To był dziwny tydzień. Najpierw dowiadujemy się, że oto pewną markę wódki reklamować ma wybitnie niepasujące do tematu zdjęcie. Kilka dni później poczytny brukowiec zamieszcza na pierwszej stronie zdjęcie rannej dziesięciolatki z Kamiennej Góry. Internet daje upust swojemu oburzeniu na mediach społecznościowych, wydawca gazety zaś przelicza zapewne pieniądze z ostatnich wpływów. Ot, kolejny radosny dzień w świecie kapitalizmu. Kolejny, w którym zadaję sobie pytanie: czy w świecie pieniądza, istnieje jeszcze miejsce na moralność?
O "upadku moralności" możemy przeczytać nader często. Choćby przy okazji kolejnej roznegliżowanej sesji zdjęciowej celebrytki - jednej z tych, o której jakimś cudem nikt z całym internecie wcześniej nie słyszał, acz zdjęcia bez problemu wszyscy jakoś znaleźli. Poza tym bądźmy szczerzy: fotografie roznegliżowanych modelek i gwizdek show-biznesu są towarem pożądanym, nieważne, czy w internecie, czy w prasie brukowej. Nie są to akty, raczej typowe obrazki w stylu "zdjęcia gołej baby", czasem zakrawające na szczucie cycem w stylu przydrożnych reklam blachodachówek. Żadna sztuka, czysta rozrywka. Rozrywka, która absolutnie nie musi mi się podobać; nie ma jednak powodu, by od razu ogłaszać upadek moralności.
Co więcej, nikt po prasie brukowej poważniejszych tematów się nie spodziewa. Trochę golizny, plotki, "dramatyczne" historie o chwytliwych tytułach, sport, horoskop, i krzyżówka. Do tego odrobina wydarzeń bieżących, zaserwowanych w bardzo skróconej formie.
Taki format w przypadku brukowca jest rzeczą normalną i powszechnie tolerowaną. Gorzej jednak, gdy redaktorzy tabloidu zaczynają pogoń za tanią sensacją. Wtedy dochodzi do sytuacji takich, jak ta sprzed kilku dni, kiedy to artykuł o ataku na dziesięciolatkę w Kamiennej Górze zapowiadało ogromne zdjęcie na pierwszej stronie: zdjęcie rannej już ofiary.
Owe zdjęcie miał zrobić reporter gazety lokalnej. Ta jednak na publikację jej się nie odważyła.
Sama okładki nie widziałam, o całej aferze z nią związanej dowiedziałam się wyłącznie z sieci - wszystkie wzmianki o tabloidzie opatrzone były pełnymi wściekłości komentarzami. Wściekłości na redaktorów, którzy postanowili wypromować swój materiał tym konkretnym zdjęciem, celując w najniższe ludzkie instynkty, i w pewnym sensie obnażając ofiarę. Artykuł, na który dziś trafiłam (blog slwstr.net), przyrównał postępowanie tabloidów do uprawiania pornografii. Porównanie nietypowe, ale niezaprzeczalnie trafne. A wręcz boleśnie trafne, gdy pamiętamy, że nie mamy tu do czynienia ze zdjęciem osoby publicznej (warto pamiętać, że pisma i portale plotkarskie uwielbiają ten argument - w końcu fakt bycia "osobą publiczną" upoważnia fotoreporterów do podglądania celebryty w każdej sytuacji).
We wspomnianym artykule zadane zostało pytanie, nad którym warto się pochylić: czy powinniśmy zdelegalizować tabloidy? Moim zdaniem, nie. Aczkolwiek uważam, że jakaś forma kontroli nad tym, co publikują, byłaby wskazana. Tabloid jest gazetą skierowaną do konkretnego czytelnika. Jeżeli ten chce czytać plotki ze świata gwiazd i poruszające historie o gadających żabach i spadających kredensach, proszę bardzo. Ale niech redaktorzy pisma nie przekraczają granic, ustalonych dla tego rodzaju prasy.
