poniedziałek, 12 maja 2014

Po Eurowizji

Mija drugi dzień odkąd zakończył się 59 Konkurs Piosenki Eurowizji. W mediach zawrzało, odbiorcy się zagotowali, Internet ugiął się pod ciężarem komentarzy. A wszystko przez zwycięstwo reprezentującej Austrię Conchity Wurst, która wystąpiła z piękną acz dość poważną jak na eurowizyjne standardy balladą: "Rise like a Phoenix". Skąd zatem emocje? Ano stąd, iż urocza, wyglądem przypominająca zaginioną siostrę Kim Kardashian Conchita ma... brodę. Pełną, idealnie czarną brodę, z której uczyniła swój znak rozpoznawczy. Broda jest jak najbardziej naturalna, a to dlatego, iż Conchita jest nikim innym jak drag queen.

Conchita Wurst [x]
Conchita Wurst naprawdę nazywa się Thomas Neuwirth. Jest to mężczyzna, austriacki wokalista, Conchita zaś stanowi jego sceniczne alter ego, które stworzył w roku 2011. Sam Thomas kobietą się nie czuje, aczkolwiek gdy jest Conchitą należy zwracać się do niego w formie żeńskiej - co wydaje się jak najbardziej zrozumiałe. Jest to bowiem swego rodzaju rola, którą Neuwirth odgrywa na scenie, postać w którą sie wciela na czas występów - czyli po prostu pracy, którą wykonuje. Tak chociażby jak aktorzy w teatrze elżbietańskim (kobiety nie miały wstępu na scenę, żeńskie role odgrywali mężczyźni) lub, z czasów bardziej współczesnych, Lady Gaga czy Marilyn Manson. Lady Gaga to pseudonim i wizerunek stworzony przez Stefani Germanottę na potrzeby kariery; podobnie Brian Warner stworzył kiedyś postać zwaną "Marilyn Manson", w którą do tej pory się wciela. Zarówno Gaga jak i Manson przyciągają uwagę, wywołują kontrowersje i prowokują do dyskusji. Żadne z nich nie spowodowało jednak od dawna tak głośnej afery jak Conchita Wurst samym pojawieniem się na scenie Eurowizji. Można w tym miejscu wysnuć dwa wnioski: albo te kontrowersyjne persony ze świata amerykańskiego show biznesu nie są już w stanie niczym publiczności zaskoczyć, albo w porównaniu z Conchitą wypadają blado, bo jednak mimo szokującego zachowania zarówno postać wykreowana przez Germanottę jak i postać Warnera posiadają widoczną płeć swoich twórców. Neuwirth zaś ośmielił się przyczepić sobie sztuczny biust i pomalować paznokcie - i tu jest chyba pies pogrzebany.


Po wygranej Austrii w polskim Internecie zawrzało. Wystarczyło wejść na którąkolwiek ze stron umożliwiających komentowanie obrazków bądź artykułów, by dowiedzieć się, że świat się kończy, "baba z brodą" wygrywa, "oświecony Zachód" wybiera dewiantów a nasze piękne, zdrowe i naturalne dziewczyny przegrały z odmieńcem, bo broda jest lepsza od słowiańskich biustów. Oczywiście wszystko to okraszone słynnym już "dżenderem", którym chyba niedługo matki zaczną straszyć swoje dzieci, kiedy te nie będą chciały jeść. Mamy bowiem takie dziwne czasy, w których postęp technologiczny niekoniecznie idzie w parze z postępem ideologicznym.
Wierka Serdiuczka, czyli
Andrij Mychajłowycz Danyłko [x]

