wtorek, 14 kwietnia 2015

Uroczy Klub Obrońców Ziemi, czyli jak zrobić dobrą parodię

Binan Kokou Chikyuu Bouei-bu Love!
Studio: Diomedéa
Rok: 2015
Odcinków: 12


Piątka głównych bohaterów i Wombat (źródło)
O tym anime dowiedziałam się zupełnie przypadkiem: ot jakoś w grudniu, na moim tumblrowym dashu objawił się zwiastun. Ładna kreska, dynamiczna zmiana sekwencji... i grupa młodzieńców w śmiesznie kusych szortach, wymachujących czymś, co wyglądało na czarodziejskie różdżki, rzucających zaklęcia i krzyczących coś o miłości. Słowem: dziwactwo. Które postanowiłam koniecznie obejrzeć.
Nadszedł sezon zimowy, zaczęło się "dziwne anime o magical boys". Pierwszy odcinek, a w nim łaźnia i dwójka nastolatków zażywających kąpieli i rozmawiających o dodatkach do potraw. Nagle z sufitu, wprost do wody spada... różowy wombat. Gadający różowy Wombat, który bez zbędnych wstępów zaczyna namawiać dwójkę bohaterów do ocalenia świata w imię miłości. Efektów nietrudno się domyślić - ponieważ mamy do czynienia z dość pragmatycznymi osobami, nasi bohaterowie zwiewają gdzie pieprz rośnie. A konkretnie do szkoły. Przecież czekają na nich zajęcia w szkole, oraz zebranie Klubu Obrońców Ziemi, który założyli głównie po to, żeby nic nie robić. Oraz, jak łatwo się domyślić, kolejne spotkanie z Wombatem.

Anime Binan Kokou Chikyuu Bouei-bu Love! zakończyło się, co prawda, kilka tygodni temu, jednak myślę, że warto napisać o nim parę słów. W końcu nie co dzień mam do czynienia z ryzykowną parodią, która koniec końców okazuje się całkiem udanym przedsięwzięciem.

Sądzę, że przeciętnemu fanowi anime nie jest obcy termin "magical girl" (bądź mahou shojou), określający konkretny podgatunek mangi i anime przeznaczony dla dziewcząt (shojou), opowiadający o młodych, zwykle nastoletnich dziewczynach, obdarzonych magicznymi mocami. Najświetniejszy przykład stanowi klasyczna już manga (i anime na jej postawie) Sailor Moon autorstwa Naoko Takeuchi.
Sailor Moon stało się źródłem inspiracji dla kolejnych opowieści z gatunku magical girl. W wielu zauważymy powtarzające się schematy: młoda dziewczyna (bądź kilka dziewcząt) spotyka na swojej drodze dziwne magiczne stworzenie lub zwierzę. Następnie dowiaduje się, że została wybrana do walki w obronie świata i otrzymuje zdolność przemiany w czarodziejkę (wraz z magicznym gadżetem, jak broszka czy długopis, dzięki któremu się transformuje) i moc, której istotę odkrywa stopniowo, w trakcie kolejnych walk. Po pewnym czasie owa moc może ulec zwiększeniu (przykład: kolejne "warianty" Sailor Moon). Ponad to główna bohaterka zazwyczaj okazuje się np. wcieleniem księżniczki dawno upadłego królestwa.

