Shingeki no Kyojin
Studio: Wit Studio
Rok: 2013.
Odcinków: 25 + 2 OVA
Przyznam, że od dość dawna nie zdarzyło mi się obejrzeć nowej serii anime. "Od dość dawna", czyli od około dwóch lat/półtora roku, co w przypadku osoby, która deklarowała się jako entuzjasta anime, daje naprawdę sporo czasu. Ostatnimi dniami jednak udało mi się wrócić do tego gatunku, i to kompletnym przypadkiem*. Przypadek ten pozwolił mi poznać serię Shingeki no Kyojin (ang. Attack on Titan). Seria aktualnie trwająca, do tej pory pojawiło się 15 odcinków, a całość przewidziana jest na 25 + 1 OVA. Podobnie cały czas publikowane są rozdziały mangi (od roku 2009, wyszło ich już 47). Przypadek - i to jeden z lepszych, jakie mi się przytrafiły.
Studio: Wit Studio
Rok: 2013.
Odcinków: 25 + 2 OVA
Przyznam, że od dość dawna nie zdarzyło mi się obejrzeć nowej serii anime. "Od dość dawna", czyli od około dwóch lat/półtora roku, co w przypadku osoby, która deklarowała się jako entuzjasta anime, daje naprawdę sporo czasu. Ostatnimi dniami jednak udało mi się wrócić do tego gatunku, i to kompletnym przypadkiem*. Przypadek ten pozwolił mi poznać serię Shingeki no Kyojin (ang. Attack on Titan). Seria aktualnie trwająca, do tej pory pojawiło się 15 odcinków, a całość przewidziana jest na 25 + 1 OVA. Podobnie cały czas publikowane są rozdziały mangi (od roku 2009, wyszło ich już 47). Przypadek - i to jeden z lepszych, jakie mi się przytrafiły.
![]() |
| Logo serii [x] |
By schronić się przez tytanami ludzkość wybudowała trzy gigantyczne (o wysokości 50 metrów każdy) mury: Maria, Rose i Sina. Dzięki nim mogła przeżyć 100 lat w pokoju, nie troszcząc się o wroga, który podobno nieustannie czatował na zewnątrz.
Tym co w drugiej kolejności urzekło mnie w tym anime były zapewne postacie. Pierwszym powodem, dla którego po nie sięgnęłam, był opening (konkretnie muzyka z openingu, acz obietnica walk, zapowiadana w animacji, była tym bardziej zachęcająca). Jednak to postacie - główne postacie - były tym, co sprawiło, że pozostałam przy SNK i z niecierpliwością wyczekuję ciągu dalszego.
Nie zliczę, ile razy całkiem ciekawe anime (bądź zwykły serial) przestawało mi się podobać z powodu zachowania postaci. Brak logiki i konsekwencji to dwa główne zarzuty, które postawiłabym wielu z nich. Na tym tle SNK bardzo się wyróżnia. Widzowie mogą oglądać całą galerię barwnych postaci, z których żadna nie będzie przypadkowa czy też bezużyteczna, służąca jedynie za uciechę dla oka. Mamy oczywiście kilka archetypów (np. mały, słabowity acz bardzo mądry chłopak, snobistyczna dziewczyna czy szalony naukowiec), warto jednak podkreślić, że nie wszystkie (na obecnym etapie wciąż nie uświadczono np. postaci "damy w niebezpieczeństwie"). Każda postać ma swoje wady i atuty, nie ma jednej, która nie odznaczałaby się choćby drobnymi ludzkimi słabościami. Dodatkowo warto podkreślić logiczność ich zachowania jako takiego: postacie odczuwają wyraźny strach. Właśnie ów strach, momentami wręcz paraliżujący sprawia, że oglądając jesteśmy w stanie niejako utożsamiać się z bohaterami SNK. Kto nie odczułby przerażenia na widok 3-4 metrowego giganta, który zmierza go pożreć?
Jednocześnie, co należy podkreślić, główny bohater nie należy do tych osób, które po przeżytej traumie załamują ręce i zaczynają rozpaczać. Nie jest też bezsensownie narwany: potrafi słuchać przełożonych i wie - ma świadomość - że zwyczajnie musi robić to, co do niego należy. Samowolka nie wchodzi w grę, kiedy pracujesz w zespole. Mamy zatem do czynienia z nastolatkiem (bo wspomniany bohater, Eren Yeager, jest właśnie nastolatkiem), który całkiem dobrze radzi sobie z faktem, iż musi szybciej dorosnąć.