Poza tym wypadałoby przypomnieć wydawcy, co oznacza "wolność słowa", którą tak chętnie zasłaniają się dziennikarze. Bo wbrew popularnej opinii, nie polega ona na bezkarnym wyrażaniu zdania na dowolny temat. Nie będzie zatem tak, że w ramach uprawiania wolności słowa, mogę iść do radia, i ogłosić wszem i wobec, że Iksiński to prostak, cham, a do tego złodziej. Owszem, ogłosić to mogę - ale muszę liczyć się z tym, że usłyszawszy to, Iksiński zgotuje mi, na przykład, pozew za obrazę dobrego imienia, i zażąda odszkodowania oraz publicznych przeprosin. Tak, jak było w przypadku wspomnianego na początku tego wpisu skandalu ze zdjęciem reklamującym pewną markę wódki. Naprawdę przedstawia ono młodego mężczyznę zabitego przez ZOMO w Lubinie, w roku 1982, podczas manifestacji "Solidarności". Na fotografii niesiony jest przez pięciu innych mężczyzn. Zdjęcie zostało użyte bez wiedzy (a co za tym idzie, zgody) fotografa.
Właściciele marki wycofali trefną reklamę, a za całą sytuację oficjalnie przeprosili. Po fali krytyki, która przetoczyła się przez media, przeprosił również redaktor naczelny tabloidu, odpowiedzialnego za kontrowersyjną okładkę. Czy możemy jednak spokojnie wierzyć, że to coś zmieni? Nie wydaje mi się. Chyba wszyscy znają ten tabloid, nawet jeśli go nie czytają. Artykuły z niego często stają się przedmiotem drwin internautów. Wiemy zatem, że treści podobne do tych, które w ostatnich dniach zbombardowała ostra krytyka, pojawiały się na jego łamach nie raz, i możemy się łatwo domyślić, że pojawią się też w przyszłości. W końcu pismo przez kilka ładnych dni było na językach nie tylko internautów. Mówiono o nim - nieważne, że krytycznie. Była sensacja i okrucieństwo, a ludzie to kochają. I póki kochają, sensacja i okrucieństwo będą powracać na łamach prasy brukowej, tuż obok golizny, ploteczek i horoskopów. Póki społeczeństwo nie da jasnego znaku, że nie zgadza się z publikacją pewnych treści, sytuacje takie, jak ta, będą zdarzały się regularnie. Prasie potrzebna jest lekcja etyki.
Na naukę nigdy nie jest za późno.
Taki format w przypadku brukowca jest rzeczą normalną i powszechnie tolerowaną. Gorzej jednak, gdy redaktorzy tabloidu zaczynają pogoń za tanią sensacją. Wtedy dochodzi do sytuacji takich, jak ta sprzed kilku dni, kiedy to artykuł o ataku na dziesięciolatkę w Kamiennej Górze zapowiadało ogromne zdjęcie na pierwszej stronie: zdjęcie rannej już ofiary.
Owe zdjęcie miał zrobić reporter gazety lokalnej. Ta jednak na publikację jej się nie odważyła.
Sama okładki nie widziałam, o całej aferze z nią związanej dowiedziałam się wyłącznie z sieci - wszystkie wzmianki o tabloidzie opatrzone były pełnymi wściekłości komentarzami. Wściekłości na redaktorów, którzy postanowili wypromować swój materiał tym konkretnym zdjęciem, celując w najniższe ludzkie instynkty, i w pewnym sensie obnażając ofiarę. Artykuł, na który dziś trafiłam (blog slwstr.net), przyrównał postępowanie tabloidów do uprawiania pornografii. Porównanie nietypowe, ale niezaprzeczalnie trafne. A wręcz boleśnie trafne, gdy pamiętamy, że nie mamy tu do czynienia ze zdjęciem osoby publicznej (warto pamiętać, że pisma i portale plotkarskie uwielbiają ten argument - w końcu fakt bycia "osobą publiczną" upoważnia fotoreporterów do podglądania celebryty w każdej sytuacji).
