czwartek, 3 kwietnia 2014

Jak pies do jeża - kilka słów o "Hydrze" Within Temptation

Within Temptation, Hydra.
Rok: 2014
Wytwórnia płytowa: Nuclear Blast, Dramatico, BMG, Universal Music.

Pod koniec stycznia tego roku swoją premierę miał szósty już studyjny album album Within Temptation. Hydra, bo o tej płycie mowa, w wersji podstawowej zawiera dziesięć nowych utworów, w wersji rozszerzonej zaś dodatkowe osiem... z czego cztery to covery a kolejne cztery to tak zwane evolution tracks*. Osobiście uważam jednak, że ta wersja rozszerzona ma jedną podstawową wadę: cenę, która w porównaniu z albumami, które w wersji podstawowej składają się z dwóch kompletnych dysków, jest śmiesznie zawyżona - a jak widać, nie zawiera praktycznie nic powalającego. Niestety, tym sposobem album zarobił sporego minusa na wstępie.

Okładka Hydry zalicza się do tych, które mówią o
 albumie wszystko i nic. Wiele głów, wiele możliwości.  
Pytanie tylko, czy wykorzystanych? [x]
Przyznać muszę, iż do Hydry podeszłam z dużą dawką ostrożności. Wystarczył rzut oka na okładkę, by wiedzieć, że nie będę mieć do czynienia z typowym albumem Within Temptation: prosta, o jednolitym jasnym tle, na którym króluje wizerunek tytułowej hydry... czy raczej trzech głów stwora wkomponowanych w logo grupy. Dotychczas grafiki na okładkach wykonywane były w zupełnie innym stylu. Większość była romantyczna, opatrzona zdjęciem ucharakteryzowanej Sharon den Adel (Enter, Mother Earth, the Heart of Everything), jedna prezentowała tajemniczą prostotę bez postaci (the Silent Force), a jeszcze jedna uzrbojoną i niezłomną komiksową bohaterkę (the Unforgiving). Okładka Hydry, jej styl, zupełnie nie pasuje do tego zestawu. Jeśli przyjmiemy, że graficzne oprawy albumów Within Temptation odzwierciedlają ich muzyczną zawartość, najnowsze dzieło zespołu tym mocniej nie będzie pasowało do wcześniejszych dokonań grupy. Nie ma tu miejsca na romantyzm, mroczną tajemnicę czy wypełnioną akcją opowieść o zemście. Prostota i drapieżność - to dwa słowa, które moim zdaniem najlepiej oddają charakter tej płyty. Oczywiście o ile chcemy opinii dwusłownej.



Hydra to potwór. Smokopodobne stworzenie o wielu głowach. Gdy odetniemy jedną, w jej miejsce wyrastają kolejne. Taki jest też album Within Temptation: Hydra, potwór który przy pierwszym przesłuchaniu wywołuje mieszane uczucia (a momentami wręcz przeraża). Walka z nim może wydać się żmudna i bezsensowna - w końcu zły album to zły album, koniec kwestii, nic dodać nic ująć. A jednak im dłużej walczymy z Hydrą, tym więcej możemy dostrzec... czy raczej usłyszeć. Prostota - trzy smocze głowy - znika, zastąpiona niewidoczną przy pierwszym przesłuchaniu siłą albumu. Pojawiają się kolejne głowy hydry.
Nasz potwór posiada kilka cech, które, jak już zostało wspomniane, przy pierwszym przesłuchaniu mogą przerazić odbiorcę. Przede wszystkim Hydra wydaje się być boleśnie niejednolita. W moim odczuciu utwory dzielą się na dwie grupy, rozdzielone wolnym Edge of the World. Te z początku (Let Us burn, Dangerous, Paradise, And We run) brzmią jak bardzo nowoczesny, dość ostry rock. Te z drugiej części zaś (Silver Moonlight, Covered by Roses, Dog Days, Tell Me why, Whole World is Watching) zaskakująco przypominają mi... klasyczne Within Temptation. To tajemnicze, momentami zmysłowe, liryczne Within Temptation, które zdobyło niegdyś uznanie nagraniami klasyfikowanymi jako metal symfoniczny z kobiecym wokalem. I chociaż nie śmiałabym porównać nawet połowy Hydry do ich debiutanckiego Enter, mogę z pełną odpowiedzialnością uznać nowy album za pokrewny The Heart of Everything - moim zdaniem plasuje się on idealnie między nim a The Unforgiving, przy czym nagrania do wspomnianego utworu granicznego przypominają mi ten ostatni, a druga połowa właśnie przedostatni.
Brak jednolitości przestaje razić w miarę słuchania. Okazuje się bowiem, że w tym szaleństwie jest jakaś metoda. Poszczególne utwory okazują się bowiem pasować do siebie jak fragmenty układanki. Przechodzą płynnie jeden w drugi, bez zgrzytów czy wrażenia sztuczności; każda piosenka ma swoje miejsce i doskonale się w nie wpasowuje. Ponad to całość rozpisana jest w typowym dla Within Temptation stylu: mocny początek (Let us burn) i spokojne liryczne zakończenie (The Whole World is Watching). Między nimi zaś przegląd najnowszych pomysłów zespołu, dynamicznych piosenek pędzących siłą rozpędu od wstępu do pięknej ballady, która niejako przedziela album na pół. Po niej następuje kolejny rozbieg, kolejne dynamiczne utwory, z których przedostatni (Tell Me why) kończy się w przyjemnie podniosłym stylu, stanowiącym idealny wstęp do ballady-epilogu.