Kolejnym atutem świata przedstawionego w SNK jest brak magii. Bohaterowie mają do dyspozycji przede wszystkim technikę oraz naukę - a te, jak dobrze wiemy z życia codziennego, potrafią zawodzić. Z podobnym motywem mieliśmy do czynienia chociażby w Neon Genesis Evangelion, w którym mechy były zależne od zewnętrznego zasilania i faktycznych umiejętności pilota. Niestety, nawet największy talent nie pomoże, gdy nagle zawiedzie broń...
Warto również podkreślić fakt, iż jak do tej pory żadna z postaci w SNK nie okazała się tak zwanym eye candy. Anime pozbawione jest przypadkowego i nieuzasadnionego fanservicu (czyli elementów typowych dla anime i mang shonen), a postacie kobiece nie paradują w mundurach przypominających militarną wersję stroju bikini. Biusty nie znajdują się na pierwszym planie, nikt nie odsłania nikomu pośladków, brakuje również zakochanego w głównym bohaterze wielkookiego dziewczęcia do ratowania z opresji. Słowem: każda postać jest samowystarczalna, kompletna i użyteczna dla akcji. Oczywiście zdarzają się również zabawne momenty, jednak humor nigdy nie schodzi do poziomu prostego fanservicu.
Shingeki no Kyojin to anime, które zdecydowanie poleciłabym tym, których nie przerażają groteskowe, przerysowane postacie pożerające ludzi. Z kolei dla odetchnięcia polecam zapoznanie się z dorobkiem fandomu, który ilość dramatu w serii stara się zbić ilością parodii w swoich pracach (słynny mem fandomu to zabawa w podkładanie muzyki z pierwszego openingu pod wszystko, bo... ona do wszystkiego pasuje). Anime jest zdecydowanie niebanalne i niejednoznaczne: mimo 47 rozdziałów mangi, na podstawie której jest tworzone, wciąż nie wiadomo, kto jest faktycznym wrogiem. Materiału do hipotez jest mnóstwo, konkretów niewiele, sugestii sporo. Kolejne tajemnice nie nudzą ani nie irytują - przeciwnie, przedstawiane są w sposób, który zachęca do dalszego śledzenia losów bohaterów walczących z gigantami. Dodatkowo anime jest piękne wizualnie - na uwagę zasługują szczególnie sceny, w których bohaterowie przemieszczają się za pomocą swojego sprzętu do tak zwanego "trójwymiarowego manewru" (skaczą po budynkach przy pomocy specjalnych lin).
Na dzień dzisiejszy dałabym SNK ocenę 8/10 - a to dlatego, że seria wciąż jest nie skończona.
Za zakończenie notki - słynny opening pierwszy serii.
Nie zliczę, ile razy całkiem ciekawe anime (bądź zwykły serial) przestawało mi się podobać z powodu zachowania postaci. Brak logiki i konsekwencji to dwa główne zarzuty, które postawiłabym wielu z nich. Na tym tle SNK bardzo się wyróżnia. Widzowie mogą oglądać całą galerię barwnych postaci, z których żadna nie będzie przypadkowa czy też bezużyteczna, służąca jedynie za uciechę dla oka. Mamy oczywiście kilka archetypów (np. mały, słabowity acz bardzo mądry chłopak, snobistyczna dziewczyna czy szalony naukowiec), warto jednak podkreślić, że nie wszystkie (na obecnym etapie wciąż nie uświadczono np. postaci "damy w niebezpieczeństwie"). Każda postać ma swoje wady i atuty, nie ma jednej, która nie odznaczałaby się choćby drobnymi ludzkimi słabościami. Dodatkowo warto podkreślić logiczność ich zachowania jako takiego: postacie odczuwają wyraźny strach. Właśnie ów strach, momentami wręcz paraliżujący sprawia, że oglądając jesteśmy w stanie niejako utożsamiać się z bohaterami SNK. Kto nie odczułby przerażenia na widok 3-4 metrowego giganta, który zmierza go pożreć?
