mi się ten post. W zasadzie to miniartykuł, opisujący krótko ten portal, choć żeby opisać całościowy aspekt, chyba potrzeba elaboratu. Ale podoba mi się, bo ani nie zachwala, ani nie krytykuje tego portalu. Choć jedynie zgodzę się z tym, co podpisałaś pod jedną fotką - jesteś akceptowany, dopóki masz opinie "wspierane" przez lwią część użytkowników portalu. Np. nie możesz napisać, że nie lubisz gejów, bo zaraz będzie lincz. Choć to jest skrajny przypadek. Ostatnio się pożalę, że doświadczam tego właśnie z blogiem "nohetaliacanon" - trochę ludzi go obserwuje, ale spora część też go hejtuje, a to z powodu niepopularnych opinii... Lub nie. Nawet nie opinii. Po prostu faktów. Dość niewygodnych. A robimy po prostu coś w stylu przypisów tłumacza w polskim wydaniu - wyjaśniamy, że coś jest nie tak, że niekoniecznie było tak, jak ludzie myślą. I oczywiście jest hejt, że jak możemy obrażać Himę-papę. Dlatego pomyślałam, że ten fandom jest jak sekta. Ale też jak mem - bo takie memy, błędne informacje krążą, a jak się próbuje to sprostować, to jest agresja. I tak jest w każdym fandomie chyba. Dlatego trochę mi się nie podoba hipokryzja niektórych użytkowników, że akceptuje się niby cudze zdanie, ale dopóki brzmi tak samo, jak swoje własne. Tumblr ma swoją ciemną stronę, oj ma.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że jak ostatnio nad tym myślałam, to z tumblr byłby niezły materiał na doktorat - i to nie z jednej dziedziny, co najlepsze.
UsuńA właśnie! Teraz pomyślałam, że nasza ulubiona FFRO się z tego schematu wyłamuje, bo z jednej strony wypowiada myśli "lwiej części tumblr" (czyli: feminizm, tolerancja dla gejów, dla innych gender i tak dalej), a z drugiej ma przeciwko sobie właśnie lwią część tumblr. Ale to już materiał na inny wywód ;)
Dziękuję za komentarz :3
Bardzo dobry wpis, trafnie podsumowujący tumblr. Zabrakło mi tylko opisu tego aspektu ciemnej strony tumblra wzmiankowanego powyżej, który traktuje o akceptacji użytkownika tak długo, póki nie okaże się, że np. ma konserwatywne poglądy.
OdpowiedzUsuńZaś co do tracenia życia na tumblrze - z tego powodu parę tygodni temu zrezygnowałam na jakiś czas z udzielania się na tej stronie. Zaglądam od czasu do czasu do obserwowanych przeze mnie tagów czy właśnie na nohetaliacanon, ale od siebie nic nie dodaję. Zdecydowałam się poświęcić czemuś bardziej w moim mniemaniu kreatywnemu, co skończyło się tym, że miast na tumblrze marnuję czas na dA ^^;
Po prawdzie, to ciemnej stronie tumblr chciałabym poświęcić osobny wywód - a żeby o niej napisać, potrzebowałam przede wszystkim takiego wstępu o tumblr samym w sobie.
UsuńAno właśnie, nie ma Cię i ilość Sailor Moon na moim dashu spadła do zera^^; Może to dziwne, ale choćby nie wiem ile blogów pojawiało się na dashboard, zawsze widać, gdy kogoś brakuje - zwłaszcza gdy dana osoba postuje charakterystyczne rzeczy. A czemu się teraz poświęcasz?
Dziękuję za komentarz :)
O, to bardzo dobrze :)
UsuńPoczątkowo nie poświęcałam się niczemu konkretnemu, tylko po prostu nolife'owałam na dA. Potem postanowiłam w końcu zacząć promować swoją twórczość (głównie po to, żeby się przekonać, czy jest wartościowa), więc zaczęłam zapisywać się do różnych grup literackich/poetyckich oraz tłumaczyć moje teksty na angielski. Szczęśliwie jakiś odzew jest :)
To odwrotnie niż ja: odsunęłam się od dA i nolifuję na tumblr. Ale powoli staram się to zmienić _^_
UsuńCieszę się, że udało Ci się zyskać czytelników na dA :)
Przyznam, że jako dziecko FB szukam teraz gdzie można kliknąć "lubię to" i nie wiem, ale zaraz share'uję na wallu (o, już jest i już jakieś pochlebstwo dla Ann na mojej ścianie).
