piątek, 7 listopada 2014

Jedwabnik

Jedwabnik
Autor: Robert Galbraith
Wydawca polski: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok: 2014


(źródło)
"Pisarz Owen Quine zaginął. Jego żona zleca sprawę prywatnemu detektywowi Cormoranowi Strike’owi. Kobieta sądzi, że mąż potrzebował kilku dni dla siebie, jak to zdarzało się już wcześniej. Strike ma go odnaleźć i sprowadzić do domu. W trakcie śledztwa okazuje się, że powód zniknięcia Quine’a może być znacznie poważniejszy niż podejrzewa żona. Pisarz właśnie ukończył rękopis będący jadowitym portretem niemal wszystkich jego znajomych. Gdyby książka została opublikowana, zrujnowałaby niejedno życie, więc wielu osobom mogło zależeć na uciszeniu autora. A kiedy ten zostaje odnaleziony – brutalnie zamordowany w dziwacznych okolicznościach – rozpoczyna się wyścig z czasem, by zrozumieć motyw bezwzględnego zabójcy, zabójcy, jakiego Strike do tej pory nie spotkał…".

Kryminalna odsłona J.K. Rowling, Robert Galbraith, powraca z drugą już powieścią o Cormoranie Strike'u i jego asystentce, Robin Ellacott. Poprzednią, "Wołanie kukułki", przeczytałam z przyjemnością, a rozwiązanie zagadki, nad którą pracował Strike, wbiło mnie w fotel. Z niecierpliwością czekałam na zapowiadany ciąg dalszy serii. Ten zaś ukazał się pod koniec września, opatrzony zacytowanym powyżej opisem. Sięgnęłam zatem po książkę z poczuciem, że się nie zawiodę. Kolejne strony udowodniły, że miałam rację.

Rozwiązanie zagadki tajemniczej śmierci supermodelki Luli Landry okazało się najlepszą możliwą reklamą dla Cormorana Strike'a. Prywatny detektyw, który z powodu nagłej utraty lokum (spowodowanej problemami osobistymi) do niedawna zmuszony był sypiać we własnej agencji, może sobie teraz pozwolić na wynajęcie mieszkania. Przez te kilka miesięcy, które upłynęły od zakończenia sprawy Landry, przez agencję Strike'a przewinęła się masa klientów - w większości bogaczy, święcie przekonanych o niewierności swoich drugich połówek. Interes ma się świetnie, Strike powoli spłaca swoje długi, Robin zaś została zatrudniona  w jego agencji jako asystentka.
Względnie spokojną rutynę Strike'a przerywa dopiero Leonora Quine, żona powieściopisarza, która pojawia się w biurze, by prosić o odnalezienie męża. Ów pisarz, Owen Quine, słynie z pewnego rodzaju ekstrawagancji i zamiłowania do dramatyzmu. Zdarzało mu się już znikać na kilka dni, bez uprzedniego informowania żony. Tym razem jednak zniknięcie przeciąga się nietypowo długo - odkąd wyszedł z domu, minęły niemalże dwa tygodnie.
Nie do końca przekonany Strike postanawia przyjrzeć się temu przypadkowi. Sprawa zaginięcia zmienia się jednak w sprawę o morderstwo, a w centrum zainteresowania ląduje "Bombyx Mori", rękopis książki, którą niedługo przed śmiercią zakończył Owen. Książki kontrowersyjnej, godzącej w dobre imię kilku mniej lub bardziej znanych osób.
Tym razem śledztwo prowadzi Strike'a do świata literackiego; świata przepełnionych pychą ludzi, ćwiczących przed lustrem udzielanie wywiadów, autorów przekonanych o swoim geniuszu, i wydawców skrywających własne sekrety.