Jednocześnie, co należy podkreślić, główny bohater nie należy do tych osób, które po przeżytej traumie załamują ręce i zaczynają rozpaczać. Nie jest też bezsensownie narwany: potrafi słuchać przełożonych i wie - ma świadomość - że zwyczajnie musi robić to, co do niego należy. Samowolka nie wchodzi w grę, kiedy pracujesz w zespole. Mamy zatem do czynienia z nastolatkiem (bo wspomniany bohater, Eren Yeager, jest właśnie nastolatkiem), który całkiem dobrze radzi sobie z faktem, iż musi szybciej dorosnąć.
![]() |
| Eren, główny bohater SNK ze sprzętem do trójwymiarowego manewru (x) |
Warto również podkreślić fakt, iż jak do tej pory żadna z postaci w SNK nie okazała się tak zwanym eye candy. Anime pozbawione jest przypadkowego i nieuzasadnionego fanservicu (czyli elementów typowych dla anime i mang shonen), a postacie kobiece nie paradują w mundurach przypominających militarną wersję stroju bikini. Biusty nie znajdują się na pierwszym planie, nikt nie odsłania nikomu pośladków, brakuje również zakochanego w głównym bohaterze wielkookiego dziewczęcia do ratowania z opresji. Słowem: każda postać jest samowystarczalna, kompletna i użyteczna dla akcji. Oczywiście zdarzają się również zabawne momenty, jednak humor nigdy nie schodzi do poziomu prostego fanservicu.
Shingeki no Kyojin to anime, które zdecydowanie poleciłabym tym, których nie przerażają groteskowe, przerysowane postacie pożerające ludzi. Z kolei dla odetchnięcia polecam zapoznanie się z dorobkiem fandomu, który ilość dramatu w serii stara się zbić ilością parodii w swoich pracach (słynny mem fandomu to zabawa w podkładanie muzyki z pierwszego openingu pod wszystko, bo... ona do wszystkiego pasuje). Anime jest zdecydowanie niebanalne i niejednoznaczne: mimo 47 rozdziałów mangi, na podstawie której jest tworzone, wciąż nie wiadomo, kto jest faktycznym wrogiem. Materiału do hipotez jest mnóstwo, konkretów niewiele, sugestii sporo. Kolejne tajemnice nie nudzą ani nie irytują - przeciwnie, przedstawiane są w sposób, który zachęca do dalszego śledzenia losów bohaterów walczących z gigantami. Dodatkowo anime jest piękne wizualnie - na uwagę zasługują szczególnie sceny, w których bohaterowie przemieszczają się za pomocą swojego sprzętu do tak zwanego "trójwymiarowego manewru" (skaczą po budynkach przy pomocy specjalnych lin).
Na dzień dzisiejszy dałabym SNK ocenę 8/10 - a to dlatego, że seria wciąż jest nie skończona.
Za zakończenie notki - słynny opening pierwszy serii.


Akurat opening mi się spodobał xD.
OdpowiedzUsuńCo do anime - nie oglądałam, ale zachęciłaś do obejrzenia. Od dawna miałam właśnie problem z znalezieniem anime, gdzie byliby LOGICZNIE myślący bohaterowie. Ostatnio takie zdziwienia dostałam, oglądając teraz z bratem Slayersów.
I podoba mi się, że rozsądnie dałaś na razie 8/10, bo dopiero co seria się rozwija. Bo nigdy nie wiadomo, jak to się skończy - oglądając SAO, na początku byłam skłonna dać 8/10, ale gdzieś zbliżając się do połowy zaczęło spadać do 7/10, by w drugiej części dramatycznie spaść do 4/10. Tytuł rozdmuchany i naprawdę aż żal, że tak spaprali świetny pomysł na serię
Opening jest epicki^^
UsuńObejrzyj, myślę że powinno Ci się spodobać, skoro lubisz mroczne klimaty (jest tam trochę gore, w końcu to pożeranie ludzi - lekka psychodelia momentami, szczególnie w mandze, kiedy masz kadry z tytanami).
Slayers to klasyka, do której tęsknię. To jedno z tych anime, które mnie wychowały (oglądałam je w czasach późnej podstawówki i gimnazjum, o ile dobrze pamiętam). A co to jest SAO? o_O
^^
UsuńTak długo, jak nie będzie bezmyślnego mordowania/torturowania małych dzieci, tak długo nie będzie mi przeszkadzało gore :"3.