We wspomnianym artykule zadane zostało pytanie, nad którym warto się pochylić: czy powinniśmy zdelegalizować tabloidy? Moim zdaniem, nie. Aczkolwiek uważam, że jakaś forma kontroli nad tym, co publikują, byłaby wskazana. Tabloid jest gazetą skierowaną do konkretnego czytelnika. Jeżeli ten chce czytać plotki ze świata gwiazd i poruszające historie o gadających żabach i spadających kredensach, proszę bardzo. Ale niech redaktorzy pisma nie przekraczają granic, ustalonych dla tego rodzaju prasy.
Poza tym wypadałoby przypomnieć wydawcy, co oznacza "wolność słowa", którą tak chętnie zasłaniają się dziennikarze. Bo wbrew popularnej opinii, nie polega ona na bezkarnym wyrażaniu zdania na dowolny temat. Nie będzie zatem tak, że w ramach uprawiania wolności słowa, mogę iść do radia, i ogłosić wszem i wobec, że Iksiński to prostak, cham, a do tego złodziej. Owszem, ogłosić to mogę - ale muszę liczyć się z tym, że usłyszawszy to, Iksiński zgotuje mi, na przykład, pozew za obrazę dobrego imienia, i zażąda odszkodowania oraz publicznych przeprosin. Tak, jak było w przypadku wspomnianego na początku tego wpisu skandalu ze zdjęciem reklamującym pewną markę wódki. Naprawdę przedstawia ono młodego mężczyznę zabitego przez ZOMO w Lubinie, w roku 1982, podczas manifestacji "Solidarności". Na fotografii niesiony jest przez pięciu innych mężczyzn. Zdjęcie zostało użyte bez wiedzy (a co za tym idzie, zgody) fotografa.
Właściciele marki wycofali trefną reklamę, a za całą sytuację oficjalnie przeprosili. Po fali krytyki, która przetoczyła się przez media, przeprosił również redaktor naczelny tabloidu, odpowiedzialnego za kontrowersyjną okładkę. Czy możemy jednak spokojnie wierzyć, że to coś zmieni? Nie wydaje mi się. Chyba wszyscy znają ten tabloid, nawet jeśli go nie czytają. Artykuły z niego często stają się przedmiotem drwin internautów. Wiemy zatem, że treści podobne do tych, które w ostatnich dniach zbombardowała ostra krytyka, pojawiały się na jego łamach nie raz, i możemy się łatwo domyślić, że pojawią się też w przyszłości. W końcu pismo przez kilka ładnych dni było na językach nie tylko internautów. Mówiono o nim - nieważne, że krytycznie. Była sensacja i okrucieństwo, a ludzie to kochają. I póki kochają, sensacja i okrucieństwo będą powracać na łamach prasy brukowej, tuż obok golizny, ploteczek i horoskopów. Póki społeczeństwo nie da jasnego znaku, że nie zgadza się z publikacją pewnych treści, sytuacje takie, jak ta, będą zdarzały się regularnie. Prasie potrzebna jest lekcja etyki.
Na naukę nigdy nie jest za późno.
Heh, a jeszcze na początku sierpnia wspomniałam w jednym komentarzu na dA sytuację z 2004, gdy Super Express opublikował na pierwszej stronie zdjęcia ciała Waldemara Milewicza zaraz po jego śmierci... =='
OdpowiedzUsuńJestem jeszcze w stanie wybaczyć pokazywanie tego typu materiałów w przypadku mocno lokalnych mediów, acz tylko ze względu na półamatorskość tych środków przekazu. Niestety ich dziennikarze dość często nie maja odpowiedniego wyczucia, co można pokazywać, a czego nie - ze względu na m.in. inne (leniwsze) tempo pracy niż w dużych ośrodkach, mniejszą ilość drastycznych materiałów, które muszą odrobić, oraz mniejszy zasięg i tym samym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś ostro zareaguje na łamanie przez nie zasad etyki dziennikarskiej. Hiena Roku https://pl.wikipedia.org/wiki/Hiena_Roku tylko raz, za 2007 rok, powędrowała do tego typu medium, a przecież podobnych przypadków jest pewnie dużo więcej,.. Chociażby chyba w zeszłym jedna z telewizji działających w moim mieście (30 tys. mieszkańców) i reszcie powiatu wyemitowała przynajmniej raz materiał z poszukiwania ciała topielca (pokazali wyciąganie go z wody i układanie na brzegu - i tak ćwierć biedy, że nie widać było jego twarzy) =='
No to wykrakałaś, można rzec =_=;
UsuńMówisz o lokalnych mediach - a tutaj mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy właśnie media lokalne odmówiły wykorzystania tego nieszczęsnego zdjęcia. W ogóle jak sobie wyobrażę, że ta gazeta, z tym właśnie zdjęciem na okładce, leżała w sklepach, czy wyglądała z witryn kiosków, i mogły ją oglądać małe dzieci... aż mnie ciarki przechodzą. Okej, świat nie jest słodki i różowy, jak w kreskówce o Troskliwych Misiach, ale bez przesady. Z tego tytułu mamy skazywać przypadkowych ludzi na oglądanie takich rzeczy na okładkach gazet? Serio?