Jak każda powieść pani Rowling "Jedwabnik" dostarcza niebanalnych, zapadających w pamięć postaci (na czele z ekscentryczną Leonorą Quine, której sposób bycia nie raz przyprawi Strike'a o ból głowy). Opisy miejsc i bohaterów są, jak zawsze, świetnie wyważone: autorka pokazuje dostatecznie dużo, by poruszyć wyobraźnię czytelnika, a jednocześnie na tyle mało, by go nie zanudzić i nie odciągnąć od głównego wątku książki.
Całość czytało się bardzo przyjemnie. Mimo to jednak rozwiązanie sprawy nie zrobiło na mnie wrażenia porównywalnego do tego, które miałam przy okazji "Wołania kukułki". Nie chodzi bynajmniej o zdemaskowanie sprawcy morderstwa - to akurat można uznać za zaskakujące - ale o sam sposób wskazania go i ujęcia. W moim odczuciu fragmenty te były przekombinowane (zupełnie jak, według Strike'a, sama zbrodnia: zbyt skomplikowana, by jej autor nie popełnił błędu). Ponad to mnogość wątków obyczajowych związanych z życiem Robin na dłuższą metę stawała się męcząca. Zwłaszcza, gdy uświadomimy sobie, że większość osobistych problemów asystentki detektywa nie wynikało z ogólnie pojętej złośliwości wszechświata.
Za najmocniejszy punkt powieści uważam tajemnicę "Bombyx Mori". Ciekawie było obserwować Strike'a poszukującego pierwowzorów postaci z kontrowersyjnej książki Quine'a, i odkrywającego powody, dla których zostali tak a nie inaczej przedstawieni.

Uważam "Jedwabnika" za dobrą książkę. Nie nazwałabym jej, co prawda, rewelacyjną - nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak jej poprzedniczka. Jest to powieść dobra, która zapewne mogłaby być lepsza. W moim odczuciu powieści zaszkodziło niezbyt proste rozwiązanie sprawy zabójstwa, a także większa, niż poprzednio, ilość fragmentów obyczajowych, które przerywały śledztwo.
Ponieważ jest to druga część serii, nie polecam jej osobom nieznającym "Wołania kukułki".

Powieść mnie nie zawiodła, jednak nie rzuciła mnie również na kolana.
Moja ocena to 7,5/10.

6 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki (Harrego Pottera też nie znam), ale wiele dobrego słyszałam na temat jej twórczości. Ten tytuł zapowiada się ciekawie. Może sięgnę jeszcze po Wołanie kukułki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Wołanie kukułki" jest, według mnie, bardzo dobre. Całkiem dobrze wypada też "Trafny wybór", powieść obyczajowa, którą napisała pod własnym nazwiskiem.

      Usuń
    2. Lepiej sięgnij najpierw po "Wołanie Kukułki" - w "Jedwabniku" jest trochę nawiązań do poprzedniej części i nie wiem, czy Czytelnik nieznający "Wołania" byłby w stanie zrozumieć wszystko.

      Usuń
  2. Wreszcie skończyłam czytać! Nie komentowałam, bo właśnie chciałam sobie wyrobić opinię po przeczytaniu. No i... Końcówki się kompletnie nie spodziewałam. Uśpiona czujność, jak diabli, aż miałam ochotę trzasnąć książką, bo "że też na to nie wpadłam". Choć też się zgodzę z tym, że momentami za dużo takich obyczajowych szczegółów było o Robin, czy o Charlotte. Mimo wszystko bardzo mi się podobało i czekam na następną powieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja liczę, że następna będzie lepsza, bo w tej czegoś mi ostatecznie zabrakło. Albo to przekombinowana końcówka, albo ciągłe przerywanie śledztwa osobistymi perypetiami Robin (które można by przecież rozwiązać zwykłą rozmową z narzeczonym) albo Cormorana (podejrzewam, że wątek z Charlotte jeszcze wybuchnie - on tak nabrzmiewa jak balon).

      Usuń
    2. Ja też tak właśnie czuję, że Charlotte jeszcze się pojawi w życiu Cormorana. I tak, jakoś te prywatne rozterki bohaterów trochę mi przeszkadzały, bo było ich odrobinę za dużo.

      Usuń