Na Slayersach to mój brat się wychował. Ja nie zdążyłam - jak dobrze pamiętam, puszczali to na Hyperze i gdy się w końcu zainteresowałam anime, to już Slayersi nie lecieli (tylko Vampire Princess Miyu, które ubóstwiam przez sentymentalny pryzmat). Śmieszne, że tylko 3 lata różnicy mam z bratem xD. Ostatnio zaczął mi puszczać online odcinki, więc mogę sobie nadrobić tę klasykę.
SAO - Sword Art Online. Świetny pomysł na fabułę (gra komputerowa z wirtualną rzeczywistością, z której nie można się wylogować, wyjść z niej można tylko pokonując samego twórcę, jako ostatecznego bossa, a jak zginiesz, to hełm do wirtualnej rzeczywistości, który gracze zakładają, wypala ci mózg i pa pa), który spartolili kompletnie bezsensowną decyzją skończenia tego wątku w nawiasie w połowie odcinków (a ich jest bodajże 24) i w konsekwencji przyspieszeniem niemożebnie akcji (epizody musiały się zaczynać i kończyć w 1, maksimum 2 odcinkach). I to dlatego, aby wcisnąć drugą część anime, które już tak epickie i wspaniałe nie było, kopiąc jeszcze bardziej serię. Naprawdę, aż szkoda słów, naprawdę pomysł mi się podobał, tylko ta decyzja sprawiła, że uznałam to anime za jedno z gorszych jakie obejrzałam. MIMO świetnego pomysłu na fabułę i MIMO świetniej animacji i grafiki. Jak widać, to dowód na to, jak kiepski scenariusz i/lub odgórne beznadziejne pomysły potrafią podkopać pomysł.
(ale rozpiska, może i ja powinnam napisać recenzję? xD)
Nie, tam nie ma żadnych krwawych scen z udziałem dzieci. A samo gore nie jest w sumie aż tak istotne czy rzucające się w oczy (może deczko bardziej w mandze się rzuca, ale tak jest chyba zawsze).
UsuńTeż oglądałam Miyu na Hyperze. A Slayersów znam z RTL7 (oglądało się kiedyś całe bloki anime: Slayers, Dragon Ball, Magic Knight Rayearth, Saint Seiya i inne. Klasyka porównywalna z Sailor Moon^^
Aha, rozumiem. Ogólnie pomysł mi się podoba, ale z Twojego opisu tego, jak wygląda anime... podejrzewam, że by mi się nie podobało. Takie pospieszenia serii na siłę to jeden z głównych zarzutów, jaki miałam do sporej części odcinków Doctor Who odkąd serial pisze Moffat.
(A czemu nie? XD)
Jedyne, czego się obawiam, to to, że twórcy anime wrzucą jakieś fillery, które nie zgadzają się z mangą (patrz FMA). Ale póki co jest świetnie. Wprawdzie Mikasa idzie lekko w stronę Mary Sue, ale to nie jest przesądzone. Mam nadzieję, że generalnie autor nie spieprzy tego, kolokwialnie mówiąc. Brak fanservice'u jest zaletą, choć też momentami sprawia, że fani są przez to jakby ślepi - kostiumy, w których walczą, są tak dopasowane, żeby nie krępowały ruchów, więc wiadomo, że piersi nie będą się rzucać w oczy. Przez to fani mają spekulacje, że jakoby Zoe byłaby facetem i ktoś jeszcze, ale nie pamiętam to. Wkurzony autor na to powiedział "A myślcie sobie, co chcecie, a Armin jest kobietą". Trochę to przykre, choć i tak lubię fandom za tworzenie tych comic reliefów, których brakuje trochę w tej serii.
OdpowiedzUsuńA co do świata, wydaje mi się, że jest to świat alternatywny. Zoe mówiła o tym, skąd są imiona... pewnych postaci (żeby nie robić spoilerów). Jedno z nich pochodzi od legendarnego Szkota, który miał żyć w XVI wieku. Pozwala więc mi to spekulować, że być może jest to świat alternatywny, ale potwierdzenia nie mamy.
I póki co całość też mi się podoba, choć zobaczymy, co będzie dalej.