Przyznaję, że nie słyszałam o tej nagrodzie. Ale tak jak czytam teraz listę nagrodzonych, to widzę, że trafia w słuszne ręce.
Boli mnie jedynie fakt, że obecne oburzenie społeczeństwa nic nie zmieni. Tu trzeba efektów w liczbach - liczbach przeliczanych na złotówki. Bo póki "hajs się zgadza", póty wszystko jest okej.
Niestety =='
Usuń"Mówisz o lokalnych mediach - a tutaj mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy właśnie media lokalne odmówiły wykorzystania tego nieszczęsnego zdjęcia." - właśnie ze względu na taką postawę tych konkretnie lokalnych mediów przypomniały mi się odmienne sytuacje z innych lokalnych środków przekazu.
Tak swoją drogą, to w przypadku telewizji z mojego miasta chodzi chyba nawet nie tyle o moralne wyczucie lub jego brak, co o to, że oni po prostu nie selekcjonują materiału pod praktycznie żadnym względem (lub selekcjonują go w beznadziejny sposób) i emitują byle co, aby tylko zapełnić program. Parę przykładów...
1. W zeszłym roku wyemitowali materiał z ogólnodostępnej dyskusji w Urzędzie Miasta nt. segregacji śmieci. Na to spotkanie przypadkowo zawinął się mój ojciec, który chciał wtedy wziąć udział w innym spotkaniu w Urzędzie Miasta, ale pomylił sale, a potem głupio było mu wyjść, gdy dyskusja się zaczęła, a on zorientował się, że źle trafił. Po spotkaniu dziennikarze tej telewizji podchodzili do ludzi wychodzących z sali i pytali, jakie jest ich zdanie nt. tej dyskusji. Zaczepili też mojego ojca, na co on odparł, że nie ma zdania, bo w ogóle nie chciał tu przychodzić i znalazł się w tym miejscu zupełnie przypadkowo. Wyemitowali tę wypowiedź, chodź zupełnie nic nie wnosiła ._.
2. Jeszcze dobrych kilka lat temu emitowali - w dużych fragmentach lub nawet w całości - dość nużące rzeczy typu przegląd teatrzyków przedszkolnych lub pokaz mody w moim gimnazjum z okazji Dnia Wagarowicza.
3, Kilka lat później wyemitowali (szczęśliwie późnym wieczorem) materiał z gościnnego występu kobiet w kisielu w jednym z klubów. Nie omieszkali pokazać również, jak jeden z widzów, mocno podpity, wszedł z odsłoniętym torsem na "arenę", próbując zaimponować występującym paniom.
"W ogóle jak sobie wyobrażę, że ta gazeta, z tym właśnie zdjęciem na okładce, leżała w sklepach, czy wyglądała z witryn kiosków, i mogły ją oglądać małe dzieci... aż mnie ciarki przechodzą."
Pomyśl jeszcze, że w tamtym mieście mogły to oglądać dzieci, które znały tę dziewczynkę lub nawet z nią się przyjaźniły...
"Okej, świat nie jest słodki i różowy, jak w kreskówce o Troskliwych Misiach, ale bez przesady. Z tego tytułu mamy skazywać przypadkowych ludzi na oglądanie takich rzeczy na okładkach gazet? Serio?"