OdpowiedzUsuńNiezwykle mnie cieszy, że notka to nie same "ochy i achy", ale pokazuje "ciemną stronę tumblr", jego spore minusy. Brakowało mi tylko tego, że ludzie z jakiegoś powodu uważają to za najlepszą stronę internetu i zapominają o tym, ile sami szerzą tam hejtu i nietolerancji (choćby, gdy - o zgrozo - ma się inne zdanie).
Cieszę się też, że pokazałaś te pozytywne strony :).
I tak - porównanie tumblr do tajemnej sekty jest mega. Widziałam kiedyś, że tumblr jest jak FightClub - że się o nim nie mówi poza tumblr... I wiesz, że... właśnie... Zdradziłyśmy 77 milionów ludzi?
Uuuu? Pochlebstwo?
UsuńPo tym, co ostatnio widzę na moim dashu, daleka jestem do czystego schlebianie tumblrowi. Takiej nienawiści, jaką można przeczytać na tej stronie, nie doświadczyłam nawet w najgorętszym okresie w fandomie Hetalii na dA. Ale z drugiej strony tumblr to nie sam hejt. Jest na nim mnóstwo świetnych rzeczy i można tam poznać naprawdę fajnych ludzi :) Ta strona jest... ludzka, powiedziałabym. Wyrażane są na niej takie typowe ludzkie emocje. Szczere, bo ci ludzie nie znają się nawzajem - w przeciwieństwie do ludzi z fb.
Teraz to już ponad 80 milionów. Ups?
Jak zwykle świetny artykuł, który przyjemnie się czytało ;).
OdpowiedzUsuńZwłaszcza że o tyle ciekawy, że nie tkwię aż tak w środowisku tumbrl. Owszem, są dwa profile, na które zaglądam i tyle. Dlatego też zdziwiło mnie to całe hejtowanie. Choć w sumie hejt to chleb powszedni internetu, więc co też mówię...
Zgodzę się z Tobą absolutnie pod względem budowy tumbrla. Choć jeszcze się na niego nie zalogowałam (jeszcze >D), to zdecydowanie przyjemniej mi się przegląda stronę, niż na fejsie. Tam to nie dość, że okienka, przyciski, wyskakujące wiadomości itp przeszkadzają w odbiorze, to na dodatek zawieszają komputer. A tu nie zacina się komputer i czerpiesz niejaką przyjemność z czytania - czy też oglądania - wiadomości innych osób.
Nie wiem, jakie jest Twoje doświadczenie z profilami, ale ja zauważyłam jedną ciekawą rzecz - tumbrl. zwykle kojarzył mi się z profilami typu "askxxx". I jak dla mnie, to świetny pomysł. Wczuwając się w postać, można przez moment udawać, że nawiązuje ona kontakt z fanami danej postaci - oczywiście, jeśli nie przesadza z faktami, np. że Felek okazuje się być dwudziestometrowym tentaklem lubującym się w blondwłosych owcach. Poza tym, autorzy zazwyczaj starają się dać coś zabawnego w odpowiedziach, więc często spędza się wieczór z bananem na ustach i kolejnym śmiechem przy następnej odpowiedzi. Mi ten pomysł bardzo się spodobał, a Tobie? :)
Hejt tam jest, oj jest. Co więcej jest go tyle, ile nie widziałam jak dotąd na żadnej innej stronie. Pytanie tylko, czy faktycznie jest go aż tak dużo, czy po prostu nie zagłębiłam się wcześniej do tego stopnia w żadną inną stronę.
UsuńJeszcze się nie zalogowałaś? To poczekaj do maja lepiej, bo tumblr bardzo mocno wciąga ;)
Można go sobie fajnie urozmaicić, jak ktoś ma ochotę. Poza tym dostępne są masy skórek na blogi (przyznam, że mój tumblr wygląda o niebo lepiej niż ten blog _^_).
Ask-blogi są ciekawe a tumblr jest dla nich świetnym miejscem - w przeciwieństwie do dA, na którym denerwowały mnie ask-konta (zwłaszcza gdy wyszukiwałam artów dotyczących konkretnych postaci: 10 odpowiedzi z ask-konta i jeden art). Sama nie śledzę żadnego ask-bloga, ale bardzo podoba mi się blog, na którym koleś cosplayujący Francisa odpowiada na pytania, dodając do tego swoje zdjęcia w przebraniu :D