FMA? Ja się obawiam, żeby nie wyszło coś w stylu Kuroshitsuji @_@ Mikasa ma słabszy moment, mam nadzieję, że się ogarnie. A fani zawsze są ślepi, nieważne czy masz fanservice czy nie. Tu kostiumy i cycki, tam mania sprzątania Leviego i brzydzenie się brudu - chyba przez brak humoru w serii te dowcipy wydają się jeszcze bardziej przerysowane w fandomie.
UsuńTeż sądzę, że to świat alternatywny - AU do rzeczywistości, co by się stało, gdyby w... średniowieczu (? wnioskując po mapkach z atakami tytanów, które widzieliśmy) ludzkość stanęła na skraju wyginięcia. Oni się technologicznie zatrzymali na etapie armat i broni białej, nie mają np. pistoletów.
O Szkocie nie wiedziałam, dzięki za ciekawostkę :3
... Ja zapomniałam o Kuroshitsuji @_@ Po prostu wyparłam to z pamięci xD
UsuńTeż tak obstawiam, że to jest świat alternatywny, w którym ludzkość poszła inną drogą rozwoju.
Jak chcesz wiedzieć więcej, to jest nawet na polskiej wiki: http://pl.wikipedia.org/wiki/Alexander_%22Sawney%22_Bean
Ja widziałam na konwencie przypinki z Kuro i sobie przypomniałam _^_
UsuńDzięki :)
Co do samej recenzji - jedna mała sprawa: nie wiadomo, czy szeroko pojęta ludzkość wybudowała mur, w sumie w świetle nowych (no dobra, nie aż tak nowych) odkryć można także przypuszczać, że ludzkość znalazła już mury stojące.
OdpowiedzUsuńSamo anime trochę mnie denerwuje swoim patosem (w mandze jakoś autor się prześlizga nad tym) i rozwlekłością akcji, a także uładzoną kreską. W mandze ta kreska jest dosyć "brzydka" i ponura, ale także nadaje klimat opowieści. Drobną sprawą jest to, po paru odcinkach przywykłam do widoku tytanów i ich wygląd i zachowanie nie rusza mnie w żaden sposób, a w mandze przy niektórych kadrach nadal ciarki przechodzą mi po plecach :).
Nie uważam, żeby Mikasa była OP - w takim wypadku Leviego też trzeba by było wrzucić do tego worka, a poza tym z inteligentnym tytanem (nie będę spojlerować, ale kto czytał, ten wie, o co chodzi xD) mogliby mieć duże trudności.
Wybacz, że tak ni z gruszki, ni z pietruszki komentuję (ostatnio mi się wydaje, że jeśli nie znasz w jakiś sposób autora/autorki bloga, to jesteś wyłączony z komentowania), ale lubię ten blog (nawet jeśli na razie jest niewielki) i akurat znam SnK :).
Zacznę od muru - masz rację, ale napisałam o tym dlatego, że recenzja dotyczy anime, a na tym etapie, na którym ono jest, bohaterowie znają opcję "ludzkość wybudowała mury". Opcja druga to niestety spoiler względem anime.
UsuńHm, zgadzam się, że kreska w mandze jest ponura. Ba, w mandze tytani wyglądają bardzo groteskowo, a czasem wręcz strasznie. W anime jedyny naprawdę straszny tytan to, moim zdaniem, ten, który pożarł matkę Erena.
Ja jedynie uważam, że na obecnym etapie mangi ona ma lekkie odchyły w stronę Mary-Sue. Ale wierzę w tę postać; ona nie będzie mdlejącą panną do ratowania.
Nie masz z co przepraszać :D Wiesz, jak ucieszył mnie Twój komentarz? I to właśnie dlatego, że jesteś osobą jakby "z zewnątrz". A stwierdzenie, że lubisz ten blog bardzo mi schlebia _^_ Dziękuję!
No to się cieszę :). Czytałaś może cykl demoniczny Bretta ("Malowany człowiek" itd.)? W sumie chyba dwa razy w internetach spotkałam chyłkiem rzuconą wypowiedź "hej, ale przecież to podobne!" i sama się zaczęłam zastanawiać, jakie są różnice, a jakie podobieństwa. Ciekawa sprawa, bo wątpię, żeby którykolwiek autor inspirował się tym drugim, a fajnie zobaczyć, jak względnie podobne myśli rozwijają się w dwóch różnych środowiskach i mediach :).