Magical girl był póki co gatunkiem, w którym nie było miejsca na typowe równouprawnienie: drużyny odzianych w mundurki czarodziejek nie przewidywały miejsca dla chłopców (chociaż dziewczętom udało się nawet zasiąść za sterami mechów - innymi słowy, gatunek shounen okazał się dla nich łaskawszy, niż shojou dla chłopców). Jest w tym jednak pewien sens: bo jak wprowadzić do tak specyficznej grupy bohaterek postać męską, która nie byłaby ani typowym księciem na białym koniu (do tego miotającym tytanowymi różami), ani elementem czysto komicznym? Odpowiedź przyniósł dopiero rok 2015 i Boueibu (pozwolę sobie zastosować taki skrót nazwy), czyli pierwsze anime mahou shojou z całkowicie męską obsadą: mahou shonen.
Z perspektywy czasu (co prawda niezbyt długiego, ale zawsze) widzę, że Boueibu mogło, zdecydowanie mogło okazać się pomysłem chybionym. Gdyby twórcy postawili na wyśmianie gatunku magical girl, anime najpewniej okazałoby się klapą; szczególnie że przebranie mężczyzny w sukienkę lub spódnicę na potrzeby czystej komedii, nie jest niczym nowym (powiedziałabym nawet, że zabieg ten powoli staje się nudny). Szczęśliwie w tym przypadku gatunek został potraktowany poważnie, skutkiem czego twórcy dostarczyli widzom całkiem udaną parodię.
Boueibu jest przede wszystkim anime bardzo spójnym. Autorzy świetnie operują czasem, poświęcają każdemu z bohaterów kilka minut, i nie wprowadzają postaci kompletnie przypadkowych. Akcja rozwija się bez pośpiechu... i pozornie bez sensu, ponieważ dokąd cała afera, którą zapoczątkował Wombat prowadzi, dowiadujemy się dopiero w odcinku ostatnim (a w przedostatnim dostajemy dość dużo wskazówek, by przynajmniej częściowo domyślić się rozwiązania).
W Boueibu zachowane zostały wszystkie typowe dla gatunku magical girl elementy. Mamy zatem magicznego zwierzaka - różowego wombata z innej planety, mamy grupkę wybranych chłopców - członków Klubu Obrońców Ziemi. Mamy też historyjkę o konieczności obrony Ziemi przed złem, w którą chłopcy uwierzyć nie chcą, i gadżety do transformacji, którymi zostali przymusowo obdarowani (bransoletki, zwane lovelacets). Są zaklęcia, są natchnione przemowy w tonie wojowniczki o miłość i sprawiedliwość, oraz stroje, typowo męskie, acz idealnie wpasowujące się w styl kostiumu czarodziejki. Oczywiście mamy również wrogów: Klub Zdobywców Ziemi (znany również jako samorząd uczniowski) pod wodzą zielonego jeża, co odcinek wysyłający potwora, który miałby podbić, na dobry początek, ich szkołę.
Jak na parodię przystało, Boueibu ocieka wręcz absurdalnym humorem: od absolutnie poważnych dyskusji na temat przypraw, po pojawiające się w ogromnych ilościach sugestie ewentualnych par - moim zdaniem podszyty złośliwością ukłon w stronę yaoistek, które na sto procent pojawiłyby się w fandomie, niezależnie od tego, jak twórcy przedstawiliby relacje bohaterów. Domniemane pary przedstawione są zatem w sposób otwarty i komiczny jednocześnie, a całości dopełnia fakt, iż w przedstawionym w anime skrawku uniwersum, nie uświadczymy ani jednej kobiety (są co prawda wspomniane, ale żadna nie pojawia się na ekranie). Przyznam, że poziom dowcipu w Boueibu jest całkiem niezły, z jednym tylko wyjątkiem: powracający co odcinek żart o mizianiu (zwykle na siłę) Wombata w pewnym momencie staje się niesmaczny.
Warto też podkreślić, że poza odpowiednim ujęciem tematu i trafnym doborem humoru, twórcy Boueibu bardzo przyłożyli się do strony wizualnej serii. Kreska jest staranna, kolory wyraźne, acz stonowane (nie rażą podczas oglądania), a sekwencje transformacji i ataków dynamiczne, płynne i ładnie dopracowane. Same transformacje stanowią jawną analogię do tych z klasycznego Sailor Moon (co nie powinno dziwić, wszak tylko klasyków się parodiuje).

Binan Kokou Chikyuu Bouei-bu Love! to, moim zdaniem, jeden z tych tworów, które mogły ponieść spektakularną porażkę. Gdyby jego twórcy nie podeszli poważnie do gatunku - ani do klasyka, jakim bez wątpienia jest Sailor Moon - otrzymalibyśmy zapewne kolejną głupiutką komedię, z uroczymi chłopaczkami zamiast dziewczynek, i humorem opierającym się na krzykach i deformacji postaci. Zamiast tego mamy jednak całkiem dobrą parodię, z jasnymi odwołaniami, znanymi schematami, i dowcipem wypełnionym absurdem. Seria sama w sobie jest dobra, aczkolwiek oglądanie jej wymaga sporej dozy tolerancji. Jeśli uda się przebrnąć przez dziwaczność pierwszych odcinków, Boueibu bez problemu wciągnie na dłużej - wierzcie mi, chęć przekonania się, do czego ta farsa prowadzi, jest silna.
Nie jest to na pewno najlepsze anime świata, ale myślę, że ocena 8/10 będzie w tym przypadku sprawiedliwa.

P.s.: Skoro mowa o magical girls - Sailor Moon Crystal to temat na osobny wywód.
P.s.2: Gwoli wyjaśnienia: różnice w zapisie słowa "wombat" (raz z małej litery, raz z dużej) wynikają z tego, że to słowo funkcjonuje również jako imię postaci.

2 komentarze:

  1. Moim zdaniem właśnie to anime przede wszystkim parodiuje Sailor Moon. I jest racja w tym, co piszesz - to mógł być chybiony pomysł, a po circa 3, 4 odcinku mogłoby się to znudzić, bo ile można bawić się w randomy? Tu jednak tak nie było. I właśnie to mi się podobało, że mimo iż to jest parodia, to nie jest to bezmyślne w stylu "wrzućmy wszystkie elementy naszej popkultury, aby było śmiesznie". Właśnie porządna parodia powinna nawiązywać do tytułu/gatunku, wyśmiewać poszczególne schematy, ale być spójna. I to się tu twórcom udało. A i mi się podobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mam nadzieję, że drugiego sezonu nie będzie, bo wyszedłby, niestety, shit. Tak jak drugi sezon Free!, tak jak kontynuacje UtaPri. Fanservicowe anime powinny być krótkie.

      Usuń