Tym, co wyróżnia Hydrę na tle wcześniejszych albumów grupy jest mnogość duetów. Aż cztery spośród dziesięciu utworów nagrano we współpracy z innymi artystami. Sharon wspoerają zatem: Howard Jones w Dangerous, Tarja Turunen w Paradise (What about Us?), Xzibit w And We run i Dave Pirner w The Whole World is Watching (w polskiej wersji albumu Pirnera zastępuje Piotr Rogucki). Z wymienionych duetów najciekawiej prezentuje się moim zdaniem ten z Xzibitem... aczkolwiek muszę przyznać, iż piosenka ta nie od razu mnie do siebie przekonała. W pierwszym odruchu poczułam rozczarowanie (choć nastawiałam się do niej pozytywnie), ale kolejne przesłuchania udowodniły, że And We run to utwór, któremu zdecydowanie warto dać szansę. Najsłabiej jak dla mnie wypada kolaboracja z Tarją. Powodem jest sama piosenka: niestety Paradise (What about Us?) to prosty kawałek, który praktycznie niczym - poza samym faktem współpracy z Tarją Turunen - się nie wyróżnia. No, prawie niczym: promujący go teledysk jest naprawdę dobry i bez wątpienia wart uwagi.

Gdybym miała wymienić najmocniejszy punkt Hydry postawiłabym na Silver Moonlight. Piosenka jest rewelacyjna, chwytliwa, posiada to charakterystyczne "coś", co kiedyś przekonało mnie do Within Temptation. Ponad to zawiera dawno, oj dawno nie słyszany w ich utworach growling Roberta Westerholta. Najsłabszym ogniwem pozostaje dla mnie wspomniane Paradise. Z kolei najciekawszym elementem będzie And We run (sam fakt nagrania duetu z amerykańskim raperem zasługuje na uwagę) oraz The Whole World is Watching w wersji z Piotrem Roguckim - taki smaczek dla polskich fanów, w dodatku robiący ostatnimi czasu furorę w popularnych stacjach radiowych (nie tylko rockowych!).

Jak już wspomniałam, Hydra to potwór. Jej głowy reprezentują różne oblicza muzyki zespołu, zarówno w sensie ogólnym, jak i na tym konkretnym wydawnictwie. Jest to album, na którego stworzenie może sobie spokojnie pozwolić zespół z dużym doświadczeniem, zapleczem i mocną pozycją; taki jakim jest właśnie Within Temptation. Wydaje mi się jednak, że gdyby Pokusa miała zadebiutować Hydrą, debiut ten przeszedłby bez echa. Różnorodność utworów i pozorny brak spójności mogą być traktowane bowiem i jako zalety i jako wady. Ta płyta nie przedstawia zespołu; raczej pokazuje, do czego jest on zdolny.