Drag queen - mężczyzna upodabniający się strojem do kobiety - nie jest zjawiskiem nowym. Istnieją w mediach właściwie od czasów, gdy wynaleziono telewizję. Co więcej, są również kobiety, które podobnie jak drag queens, czyli do celów estradowych, upodabniają się do mężczyzn (drag kings). Kostiumy są zwykle przesadzone, drag queens ubierają się i malują w taki sposób, by nadmiernie podkreślić kobiecość postaci, które odgrywają. Samo słowo drag w języku angielskim oznacza (między innymi) "strój osoby płci przeciwnej".
Bardzo istotne jest rozróżnienie, którego brak w dyskusjach na polskich forach mocno kuje w oczy: drag queen to nie transwestyta. Drag queen przebiera się za kobietę głównie w celach rozrywkowych, w chęci artystycznego wyrażenia siebie, co więcej bardzo często jest to traktowane jako zawód. Transwestytyzm zaś łączy się z potrzebami seksualnymi. Jeszcze innym zjawiskiem jest transseksualizm, czyli najogólniej mówiąc sytuacja, gdy mężczyzna urodził się w kobiecym ciele lub kobieta w męskim. Na marginesie: Konkurs Piosenki Eurowizji miał już transseksualną uczestniczkę. Była to Dana International, reprezentantka Izraela, która wygrała Eurowizję w 1998 roku. Dana, czyli Szaron Kohen, urodziła się jako Jaron Kohen, mężczyzna. W 1993 roku poddała się operacji zmiany płci.
Conchita Wurst nie jest także pierwszą drag queen w Konkursie. W 2007 roku Ukrainę reprezentowała właśnie drag queen: karykaturalna, trochę starsza i bardzo błyszcząca Wierka Seriuczka. Zajęła wtedy drugie miejsce, wyprzedzona przez reprezentantkę Serbii. Skąd zatem takie zgorszenie występem Conchity? Przypuszczalnie najtrafniej ujął to Jak Radomski w swoim wpisie "Siedemdziesiąt lat za Europą". Cytując:

(...) wszystko miesza się nam ze wszystkim. Transwestytyzm z transseksualizmem, transseksualizm z homoseksualizmem, homoseksualizm z dewiacją, dewiacja z chorobą. A w tle wyskakuje jeszcze ideologia gender. Nikomu nie chce się nawet zajrzeć do encyklopedii i zastanowić, czego tak właściwie nie toleruje.

Innymi słowy niemal nikt z krytykujących na polskich portalach nie sprawdził nawet, kogo i za co krytykuje. Wszystko skupił się na wyraźnym zaroście Conchity (uparcie określanej mianem "baby z brodą", w dodatku niemieckiej) i udowadnianiu, że to jest właśnie efekt działania tego przerażającego "dżendera". Tylko czekać, aż noszenie bród przez kobiety (i biustów przez mężczyzn) zostanie uregulowane prawnie. Nieliczne wyjaśnienia, próby udowodnienia, że Thomas nie jest transwestytą a drag queen, a Conchita Wurst to nic innego jak wizerunek sceniczny utonęły w zarzutach niszczenia tradycyjnego modelu społeczeństwa. Oraz oczywiście heroicznych próbach bronienia reprezentującego Polskę duetu Cleo i Donatana, oraz występu z ubijaniem masła i praniem na tarze w tle. Występu bardzo eurowizyjnego, dość kiczowatego i również kontrowersyjnego - warto przypomnieć, że jeszcze kilka dni temu zarówno piosenka jak i występ oskarżane były o seksizm i oczernianie kraju przez samych Polaków. Tych samych, którzy teraz gotowi są polec w obronie słowiańskich biustów. Tych, którzy kilka dni wcześniej krzyczeli, że "My, Słowianie" przedstawia Polki jako kobiety bardzo lekkich obyczajów, a dekolty modelek są o wiele za duże.

Owe zacofanie, o którym napisał pan Radomski, staje się coraz bardziej przerażające. Mamy tu do czyniania z irracjonalnym strachem nie tylko przed charakterystycznymi artystami (nie tylko przez Conchitą Wurst) ale też z  bronieniem się rękami i nogami przed jakimś wyimaginowanym potworem zwanym "dżenderem" (bo z gender ma on już niewiele wspólnego), wrzucaniem homoseksualizmu i pedofilii do jednego worka oraz myleniem przebierania się dla sztuki lub żartu z transwestytyzmem. Cytując raz jeszcze ze wspomnianego wpisu "Siedemdziesiąt lat za Europą":

Nikogo nawet nie próbujemy gonić, część społeczeństwa jest dumna ze swojego zacofania.