IMHO "pokazywać ludziom, że świat nie jest słodki i różowy" można na wiele różnych sposobów, a epatowanie takimi obrazami dla samego epatowania jest chyba najgorszym z możliwych. Kojarzy mi się to z opisami w utworach naturalistycznych, które niby miały pokazywać świat "takim, jakim jest", a wywołują u mnie odrazę - nawet nie samą szczegółowością opisów, tylko przez wywołanie u mnie wrażenia, że ich autorzy byli nihilistami upajającymi się przedstawianymi przez siebie okropieństwami, celowo redukującymi swoich bohaterów do poziomu biologicznych maszyn pozbawionych uczuć wyższych i czerpiącymi z tego wszystkiego sadystyczną przyjemność.
"Przyznaję, że nie słyszałam o tej nagrodzie. Ale tak jak czytam teraz listę nagrodzonych, to widzę, że trafia w słuszne ręce."
Zgadza się.
"Boli mnie jedynie fakt, że obecne oburzenie społeczeństwa nic nie zmieni. Tu trzeba efektów w liczbach - liczbach przeliczanych na złotówki. Bo póki "hajs się zgadza", póty wszystko jest okej."
Zawsze można liczyć na "cudowny splot wydarzeń": w sensie, że w paru - blisko osadzonych w czasie - podobnych sytuacjach osoby odpowiedzialne za nie przeholują do tego stopnia, że ludzie w końcu powiedzą "Veto".
"ni po prostu nie selekcjonują materiału pod praktycznie żadnym względem (lub selekcjonują go w beznadziejny sposób) i emitują byle co, aby tylko zapełnić program. " - te przykłady mnie zmiażdżyły. Skojarzyły mi się z amatorską "telewizją" lokalną, w postaci kanału na youtube...
Usuń"Pomyśl jeszcze, że w tamtym mieście mogły to oglądać dzieci, które znały tę dziewczynkę lub nawet z nią się przyjaźniły..." - o szlag, nie pomyślałam o tym... Ale gorzej brzmi chyba wariant, że "dzięki" tej okładce o tragedii dowiedział się ktoś z dalszych krewnych rodziny...
"IMHO "pokazywać ludziom, że świat nie jest słodki i różowy" można na wiele różnych sposobów, a epatowanie takimi obrazami dla samego epatowania jest chyba najgorszym z możliwych." - to prawda. Weźmy chociażby dobrą satyrę. Mam wrażenie, że podejście czysto naturalistyczne, pokazanie całego brudu, obrzydliwości i płynów ustrojowych, to nic innego jak... pójście na łatwiznę.
Ja naiwnie liczę na to, że ludzie powiedzą wkrótce "dość". Naiwnie, bo mam nadzieję, że nie będziemy potrzebować do tego jeszcze kilku tragedii, obnażonych na łamach prasy, w imię taniej sensacji.
Cóż, oni też nie są telewizją z prawdziwego zdarzenia ;) Zaczęli chyba w 1999, i po dziś dzień puszczają konkretny blok programowy raz na parę-kilka tygodni (a przez resztę czasu na ekranie goszczą zmieniające się plansze informacyjne o lokalnych ogłoszeniach, ofertach pracy, kronika kryminalna, reklamy itp. itd. (zmieniają zestaw planszy co kilka dni). Poza tym 4-5 lat temu założyli kanał na YT, ale cieszy się on dużo mniejszą popularnością niż nasze dwie inne lokalne "telewizje", które od swoich początków (2-3 lata temu) działają tylko w necie i mają w miarę konkretne pomysły na programy.
OdpowiedzUsuń""IMHO "pokazywać ludziom, że świat nie jest słodki i różowy" można na wiele różnych sposobów, a epatowanie takimi obrazami dla samego epatowania jest chyba najgorszym z możliwych." - to prawda. Weźmy chociażby dobrą satyrę. Mam wrażenie, że podejście czysto naturalistyczne, pokazanie całego brudu, obrzydliwości i płynów ustrojowych, to nic innego jak... pójście na łatwiznę."