UsuńNie, nie miałam okazji czytać. Mi za to SNK kojarzy się trochę z Evangelionem. Chodzi mi o pojedyncze motywy: świat w stanie zagrożenie, alternatywna historia, ludzkość na wymarciu, nic nie wiemy o atakujących, światem rządzi jakaś grupa, która narzuca cenzurę (w Evangelionie ludzie nie wiedzieli o atakach Aniołów, w SNK nie wolno rozmawiać o świecie zewnętrznym), bohaterowie odczuwający realny strach i ktoś, kto pociąga za sznurki. Niby można ten schemat podciągnąć pod różne tytuły, ale te dwa łączy również klimat. Acz też nie sądzę, by autor się tym inspirował.
UsuńDo Evy także, ale w sumie bardziej do mangi niż anime. W mandze jednak klimat był ciut lżejszy (w anime angstem jechało na odległość xD), a Shinji mniej zdepresjonowany. W Shingeki no Kyojin mimo rzeczywiście poważnego i ponurego klimatu nie ma tam aż tak tragiczych nut i oderwania od rzeczywistości. Ale i anioły, i tytanów uważam za naprawdę creepy stwory - w gruncie rzeczy nie bałam się ich nigdy, ale ciarki mi zawsze towarzyszyły (do dzisiaj pamiętam scenę w End of Evangelion - SPOILER? - kiedy Asukę rozrywają anioły; w mandze została ona niestety ułagodzona). W którymś momencie także zdałam sobie sprawę, że (SPOILER) bycie w środku tytana przypomina trochę pilotowanie mecha - nie całkiem, ale pod jakimś kątem można tytanów uznać za spadkobierców tego gatunków. Sami swoi.
UsuńOba tytuły też łączy brutalność w ukazywaniu starć (przez co ich strach, o którym wspomniałaś, wygląda bardziej realistycznie).
Ostatnio przeczytałam znowu całą mangę i teraz widzę, jak to wszystko ładnie się układa... Widać, że autor od początku dawał wskazówki (i nadal daje) co do rozwiązania poszczególnych tajemnic i ma raczej spójną wizję świata i historii.
Hmm, sorry, ale o SnK ostatnio mogę pisać i pisać :).
Mi nasuwa się jeszcze inne nawiązanie do NGE. SPOILER!
Usuń.
.
.
.
.
.
Dotyczy ono samych tytanów. W serii NGE mieliśmy Projekt Dopełnienia Ludzkości: wymuszone przyspieszenie ewolucji i zamiana ludzi w nowy byt - byt idealny, składający się z połączenia jaźni. Zastanawiam się, czy tytani nie są podobnym bytem. Jeśli założymy, że człowieka można zmienić w tytana (migawki ze wspomnień Erena i tego, że ojciec mu coś zaaplikował), być może - tylko być może - ktoś chciał zamienić ludzi w byty idealne. Przecież taki tytan nie musi jeść ani spać, nie odczuwa podstawowych potrzeb fizjologicznych. On po prostu sobie żyje. Gdyby nie inteligencja (czy raczej jej brak - oceniając po zachowaniu) to tytan mógłby być bytem doskonałym.
Zgadzam się, że zamiana w tytana przypomina sterowanie mechem. Też miałam to skojarzenie :)
O tak, spójność to jedna z cech, ktore w SNK uwielbiam. Podobnie było w FMA.
Tak, SPOILERY.
OdpowiedzUsuń.
.
Bardziej niż byty idealne tytani przypominają mi broń idealną. Była taka scena w mandze, gdzie Hanji mówi o tym, że Eren musi mieć jakiś cel, żeby się przemienić i zaczyna się zastanawiać, jaki cel mogą mieć zwykli tytani, którzy jedyne co robią, to zjadają ludzi. W sumie mam taką roboczą teorię (tzn. uznaję ją, ale nie ja ją wymyśliłam - szeroko pojęty Internet zrobił to za mnie) o tych dwóch frakcjach, o których dużo się mówi i o tytanach jako ludziach przemienionych w broń - zaprogramowanych tak, by po zjedzeniu pewnej ilości ludzi stać się znowu człowiekiem (Ymir). Być może rodziny i przyjaciele Reinera I Berholdta zostali zmienieni w tytanów, a oni jedynie pragną, żeby znów byli ludźmi? W sumie to słaba teoria, ale zawsze jakiś początek.