Nie trzeba daleko szukać, by potwierdzić tę tezę. Wystarczy wejść na pierwszy z brzegu portal z zabawnymi obrazkami. Dowód wyda się tym straszniejszy, gdy uświadomimy sobie, jaka jest średnia wieku osób komentujących owe obrazki (oraz przez ostatnie kilka dni występy eurowizyjne, w tym Conchity Wurst i Cleo): są to przede wszystkim ludzie młodzi,  nastolatkowie zszokowani i zbulwersowani zjawiskami, które powinny burzyć głównie pokolenie ich dziadków. Niestety, póki co nic nie zapowiada zmiany na lepsze.
Dana International [x]

Mimo wszystko trzeba przyznać, iż Conchita Wurst odniosła spory sukces. Nie dość, że zaprezentowała się przed międzynarodową publicznością i wygrała, to jeszcze sprowokowała kilka istotnych dyskusji dotyczących sztuki i tolerancji oraz równości. Możliwe, że zapoczątkuje nowy trend wśród drag queens: nie jest przecież przerysowana, wręcz przeciwnie - gdyby nie broda, wyglądałaby jak zwyczajna kobieta (jedyne przerysowanie da się dostrzec w jej zachowaniu: Conchita ma manieryzm rasowej diwy).

Niestety, jak zauważyła Zwierz Popkulturalny, mamy tu również do czynienia z czymś, co Zwierz bardzo trafnie określiła mianem "czynnika Lordi": gdy pada hasło "Conchita Wurst", zaczyna się rozmowa przede wszystkim o jej wyglądzie, a konkretnie o brodzie. Nikt jednak nie pamięta, co właściwie Conchita zaśpiewała. A szkoda.

Na zakończenie warto podkreślić, iż Polski wykonawca, duet Donatana i Cleo, zapewnił Polsce czternaste miejsce w Konkursie - trzeci najwyższy wynik, jaki Polska zdobyła podczas dwudziestu lat uczestnictwa. Jest to niewątpliwie coś, z czego komentujący konkurs Polacy powinni być dumni: przełamanie złej passy i wpasowanie się (w końcu!) w klimat Eurowizji. Niestety, znowu jesteśmy poszkodowani, w końcu naturalnie piękne dziewczyny przegrały z "brodatą kobietą". Zastanawiające jest tylko, czy "przegraną z kimś" można nazwać sytuację, gdy od tego kogoś dzieli nas trzynaście miejsc...

6 komentarzy:

  1. I dobry wpis. Miałam coś pisać też o tym, ale chyba wyraziłaś wszystko, co ja chciałam ująć, dlatego po prostu to udostępniłam ;) I bawi mnie jeszcze jedna rzecz, jak teraz gazety i portale się rozwodzą na tym, że "hurr durr, jakby nie jury, zajęlibyśmy 5 miejsce". I też zero konsekwencji, bo była już "duma" z tego, że Polacy nie głosowali na Conchitę (duma oczywiście w komentarzach) i nie dali Austrii punktów, co nie jest prawdą, bo Conchitę z kolei pogrążyło nasze jury, dając jej 19 (chyba) miejsce. W głosowaniu widzów miała zaś czwarte. Ja dalej jestem zdania, że gdyby Conchita nie miała dobrego głosu, to kontrowersyjny wygląd by wiele nie pomógł.
    I również mnie to przeraża, że zaściankiem staje się młodzież, która powinna być raczej tolerancyjna. Niektóre komentarze mnie autentycznie przerażają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jury to temat na osobny wywód. Jak dla mnie taki podział głosów (50-50) jest bardzo nietrafiony i szkodzi imprezie - jeśli rozważamy Eurowizję w takiej formie, jaką ma obecnie. Jury można, niestety, przekupić. No i sama mówiłaś, że nie znamy zasad, według których oni głosują (czy się naradzają czy nie).
      Pewnie by nie pomógł, bo takimi oryginałami bez polotu mało kto się przejmuje. Pamiętam, że Islandia wystawiła kiedyś taką uroczą, różowo-cukrową panienkę, która chyba miała ambicje zostać Bjork. Wygląd i oprawa bardzo rzucały się w oczy. Ale jej głos... masakra. Piszczała jak mysz. Z tego co pamiętam, poległa gdzieś nisko.