Nie polecałabym Hydry komuś, kto dopiero chciałby zapoznać się z twórczością Within Teptation (tj. gdybym miała wskazać, od którego albumu należy się z nią zapoznawać, na pewno nie wymieniłabym Hydry). Moim zdaniem to płyta dla starszego (i wyrozumiałego) fana zespołu. Jako materiał do posłuchania dla przeciętnego odbiorcy sprawdza się bardzo dobrze. Jako wyznacznik muzycznego dorobku Pokusy - źle. Styl przedstawiony na płycie mocno odbiega od klasycznych utworów zespołu. Zdecydowanie nie jest to metal symfoniczny czy też gotycki. Prędzej cięższy rock (symfoniczny, a jakże).

Moja ogólna ocena to 6/10.

Na zakończenie podrzucam najmocniejszy moim zdaniem punkt albumu: Silver Moonlight (w wersji klipu z tekstem, ale zawsze).






*W skrócie: kolejne etapy powstawania danej piosenki, proces zmian w niej zachodzących od wersji demo do ostatecznej - nie są to całe utwory, jedynie fragmenty, na których zaprezentowano ewolucję ścieżki, chociaż trwają niekiedy dłużej niż ostateczne wersje.

5 komentarzy:

  1. Mi tam nie przeszkadzają wersje z lyricsami, zawsze lubię popatrzeć, tak jak filmy czy seriale oglądam z angielskimi napisami, jeśli są dostępne :) Ale generalnie podoba mi się recenzja i brawa - bo ja bym się czegoś takiego nie podjęła. Piosenka faktycznie bardzo fajna, ale jednak ja już znam trochę Within Temptation. Niewykluczone, że przesłucham albumu, choć będę szczera, nawiązując tak do pierwszego akapitu - ceny zniechęcają mnie skutecznie do kupowania muzyki, zwłaszcza, gdy interesuje z całego albumu może jeden kawałek, względnie kilka. I ceny są naprawdę momentami wysokie. Szkoda, że iTunes w Polsce jest... Trudno dostępny, że tak to określę (mi się np. nie chciał zsynchronizować). Bo gdyby takie serwisy były lepiej dostępne, to sądzę, że znalazłaby się kupa chętnych do kupowania piosenek za darmo. Ale to generalnie temat na inne przemyślenia. Generalnie recenzja mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to chyba recenzja z prawdziwego zdarzenia, jeszcze sporo mi brakuje. Ale mam nadzieję, że nabiorę w tym doświadczenia :)
      Ceny są takie, że owszem, opłaca się kupić płytę od czasu do czasu - ale nie co i raz. Mi się ostatnio zebrało kilka premier, a to się rzadko zdarza.
      "Kupowania piosenek za darmo"? o_O Ale pomijając: sądzę, że tak by było, bo bądźmy szczerzy - sporą część kwoty stanowi opakowanie. Swego czasu wydawano płyty w wersji tak zwanej "ecopack": po prostu kartonowa osłonka na CD, bez książeczki. Ceny tego były atrakcyjne - ale niestety już ecopacków nie uświadczymy. Wycofali, ale nie pytaj czemu, bo nie wiem (pieniądze?).
      Dzięki :)

      Usuń
    2. Zacznę od głupiego błędu - bo znowu szybciej myślę, niż piszę, a chodziło mi o pobieranie za darmo lub za niewielką cenę :P
      I myślę, że z czasem nabierzesz wprawy, o to się nie martw ;) To było coś takiego, że płyty były tańsze? Nawet nie wiedziałam, szczerze. Widocznie komuś zależało na słabej promocji, bo nie wiem, czy dużo ludzi o tym słyszało.

      Usuń
  2. kiedy mialam ja recenzowac za mojego przyjaciela to mysalam ze nie dotrwam do konca odsluchu, straszny mastering a i same kawalki procz and we run mnie okrutnie meczyly i nie jestem w stanie rozpoznac zadnego z nich do tej pory a przeciez rozni dziwni znajomi sluchaja, jakos sie z hydra wybitnie nie polubilam, za to z podobnych klimatow niedano wyszla doskonala plyta xandrii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam sporo krytycznych głosów odnośnie tej płyty. Nie jestem pewna czy dobrze myślę, ale ona chyba przypadła do gustu... Amerykanom.
      Oż, kompletnie zapomniałam o Xandrii! Muszę się zapoznać, poprzednia płyta była cudowna.

      Usuń