Przy czym trzeba podkreślić, że można zaprezentować w danym wytworze kultury podejście naturalistyczne, ale jednocześnie obok tego przedstawić i coś innego (vide "Hot Fuzz" http://www.filmweb.pl/Hot.Fuzz - zawiera elementy kina gore, ale jest przede wszystkim parodią kina akcji/kryminalnego i satyrą na małomiasteczkową hipokryzję)~
"Ja naiwnie liczę na to, że ludzie powiedzą wkrótce "dość". Naiwnie, bo mam nadzieję, że nie będziemy potrzebować do tego jeszcze kilku tragedii, obnażonych na łamach prasy, w imię taniej sensacji."
Najlepiej byłoby, gdyby grupa zdecydowanych i pewnych siebie osób rozpoczęła dokładnie przemyślaną/y i intensywną/y kampanię/ruch przeciwko tabloidom, do której/którego z czasem przyłączałoby się coraz więcej osób. Jak to powtórzyła (niestety nie pamiętam za kim ^^;) bohaterka grana przez Katie Holmes w pierwszym filmie Nolana o Batmanie - najwięcej zła dzieje się, gdy dobrzy ludzie nic nie robią.
Ah, a ja wyobrażałam sobie coś innego ^^; Choć nawet nie mam do czego porównać, bo u mnie chyba nie ma lokalnej telewizji. Za to mamy radio ^^
UsuńTen film dość często przewija mi się na moim tumblrowym dashu. Acz po tym, co widziałam, obstawiałam, że to po prostu komedia, a nie coś, co zawiera elementy gore (nie umniejsza to filmowi w żaden sposób, przeciwnie - teraz wydaje mi się o niebo ciekawszy, z racji tego, że jest parodią).
"najwięcej zła dzieje się, gdy dobrzy ludzie nic nie robią" - ano właśnie.
Może wkrótce taka grupa powstanie? Nawet jakby mieli zacząć od facebooka.
"Ah, a ja wyobrażałam sobie coś innego ^^; "
UsuńMogłabyś zdradzić, co konkretnie? ;)
"Choć nawet nie mam do czego porównać, bo u mnie chyba nie ma lokalnej telewizji. Za to mamy radio ^^"
A jak się to radio wołomińskie sprawdza? ;)
Elementów gore nie ma tam dużo, ale rzucają się w oczy - gdy oglądałam ten film, mocno mnie zdziwiły, bo nie spodziewałam się czegoś takiego w tym filmie.
"Może wkrótce taka grupa powstanie? Nawet jakby mieli zacząć od facebooka"
Jakbym nie była wiecznie prokrastynującą istotą o słomianym zapale, dodatkowo pozbawioną talentów organizacyjnych, to pewnie sama bym próbowała coś takiego rozkręcić~
"Mogłabyś zdradzić, co konkretnie? ;)" - coś w rodzaju WOT.
UsuńRadio wołomińskie sprawdza się całkiem dobrze. Na początku wydawało się, jakby zostało założone gdzieś w piwnicy, ale powoli się ogarnęło. Ma normalne biuro/studio, piękny szyld i sygnał jest mocny.
Też bym się zdziwiła, bo tak jak mówiłam, byłam przekonana, że to czysta komedia.
Ano, bo założyć samą grupę (nawet na fb) to nie problem. Ale weź to potem poprowadź _^_;
Welp. ja nie sądzę, żeby Fakt cokolwiek to nauczyło. Niby się tłumaczą, że to zrobił lokalny dziennikarz itd. Ale zwykła przyzwoitość by nakazywała nie publikować tych zdjęć. Albo chociaż dać nie wiem, jakiś trigger, że uwaga, drastyczne! Tu właśnie triggery rodem z tumblra się przydają. Ale... Czego się spodziewać po tabloidzie? :/
OdpowiedzUsuńJa bym się na przykład spodziewała, że tabloid zajmie się plotkami o celebrytach i głupawymi historyjkami w rodzaju "Nie śpię, bo trzymam kredens", a nie takim czymś.
Usuń