      Usuń
    2. Co do jury, to znamy chociaż nazwiska naszego składu (jest na stronie Eurowizji): Paweł Sztompke, Dorota Szpetkowska, Krzysztof Kasowski, Magdalena Tul i Mieczysław Szcześniak, czyli (jak sprawdzałam) dwóch dziennikarzy muzycznych i trzech artystów, z czego dwójka poniosła porażkę na Eurowizji. Soł... Dalej nie mam pojęcia, jakie są kryteria doboru, jak oni głosują, czy są niezależni od siebie, itd.
      Ano, coś było takiego. Ale też tak samo w tamtym roku Finlandia chciała "zaszokować" pocałunkiem dwóch dziewczyn na scenie i... Nic. Bo piosenka słaba i tandetna była.

      Usuń
  2. Cóż, przyznam szczerze, że jej piosenka należała do czołówki moich faworytów - początkowo 2 miejsce, za Szwajcarią, a po przesłuchaniu reprezentacji Czarnogóry, spadła na miejsce trzecie. Niemniej przy nim trzymałam się żelaznej zasady: guzik mnie obchodzi, jakiej jest płci, co ze sobą robi, co sobie wsadza... nieważne - najważniejsze jest dla mnie to, jak śpiewa. A zaśpiewał rewelacyjnie. Miał naprawdę fajnie brzmiący głos, piosenkę też (tak, pamiętam ją xD). Gdyby jedyną rzeczą, którą by oferował, to strój kobiety z brodą, wtedy moja ocena byłaby dużo, dużo gorsza - bo jeśli ktoś ma do zaoferowania tylko jakiś element szoku, nie dając nic wartościowego od siebie, to w ogóle taką osobą się nie interesuję. A tu dał świetną piosenkę i już.

    Jednak, jak słusznie zauważyłaś, problemem było to, że głosy poszły na niego... bo broda. Nie piosenka, tylko broda. W pewnym sensie jest to smutne. Po prostu smutne. Bo zamiast zachwycać się (albo i nie) śpiewem, ludzie skupili się na brodzie, czyli na tym elemencie szoku, o którym wspomniałam wcześniej.
    A Lordi świetnym zespołem jest :I.

    Co do punktacji - akurat mamy prawo poczuć się pokrzywdzeni. Piosenki jak nie toleruję, tak dalej nie toleruję, ale nie zmienia to faktu, że analizując punktację poszczególnych krajów, to wychodzi na to, że publiczności... podobał się nasz występ. Tak, był kontrowersyjny (bo cycki~~). Fakt, ubijanie masła nie każdemu przypadło do gustu. Ale gdyby nie zasada 50% jury i 50% publiczność, dostalibyśmy o 100 punktów więcej i wylądowalibyśmy na 5 miejscu. Jednak jury z jakiegoś powodu ciągle wysyłało naszą reprezentacje na szary koniec listy, a że średnia i tak dalej, to w efekcie dostaliśmy mniej punktów, niż powinniśmy dostać. Nie mówiąc już o tym, że i tak ten system głosowania to była wielka farsa, bo jakim cudem, z 5 głosów sędziów (2,9,8,8,9, chyba tak to leciało), co daje ~4,5 miejsce + 3 miejsce od widzów = 1 miejsce = 12 pkt? Jak ktoś powiedział mądrze: "Nie ważne jak głosują, ważne kto podaje punkty".