Zastanawia mnie od jakiegoś czasu - Annie, Eren, Reiner i Berholdt wyglądają w sumie podobnie - nie mają skóry, a ich tytani są podobni do nich samych i całkiem ludzcy. Jednocześnie Ymir jest bardzo brzydkim tytanem (i znanym wśród swego rodzaju?), który ma skórę - jestem ciekawa, czy są z tego samego "miotu", czy może Ymir była normalnym tytanem, który po jakimś czasie zmienił się w człowieka.
KONTYNUUJĄC.
Usuń.
.
.
.
To ciekawa teoria, przyznam, że jeszcze jej nie słyszałam. Bo jeśli chodzi o moją, zapomniałam dodać pewnego "ale": tytani mieli być "bytem idealnym" czy kolejnym szczeblem w drabinie ewolucji (zakładam, że sztucznie przyspieszonej, jak morze LCL w Evangelionie), ale coś poszło nie tak. W efekcie istoty odczuwają brak - nie wiem czego brak, ale objawia się to właśnie tym, że jedzą ludzi. Pożerają ich, bo mają jakieś pragnienie, którego nie powinny mieć, a które muszą zaspokoić.
Hm, Eren właśnie ma skórę. To Annie, Berhold i Reiner jej nie mają. A tytan Ymir wyglądem przypomina mi bardziej zwierzę niż człowieka, jakiegoś stwora małpopodobnego (i tu nasuwa się postać tytana-małpoluda - kolejna zagadka. Można tworzyć tytanów ze zwierząt człekokształtnych?). Ymir jest albo "szychą" wśród tytanów, albo jest jakoś powiązana z ich pochodzeniem (w rozdziale o dzienniku Ilsy tytan przecież kłaniał się Ilsie, bo była człowiekiem, jak Ymir - i tu kolejna zagadka: mamy tytanów niższego rzędu i tytanów nadrzędnych, tych, ktorzy są bardziej podobni do ludzi?). Pytań jest wciąż wiele.
TRALALALA SPOILERY
Usuń.
.
.
.
W sumie rzeczywiście Eren ma skórę, przegapiłam to jakoś xD.Chodziło mi o to, że Eren i reszta (dla mnie przynajmniej) wyglądają inaczej - ludzko? - kiedy Ymir wygląda jak jeszcze brzydszy zwyczajny tytan.
Dobra, nie wiem, czy chcesz prawdopodobne spoilery do następnego chaptera (tego, co już w Japonii wyszedł), więc na razie będę milczeć.
Ciężko powiedzieć coś za lub przeciw w stosunku do obu teorii, tak mało informacji mamy. Jeśli chodzi o broń, myślę tak przede wszystkim ze względu na jakąś domniemaną wojnę i tą całą politykę, która w sumie nie została nam w pełni ukazana. Bardzo ciekawi mnie Christa i jej ród. Wydaje mi się, że dużo decyzji jest podejmowanych na wąskiej arenie politycznej. Z drugiej strony tytani jako broń co prawda są skuteczni, ale jednocześnie nie do kontrolowania przez ludzi, przez co wyglądają jak obusieczny miecz.
TAAAAAK
Usuń.
.
.
.
.
Inaczej, powiedziałabym, że nie tyle ludzko co nie karykaturalnie. Wszyscy - poza Gigantycznym tytanem - są proporcjonalni (a on ma np. nogi wyglądające na opuchnięte). Po ostatnim rozdziale stwierdzam, że Ymir przypomina mi coś w rodzaju stworzenia pierwotnego. To znaczy: jeśli typowy tytan to coś a'la człowiek wyprostowany (bo myślący to niekoniecznie), to Ymir stoi niżej na szczeblach "ewolucji": wygląda dziko i porusza się jak zwierzę.
Ja mam nadzieję, że stopniowo dowiemy się, co tak naprawdę dzieje się w obrębie murów. W tej chwili np. wnętrze muru Shina to jedna wielka niewiadoma.
Swoją drogą trafiłam dziś na to: http://gimladen.tumblr.com/post/57876178477