    I jeszcze tak poruszę kwestię "zacofania się". Nie lubię tego określenia. Ktoś jest zacofany. To znaczy co? Ktoś uważa homoseksualistów za zło, a ludzi z brodą chcą wysłać do piekła? To są skrajne przypadki, wiem. Ale w dzisiejszych czasach nadużywa się hasła "tolerancji". A jak ktoś jest nie tolerancyjny to uuuu... Ma przekichane i nie ma przyszłości dla tej osoby. Bo jest nietolerancyjna, jest zacofana i w ogóle be. A przepraszam bardzo - dlaczego niby mamy wszystko tolerować? Są rzeczy, których nie lubimy, np. warzyw, deszczu, słońca, matematyki... Jeśli ktoś nie czuje się dobrze w towarzystwie kobiet z brodą (na przykład), to znaczy, że jest coś z nim nie tak? Nie. Na dodatek, w porównaniu do jakich krajów jesteśmy zacofani? W porównaniu do zachodu? To są inne kręgi kulturowe i moim zdaniem, jeśli chce się szerzyć tolerancję, to powinni również zgadzać się na tolerancję wobec nietolerancyjnych - bo przecież skoro toleruje się wszystkich, to czemu robić wyjątek dla tych, którzy myślą inaczej?
    (wyżywam się po analizie matematycznej, wybacz xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam wspomnieć, że ta sprawa 1 miejsca i 12 pkt dotyczyła Austrii.

      Usuń
    2. Zacznę od punktacji. Nie podoba mi się ten system z jury - bo tak, jak nasz pogrążyło kilka ocen (choćby te z Wielkiej Brytanii i Irlandii, gdzie jury dało naszej piosence niskie noty), tak my pogrążyliśmy Austrię. Nasi widzowie wysoko ocenili Conchitę, jury - nisko. Ten system dzielenia głosów uważam za bardzo niesprawiedliwy, bo po pierwsze jury można ustawić (bo to pięć osób, w dodatku konkretne pięć), do tego nie wiemy jak oni głosują (naradzają się? Każdy decyduje sam a potem wyciągają średnią?). Nie wspominając, że dany juror może mieć osobiste "ale" do danego wykonawcy lub kraju i zagłosować niżej/przeforsować niską ocenę. A że działa zasada 50-50, punkty drastycznie spadają. Najgorsze jest to, że ten system przyznawania punktów nie jest jednolity, są kraje, w których tego nie ma (podobnież w Rosji jest tylko audiotele).

      Wydaje mi się, że zupełnie nie zrozumiałaś, co chciałam przekazać. "Postępowość", o której myślę, to nie uznanie, że ubieranie chłopców w sukienki jest w porządku, że homoseksualizm musi być wielbiony a kobiety mają zapuszczać brody w imię równości. Z kolei owe "zacofanie" widać chociażby w komentarzach na demotywatorach (swoją drogą to najbardziej demotywująca rzecz na tej stronie). To postawa osób, które krzyczą "ratujcie dzieci przez dżenderem" a jednocześnie nie mają pojęcia, o co chodzi, bo nie sprawdzą, do czego odnosi się "gender". Osób, które sądzą, że najlepszą metodą wychowania dziecka jest lanie go w dupę za przewinienia. To podejście, które każe wystrzelić homoseksualistów w kosmos, bo oni obrażają innych samym swoim istnieniem. To zamykanie się i niechęć do poznania czegoś, co jest inne, bo "inne" oznacza "złe". To również brak wiedzy o tym, czym jest drag queen i mylenie przebrania w kieckę dla występu z seksualnością (według komentarzy ze stron typu "demotywatory" Conchita to transwestyta lub transseksualista, w dodatku Niemiec, nie Austriak, "baba z brodą", nie mężczyzna odgrywający rolę kobiety - i wierz mi, prawie nikt nie sprawdził, o kim tak naprawde pisze).
      Nie mówię, że Ty czy ktokolwiek inny ma kochać homoseksualistów. "Tolerancja" oznacza, że nie rzucasz się z widłami czy bluzgami na daną osobę czy pogląd, ale nie znaczy też, że masz tę osobę kochać, czy podzielać jej poglądy. Ponad to uważam, że jeśli jesteś tolerancyjny, potrafisz rozmawiać - nie naskakiwać na kogoś pod jakimś pretekstem.

      P.s. Nie przepraszaj tylko następnym razem nie pisz pod impulsem złości, bo nic dobrego z tego nie wynika.

      Usuń